GTG: Prywatny biznes na Polfie Kutno

Mariusz Zielke
13-02-2006, 00:00

Podejrzane transakcje — w cieniu wielkich operacji giełdowych. Tym razem nowe fakty w sprawie maklerskich operacji akcjami Polfy Kutno.

Dlaczego wśród kilkudziesięciu instytucji finansowych, nabywających od Enterprise Investors (EI) akcje Polfy Kutno we wrześniu 2003 r., znalazły się dwie prywatne osoby, choć oferta miała być skierowana do funduszy emerytalnych i inwestycyjnych? Dlaczego wśród tych osób fizycznych znalazł się członek rodziny maklera BRE Banku? Dlaczego na zakupionych w takich okolicznościach akcjach dokonano potem — pozornie nieracjonalnych (świadoma strata niemal 750 tys. zł) — operacji? Czy był to transfer prowizji? Czy te fakty mogą potwierdzić omawiane już przez „PB” podejrzenia, że akcje Polfy Kutno sztucznie „wywindowano”, by sprzedać je po zawyżonych cenach instytucjom finansowym?

„Puls Biznesu” sprawdza coraz to nowe wątki z serialu o „grupie trzymającej giełdę”. Przypomnijmy, że to cykl artykułów opisujących dwuznaczne działania niektórych zarządzających największymi na rynku funduszami emerytalnymi i inwestycyjnymi (patrz ramka), którzy — we współpracy z maklerami i doradcami — mogli stworzyć nielegalne porozumienie. Sprawa jest rozwojowa, zainteresowały się nią instytucje nadzorcze: Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG) oraz Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych (KNUiFE), a także prokuratura.

O dwóch takich…

Enterprise Investors (EI) sprzedał akcje kutnowskiej Polfy we wrześniu 2003 r., zyskując za 1,3 mln papierów niemal 310 mln zł. Za jedną akcję nabywcy płacili 235 zł. Dużo — zważywszy, że trzy miesiące wcześniej kosztowały one jedynie 160 zł; mało — biorąc pod uwagę, że — na fali wzrostów — kurs poszybował na początku września (czyli niespełna miesiąc przed transakcją) nawet do poziomu 270 zł. Ponadto w końcu 2004 r. nabywcy odsprzedali swoje pakiety inwestorowi branżowemu — amerykańskiej firmie Ivax — po 340 zł za akcję, uzyskując znaczny zwrot z inwestycji.

Świetny interes.

Nabywcami walorów od EI były instytucje finansowe, głównie polskie. Tak oficjalnie informowano — zarówno w komunikatach giełdowych, informacjach prasowych, jak i wszelkiego rodzaju prezentacjach. Nikt dotychczas nie ujawnił, że całkiem pokaźny pakiet akcji (ponad 13 tys., wartych wówczas 3 mln zł) trafił w ręce dwóch prywatnych inwestorów: biznesmena Mirosława Fludry i Ewy Ziarkowskiej — żony maklera BRE Banku, który stracił pracę w tej instytucji w 1998 r. z powodu wielu podejrzeń o manipulowanie kursami akcji.

Jakim cudem dwie prywatne osoby mogły uczestniczyć w ofercie skierowanej wyłącznie — tak się wydawało — do inwestorów finansowych? Na dodatek wiele wskazuje — o czym później — że bez wiedzy Enterprise Investors, zleceniodawcy.

A dalsze losy tych walorów? Osiem miesięcy po transakcji wyjścia EI z inwestycji Ewa Ziarkowska sprzedała część nabytego wówczas pakietu akcji Elżbiecie Mazurczak, siostrze Tomasza Mazurczaka, członka zarządu domu inwestycyjnego. BRE Banku. Cena transakcji: 430 zł za papier — 40 proc. więcej niż kurs Polfy Kutno tego dnia na GPW! Sześć dni później doszło do odwrotnej transakcji: oto Mazurczak odsprzedała akcje Polfy Ziarkowskiej, ale już po „normalnej” cenie (nieco tylko wyższej do giełdowej). Miesiąc później akcje znów wędrowały — od siostry do żony i na odwrót.

Wskutek tych transakcji Ewa Ziarkowska dorobiła się prawie 1 mln zł czystego zysku, w dużej części kosztem Elżbiety Mazurczak, jednocześnie odzyskując — w wyniku „transakcji zwrotnych” — niemal cały pakiet akcji Polfy.

Przypomnijmy: Tomasz Mazurczak, brat pani Mazurczak, to ów makler, który — niemal w tym samym czasie — obsługiwał (z polecenia zarządzającego PZU) transakcję na Stomilu Sanok. Wtedy również fundusze emerytalne i inwestycyjne kupiły akcje od EI, także doszło tam do dużych wzrostów kursu i obrotów przed transakcją. Czy to w nagrodę za dobrze przeprowadzoną operację, czy też z powodu innych umiejętności Tomasz Mazurczak został potem członkiem rady nadzorczej Stomilu — z rekomendacji jednego z funduszy. Jeszcze później informował o sprzedaży akcji Stomilu nabytych na prywatny rachunek.

Dodajmy, że zakup walorów Polfy od Ziarkowskiej siostra maklera Mazurczaka sfinansowała za pomocą kredytu 2 mln zł w Banku Millennium. Jeśli był to standardowy kredyt, do jego uzyskania pani Mazurczak potrzebowała 1 mln zł własnej gotówki.

Tajemnicze rozliczenia

Znacznie ważniejsze pozostaje, dlaczego siostra znanego, doświadczonego maklera zdecydowała się w ciągu kilku dni stracić 750 tys. zł — na korzyść żony innego maklera tego samego banku? Trudno przypuszczać, że to przypadek czy nietrafione decyzje inwestycyjne. Jeśliby zaś transakcja była formą rozliczenia między maklerami banku, to co w ten sposób opłacono i dlaczego tak „nietuzinkowo”? Czy ten transfer środków wiąże się z podejrzeniami o manipulację kursem akcji Polfy?

„PB” informował już o takich podejrzeniach. Według naszych informacji specjalny zespół KPWiG, powołany do zbadania sprawy „grupy trzymającej giełdę”, odkrył transakcje i inne fakty, skłaniające do takich wniosków. Opisano je w raporcie speckomisji, ale ten nie został ujawniony opinii publicznej.

Zapytani przez „PB” przedstawiciele komisji nie wykluczali dalszych działań w tej sprawie — w tym wniosków do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa (także dotyczących manipulacji kursami Polfy oraz Stomilu Sanok). Dodatkowym śladem dla nadzorców był, e-mail — ujawniony przez „Puls Biznesu” — w którym jeden z zarządzających Commercial Union informował kolegę z PZU, że z wiarygodnego źródła ma informacje o zleceniu manipulacji na kursie akcji Polfy.

Po wyborach parlamentarnych sprawa podejrzeń o manipulacje — na razie — utknęła. Prawo i Sprawiedliwość obiecuje jednak, że weźmie się za giełdowe przestępstwa. Ma je ograniczyć nowy nadzór zintegrowany — partia ta lansuje scalanie instytucji nadzoru finansowego — m.in. KPWiG i KNUiFE. Tak przynajmniej zapewnia Marek Suski, poseł PiS, który sprawę „grupy trzymającej giełdę” obserwuje od początku (wysyłał kilka interpelacji i pytań poselskich do KPWiG).

— To nowa kategoria przestępstw gospodarczych. Chcemy je wyeliminować. Jeżeli prywatne osoby kupują akcje dzięki znajomościom, a potem — dzięki zmowie z zarządzającym jakąś instytucją — mogą te papiery odsprzedać drożej, to jest to okradanie tej instytucji. Takie działania powinny być z całą surowością karane — mówi Marek Suski.

Dobrze poinformowani

Równie frapująca wydaje się kwestia przydziału akcji Polfy Kutno dwóm osobom prywatnym podczas transakcji wyjścia EI z inwestycji. Prawnie to niezabronione, ale dwuznaczne etycznie. Sytuacja, w której — wśród kilkudziesięciu instytucji finansowych nabywających walory spółki — znajdują się nie wiadomo skąd i dlaczego dwie prywatne osoby nie jest rutynowa i normalna. Zwłaszcza że przynajmniej jedna z tych osób ma powiązania z oferującym akcje biurem maklerskim. W takich sytuacjach zazwyczaj pojawia się podejrzenie faworyzowania klientów „z układem”, a być może także nielegalnego przekazywania im informacji poufnych.

O tym, że oferowanie akcji przeznaczonych dla funduszy prywatnym osobom nie jest „czyste”, świadczy też postawa samych biur maklerskich. Na pytanie, czy tak postępowały w przypadku Polfy, CDM Pekao nie chce w ogóle odpowiadać.

— Nie komentujemy tej sprawy — powiedziała nam Magdalena Rażdorf z CDM Pekao.

BRE Bank natomiast najpierw odpowiada nie wprost: „W transakcjach na akcjach Polfy Kutno we wrześniu 2003 r. wzięły udział podmioty dysponujące wystarczającymi środkami umożliwiającymi im udział w transakcjach pakietowych o wartości minimum 1 mln zł (wymóg GPW)” — informuje Beata Jancewicz z DI BRE Banku. Potem Grzegorz Domagała z tego samego biura precyzuje: „Propozycja nabycia akcji spółki Polfa Kutno była skierowana zarówno do inwestorów instytucjonalnych, jak i osób fizycznych — klientów DI BRE. Z uwagi na znaczący upływ czasu nie jesteśmy w stanie podać szczegółowych informacji dotyczących liczby inwestorów, do których kierowana była propozycja nabycia akcji ww. spółki”.

Potem dostajemy dalsze wyjaśnienia: „(…) W transakcji wzięli udział klienci instytucjonalni oraz klienci indywidualni, wśród których nie było pracowników DI BRE ani też członków ich rodzin. Nieznane nam są żadne fakty wskazujące na jakiekolwiek zastrzeżenia sprzedającego ani też któregokolwiek klienta zaangażowanego w transakcję. Sposób przeprowadzenia wspomnianych transakcji był zgodny z obowiązującymi regulacjami prawnymi oraz praktyką rynkową” — napisał do „PB” Jarosław Kowalczuk, prezes DI BRE

Odnosząc się do transakcji pomiędzy żoną i siostrą maklerów, stwierdził: „Z wyjaśnień uzyskanych od p. Mazurczaka wynika, że transakcje realizowane przez jego siostrę, których przedmiotem były akcje Polfy Kutno, nie były żadną formą rozliczeń pomiędzy nim a Panem Ziarkowskim. (…) Transakcje prywatne realizowane przez siostrę p. T. Mazurczaka nie miały żadnego związku z tą transakcją”.

Jako jedyny wątpliwości rozwiewa DM BZ WBK: „Proces sprzedaży akcji Polfy Kutno był zorganizowany na zasadzie tzw. przyspieszonego procesu book buildingu, czyli bezdokumentowej oferty dla inwestorów kwalifikowanych. Tym samym oferta nie była kierowana do inwestorów indywidualnych i nie miała podziału na transze” — tłumaczy w przesłanym do „PB” piśmie Ryszard Czerwiński z DM BZ WBK.

Kim są inwestorzy kwalifikowani?

— Przyjmuje się, że to podmioty, które z racji posiadanej wiedzy, doświadczenia, zaplecza mogą same dokonać analizy spółki, oferty i ocenić ryzyko inwestycyjne — wyjaśnia Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG.

Inwestorami kwalifikowanymi są — z definicji — m.in. instytucje finansowe (banki, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne i emerytalne), jednostki samorządu terytorialnego i międzynarodowe instytucje finansowe.

— Status inwestorów kwalifikowanych mogą też uzyskać małe i średnie przedsiębiorstwa, a nawet osoby fizyczne pod warunkiem że zarejestrują się w KPWiG — dodaje rzecznik KPWiG.

Na tej liście nie ma jednak i nigdy nie było osób fizycznych. Znajdują się na niej tylko trzy podmioty: warszawskie JSW Consulting Polska i FinCo Croup oraz S. i A. Pietrucha z Ksawerowa.

