W kwietniu Agencja Rozwoju Przemysłu zaopiniuje programy restrukturyzacyjne firm, które chcą skorzystać z ustawy o pomocy publicznej dla przedsiębiorstw o szczególnym znaczeniu dla rynku pracy. Jest wśród nich Grupa Stoczni Gdynia. W jej przypadku jednym z elementów naprawy będzie oddanie wielu prac firmom wydzielonym ze stoczni.
Grupa Stoczni Gdynia (GSG) przygotowuje program restrukturyzacji, by skorzystać z ustawy o pomocy publicznej dla firm o szczególnym znaczeniu dla rynku pracy. Stocznia potrzebuje m.in. restrukturyzacji wierzytelności wobec kooperantów. Janusz Szlanta, prezes GSG, zapewnia, że spłaci długi, potrzebuje jednak okresu karencji w płatnościach, by stanąć na nogi. Zobowiązania stoczni wobec kooperantów sięgają 400 mln zł.
Zarówno Janusz Szlanta, jak i Arkadiusz Krężel, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), która wkrótce przejmie blisko 25 proc. akcji GSG należących do Skarbu Państwa, są przekonani, że stocznia oprócz restrukturyzacji zobowiązań musi także być konkurencyjna wobec innych producentów. A to oznacza konieczność obniżenia kosztów. Janusz Szlanta wie, jak tego dokonać.
— Na świecie stocznie działają jak firmy budowlane. Wykorzystując zasady outsourcingu — budują statki, ale wiele niezbędnych przy budowie usług jest zamawiana. W Polsce jest inaczej, na przykład silnik, który kupujemy od Cegielskiego, musimy sami montować i uruchamiać — mówi Janusz Szlanta.
Dlatego prezes dąży, by część tego typu zadań wykonywali kooperanci. Operacja wiąże się również ze zmianą struktury zatrudnienia.
— Nie zamierzamy przeprowadzać dużych zwolnień. Chcemy, by część pracowników, którzy nie są zatrudnieni bezpośrednio przy budowie statków, pracowała na rzecz kooperantów. Osoby te wykonywać będą tę samą co dotychczas pracę, a stocznia będzie płacić za usługę. To znacznie obniży koszty produkcji — podkreśla prezes Szlanta.
W Stoczni Gdynia przy produkcji bezpośredniej zatrudnionych jest około 5 tys. osób, a we wchodzącej w skład grupy Stoczni Gdańskiej — ponad 2 tys. pracowników. Cała grupa natomiast zatrudnia około 10,5 tys. osób. Janusz Szlanta szacuje, że dzięki przygotowywanemu programowi naprawczemu firma jest w stanie osiągać 5-proc. rentowność.