Guru proponuje: załóżcie gorset PR-owcom

Agnieszka Jabłońska
opublikowano: 2009-12-07 00:00

Lord Peter Chadlington

Lord Peter Chadlington

chce prawnego

uregulowania branży.

Polscy spece

od komunikacji mówią: nie.

Coraz więcej polskich firm korzysta z usług agencji PR. A te wyrastają jak grzyby po deszczu. W Polsce jest już kilkaset, niekiedy trudno sprawdzić jakość świadczonych przez nie usług. Lord Peter Chadlington, guru PR z Wielkiej Brytanii, ma na to lekarstwo. Proponuje wprowadzenie prawnych regulacji branży.

— Kiedy zaczynałem działać w public relations 40 lat temu, największe firmy zarabiały mniej niż milion funtów. Dziś dwie założone przeze mnie agencje Huntsworth i Shandwick zarabiają 170 i 300 razy więcej. Widać, że znaczenie PR jest dużo większe niż kiedyś. Jednocześnie w tym biznesie można zaczynać zbyt łatwo. Dlatego rynek PR powinien zostać uregulowany prawnie — mówi Peter Chadlington.

Uważa, że jeśli firmy będą rejestrowane po spełnieniu kryteriów doświadczenia czy referencji, klienci będą wtedy pewni profesjonalnej obsługi, zwłaszcza w PR finansowym i public affairs.

— Klient wiedziałby, że firmy, które nie są zarejestrowane, nie spełniają wymogu kompetencji — wyjaśnia Peter Chadlington.

Lepsza samoregulacja

Polscy specjaliści od komunikacji nie zgadzają się z Chadlingtonem.

— Lepszym pomysłem są kodeksy praktyk i etyki. W Polsce działają np. związki zrzeszające firmy PR spełniające kryterium jakości usług — wyjaśnia Adam Jarczyński, dyrektor Polskiej Akademii PR.

Mimo to 17 proc. respondentów tegorocznej edycji badania Fahrenheit PR, w którym udział biorą firmy PR, wskazuje, że w branży brakuje specjalistów, a 13 proc. deklaruje, że agencje są nieprofesjonalne.

— Polski rynek jest pół wieku za brytyjskim w rozwoju PR, więc na regulacje za wcześnie. Na razie kontrolujemy się sami. Agencje zrzeszone w naszym związku są weryfikowane pod względem kompetencji i referencji — zapewnia Paweł Trochimiuk, prezes Związku Firm PR, do którego należy 31 agencji obsługujących dużą część rynku.

Przyznaje jednak, że nad małymi firmami PR, które nie należą do żadnych organizacji, nikt nie ma kontroli.

— To rynek i klienci powinni decydować, czy ktoś jest dobry czy nie. W Polsce licencjonowanie czegokolwiek źle się kojarzy — komentuje Michał Makarczyk-Rodkiewicz, właściciel MakMedia Group.

Winni politycy

PR-owcy narzekają na przedsiębiorców, że nie rozumieją istoty ich działań i nie widzą potrzeby korzystania z ich usług.

— Polska nie wyróżnia się pod tym względem wśród państw Europy Zachodniej. Inaczej jest w krajach anglosaskich, gdzie profesjonalne komunikowanie się ze światem jest czymś naturalnym — mówi Olivier Riviere, dyrektor regionalny Grayling/Mmd w Polsce i krajach nadbałtyckich.

Zdaniem 52 proc. uczestników badania Fahrenheit PR, niezrozumienie specyfiki i niedostateczna edukacja o PR to główne przeszkody w rozwoju branży.

— Złą opinię zawdzięczamy przede wszystkim politykom, którzy nadużywają pojęcia PR, nie zawsze je rozumiejąc. Mimo to zapotrzebowanie na usługi branży rośnie — tłumaczy Adam Jarczyński.