Ponawiamy pytanie: jak zatem odebrać obecność wśród nabywców walorów Polfy osób prywatnych?

Wbrew intencjom

Akcje Polfy sprzedano za 310 mln zł. Transakcję poprzedził wzrost kursu i obrotów spółki, która zachowywała się wcześniej przez dłuższy czas stabilnie. Tłumaczono, że to wynik hossy, a spółka była atrakcyjna dla inwestorów i miała dobre wyniki.

Jeśli jednak ktoś „pomógł” wywindować ten kurs na wyższy poziom, to inwestorzy instytucjonalni mogli czuć się oszukani nawet na kilkadziesiąt milionów złotych. Gdyby bowiem akcje kupowano po 160 zł, czyli po kursie z ostatnich miesięcy przed transakcją, to wartość całej operacji byłaby o 100 mln zł niższa — wynosiłaby 210 mln zł.

Jak teraz skomentują nasze najnowsze ustalenia ówcześni nabywcy akcji?

„PTE PZU SA ma wypracowany mechanizm oceny biur maklerskich, dzięki któremu systematycznie dokonujemy weryfikacji oceny działalności współpracujących biur. PTE PZU SA wymaga od swoich pracowników przestrzegania zasad etyki. Zasady etyki jasno mówią, że maklerzy i doradcy obowiązani są działać zgodnie z przepisami prawa i zasadami uczciwego obrotu, mając przede wszystkim na względzie słuszne interesy klientów. Maklerzy i doradcy zarządzający własnym lub cudzym portfelem papierów wartościowych powinni unikać podejmowania nieuzasadnionych decyzji inwestycyjnych sprzecznych z osobistymi, aktualnymi rekomendacjami lub wypowiedziami publicznymi” — pisze Mirosław Kasprzak, rzecznik PTE PZU.

Z drugiej strony... Gdyby nie giełdowa hossa, może EI nie zdecydowałby się na sprzedaż walorów Polfy Kutno, uznając, że cena 160 zł go nie satysfakcjonuje. Zdaniem jednego z maklerów, którego zapytaliśmy o opinię, EI wcale nie musiał wiedzieć, że sprzedawane w 2003 r. akcje trafiły także na prywatne konta.

— Znając ludzi z EI, wątpię, żeby wchodzili w tego typu układy. Zakładając, że rzeczywiście doszło do rozgrywki na kursie, nie szukałbym odpowiedzialności po stronie EI, lecz raczej osób, którym zależało na „spięciu” transakcji i wyższych prowizjach czyli doradców i maklerów — uważa nasz rozmówca.

— Jednego jestem pewien: EI wyraźnie kierował tę ofertę do instytucji finansowych, a nie osób prywatnych. Gdyby było inaczej, powinien zostać przygotowany prospekt emisyjny. Dlatego jeśli maklerzy zaproponowali te papiery osobom fizycznym, działali wbrew otrzymanym przez EI instrukcjom — uważa inny makler.

Niestety, EI nie udzielił nam dodatkowych wyjaśnień na ten temat. „Jednoznacznie odmawiam komentarzy, czy kiedykolwiek zlecaliśmy komukolwiek podjęcie działań bezprawnych. Uważam zadawanie takich pytań (w dodatku w oparciu o plotki i pomówienia) za obraźliwe i naruszające zawodową reputację zarówno instytucji, którą reprezentuję, jak i moją własną” — napisał do „PB” Jacek Siwicki, szef EI.

Także Janusz R. Guy, prezes Polfy Kutno, jest przekonany, że EI nie miał wiedzy o udziale prywatnych osób w opisywanej transakcji.

— I ja również nie wiedziałem, że takie osoby brały udział w transakcji. Jeśli były w powinowactwach z maklerami, to zagrania z ligi niskich lotów. Jeszcze bardziej negatywnie odbieram jednak sprawę handlu informacjami przez członków rad nadzorczych. Do takich przypadków nie powinno dochodzić — mówi prezes Polfy.

Jesteśmy tego samego zdania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / GTG: Prywatny biznes na Polfie Kutno