Grunt, że zdążyli

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-01-24 00:00

Jak na budżetowe obyczaje, wczorajsze finalne głosowanie Sejmu nad poprawkami Senatu okazało się kaszką z mleczkiem. Przyszło ich zaledwie szesnaście i zgodnie z rekomendacją komisji finansów — wszystkie zostały szybko i sprawnie przez Sejm przyjęte. Selekcji poprawek dokonał we własnym zakresie Senat, odrzucając aż 167 ze 183 zgłoszonych przez senatorów. Zdecydowana większość z nich była zresztą powtórzeniem rozmaitych lokalnych wniosków, które wcześniej przepadły w Sejmie.

Sprawne uwinięcie się z procedurą budżetową jest dowodem, że koalicja PO-PSL na razie trzyma się mocno i głosuje zdyscyplinowanym blokiem. Notabene temperatura walki o budżet 2008 była znacznie niższa niż w poprzednich latach, jako że realnym jego autorem był rząd Jarosława Kaczyńskiego, a konkretnie wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska. W tym kontekście naprawdę trudno pojąć, czemu profesor nie dotrwała w ławach poselskich jeszcze przez jedno posiedzenie, aby symbolicznie postawić budżetową kropkę nad i. A może — właśnie dlatego…

Największym budżetowym osiągnięciem nowej ekipy jest zdążenie w terminie. Tuż po wyborach, w pełnym troski komentarzu — który reprodukujemy obok — przypomniałem, że niezdążenie do poniedziałku 28 stycznia grozi kolejnymi wyborami. Niektórzy politycy PO — najgłośniej i do końca Zbigniew Chlebowski — negowali interpretację konstytucyjnych terminów przez prezydenta, ale absolutnie nie mieli racji. Na szczęście w koalicji przeważyła opcja niezadzierania z Lechem Kaczyńskim i podporządkowania się kalendarzowi. Dzisiaj, a najpóźniej w piątek ukończona ustawa trafi do podpisu prezydenta, co wykluczy jakiekolwiek dywagacje.

W sprawie ustawy budżetowej głowa państwa w zasadzie nie ma ruchu — zawetować nie może, a jedynie podpisać w ciągu siedmiu dni. No, ewentualnie skierować budżet do Trybunału Konstytucyjnego, ale trudno sobie wyobrazić, z jakiego by to mogło być powodu — na przykład, gdyby, powiedzmy, złośliwy parlament wyzerował wydatki na utrzymanie kancelarii prezydenckiej… Ale przecież tak się nie stało, a wszelkie kancelarie, trybunały, rzecznicy i inne tzw. budżetowe święte krowy coś tam w parlamencie straciły, ale generalnie mają się bardzo dobrze. Znacznie lepiej niż protestująca budżetówka.

Jacek Zalewski

Możesz zainteresować się również: