Grzegorz Kołodko ma swój pomysł na budżet

Wiktor Krzyżanowski, Lesław Kretowicz
opublikowano: 2002-09-20 00:00

Rząd łamie tzw. regułę Belki. W przyszłym roku wydatki budżetu mają wzrosnąć realnie aż o 2,4 proc. Jednak dzięki wyższym dochodom deficyt budżetu wyniesie 38,7 mld zł. I to jest dobra wiadomość.

Dziś rząd przyjąć ma projekt budżetu na 2003 r. Wczoraj Grzegorz Kołodko, minister finansów, ujawnił, że ostateczny kształt ustawy będzie odbiegał od założeń, przyjętych przez gabinet Leszka Millera. Fundamentalna zmiana dotyczy wzrostu wydatków. Marek Belka, poprzedni minister finansów, ustalił zasadę, zgodnie z którą wydatki z roku na rok miały rosnąć realnie (ponad planowany wskaźnik inflacji) o 1 proc. Argumentował, że takie ograniczenie, przy założeniu rosnącej dynamiki wzrostu, pozwoli na sanację finansów publicznych.

Grzegorz Kołodko postanowił jednak zerwać z tą zasadą. W przyszłym roku wydatki budżetu wzrosnąć mają o 2,4 proc. Jeśli uwzględnić zakładany poziom przyszłorocznej inflacji (2,3 proc.), oznacza to, że wydatki budżetu w przyszłym roku wyniosą 193,67 mld zł. Grzegorz Kołodko zakłada jednak, że o wiele szybciej niż wydatki rosnąć będą dochody budżetu.

— Przy prognozie wzrostu PKB o 3,5 proc. realnie dochody nam się zwiększają o nieco więcej. Nawet sporo więcej, bo o 4,5 proc. — mówi minister finansów.

Oznacza to, że dochody budżetu 2003 wynieść mają 154,97 mld zł. I mimo że większość ekonomistów kwestionuje prognozę wzrostu gospodarki w przyszłym roku o 3,5 proc., osiągnięcie założonych dochodów może się udać. Wzrost w przyszłym roku będzie prawdopodobnie mniejszy, ale za to większa od założonej może być inflacja. W związku z tym nominalnie PKB w przyszłym roku może osiągnąć około 790 mld zł zakładanych przez rząd. Jeśli tak będzie, deficyt przyszłorocznego budżetu — planowany na 38,7 mld zł — spadnie do 4,9 proc. PKB. Wcześniej rząd zakładał, że deficyt budżetu wyniesie 43 mld zł, jednak Grzegorz Kołodko wielokrotnie deklarował, że będzie on ostatecznie niższy niż założone na ten rok 40 mld zł.

Okiem eksperta

Założenie, że w 2003 r. realny wzrost wydatków wyniesie 2,4 proc. oznacza przeorientowanie filozofii budżetowej z kontroli wydatków na kontrolę deficytu. Jednak kontrola deficytu musi się odbywać poprzez ograniczanie wydatków. Dotychczasowa filozofia tworzenia budżetu została złamana, a nowej rząd jeszcze nie ma. To bardzo niepokojący precedens, który będzie skutkował utratą wiarygodności władzy fiskalnej. Inwestorzy będą bardzo ostrożnie i nieufnie traktować każdy kolejny pomysł i deklaracje polskiego rządu.

Zasada Belki nigdy nie była przestrzegana, nawet przez jej twórcę i koalicyjnych parlamentarzystów. Według Marka Belki, poprzedniego ministra finansów wydatki miały rosnąć realnie o 1 proc. rocznie, co wraz z przyspieszeniem tempa wzrostu PKB w kolejnych latach miało zmniejszać deficyt budżetowy. RPP zawsze krytykowała ten pomysł. Po pierwsze, złe było oparcie zasady na założonym w budżecie poziomie inflacji, który — jak się okazuje — raczej był zawyżony. Po drugie, jeżeli nie nastąpi zmiana systemu podatkowego, nie można liczyć na realny wzrost dochodów budżetowych. Po trzecie wreszcie, zasada Belki dotyczy zaledwie 50 proc. finansów publicznych, czyli budżetu państwa.

Bogusław Grabowski członek Rady Polityki Pieniężnej

Okiem eksperta

Metoda konstrukcji budżetu oparta na zasadzie wzrostu wydatków o 1 proc. realnie została przyjęta przez rząd z innym ministrem finansów. Nowy szef resortu może mieć swoją koncepcję, za którą odpowiada. Ważne, by realny wzrost wydatków nie przewyższał zakładanego tempa wzrostu gospodarczego. W projekcie nominalnie wydatki nie wzrosły znacząco, jednak niepokojąco wysokie są prognozy zwiększenia popytu krajowego, szczególnie konsumpcyjnego. Zakładany jest 3-proc. wzrost spożycia indywidualnego, jednak nie widać w gospodarce impulsów, argumentujących takie założenie. Tymczasem budżet powinien być konstruowany na bazie konserwatywnych założeń. W tym wypadku są one chyba zbyt optymistyczne. Dobrze z kolei, że przyjęto niższy deficyt budżetowy — po uchwaleniu ustawy nie będzie można go przekroczyć. W wypadku niższych dochodów, resort finansów będzie zmuszony ciąć wydatki.

Mirosław Gronicki główny ekonomista BIG BG