Spadające w sierpniu ceny żywności świadczą o tym, że także wskaźnik inflacji obniżył się w stosunku do lipca o kolejne punkty procentowe. Ekonomiści są jednak zgodni, że Polska jest coraz bliżej inflacyjnego dna. Co wcale nie oznacza, że ceny zaczną silnie rosnąć w związku z ożywieniem gospodarki, którego pierwsze słabe oznaki mogą pojawić się w czwartym kwartale.
Jak podał GUS, w drugiej połowie sierpnia ceny żywności i napojów bezalkoholowych były niższe o 0,3 proc. w porównaniu z pierwszą połową sierpnia oraz o 1,2 proc. niższe w stosunku do drugiej połowy lipca. Tradycyjnie już najbardziej taniały warzywa i owoce – w skali miesiąca odpowiednio o 8 i 11,5 proc. Niemniej wskaźnik cen żywności obliczony z wyłączeniem grup owoce i warzywa wyniósł 100 proc. w stosunku do I połowy sierpnia oraz 99,9 proc. do II połowy lipca.
Ekonomiści zgadzają się, że na ceny żywności w lipcu i sierpniu wpływ miały dwa czynniki: sezonowo rosnąca podaż oraz wciąż słaby popyt wewnętrzny. I mimo że ich zdaniem sytuacja ta nie będzie trwała wiecznie, wciąż nie ma przesłanek do silnego wzrostu ogólnego poziomu cen.
- Polska osiągnęła dno jeśli chodzi o spadek inflacji – mówi Marcin Mróz, ekonomista Societe Generale.
Nie do końca zgadzają się z nim inni nasi rozmówcy.
- To prawda, że od września ceny będą raczej rosły niż spadały jak to było latem, jednak efekt bazy spowoduje, że we wrześniu inflacja roczna może przebić nawet barierę 5 proc. – uważa Ewa Limańska, ekonomistka Merrill Lynch w Londynie.
- Spadek inflacji poniżej 5 proc. będzie trudny, co nie zmienia faktu, że osiągnięcie celu inflacyjnego RPP znów staje się niewykonalne – dodaje Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG.
Rada Polityki Pieniężnej założyła, że na koniec 2001 r. roczna inflacja w Polsce znajdzie się w przedziale 6 – 8 proc. W poprzednich latach radzie nie udawało się wyznaczyć celu zgodnego z rzeczywistością – zawsze inflacja byłą wyższa niż prognozowana przez RPP. W tym roku znów cel zostanie raczej przestrzelony.
- Po raz pierwszy w swojej historii rada wyznaczyła jednak za wysoki cel. Co nie zmienia faktu, że znów mija się z rzeczywistością – mówi Mirosław Gronicki.
Ekonomiści są jednak zgodni, że pomimo tego nie należy spodziewać się kolejnych obniżek stóp procentowych.
- Rada już zdyskontowała sierpniowe dane. Poza tym bardziej obecnie koncentruje się na trudnej sytuacji w sferze fiskalnej niż na spadającej inflacji – twierdzi Marcin Mróz.
Tymczasem ekonomista SG jest zdania, że w czwartym kwartale należy spodziewać się pierwszych oznak ożywienia gospodarczego w Polsce, co może mieć wpływ na niewielki wzrost inflacji.
- Lato nie przyniosło ożywienia, to był typowy sezon urlopowy. Jednak ze względu na wcześniejsze obniżki stóp oraz wypłaty rekompensat oczekujemy pierwszych oznak ożywienia w czwartym kwartale 2001 r. – prognozuje Marcin Mróz.
Podobnie jak on większość ekonomistów jest jednak sceptycznie nastawiona do skali możliwej „odwilży”.
- Rekompensaty to za mało, one tylko równoważą spadek dynamiki PKB oraz wysokie realne stopy procentowe – uważa Mirosław Gronicki.
- Polska gospodarka może drgnąć dopiero, gdy symptomy ożywienia w USA okażą się prawdziwe, oraz gdy w ślad za Ameryką ruszą gospodarki europejskie, zwłaszcza Niemcy – dodaje Ewa Limańska.
Tymczasem z nieoficjalnych informacji wynika, że prowadzone przez NBP nieformalne badania koniunktury już pokazują pierwsze symptomy ożywienia. Zdaniem pytanych przez nas ekonomistów może to być wynik dość mocnej deprecjacji złotego w ostatnich miesiącach.
Wiktor Krzyżanowski, [email protected]