Gwiazda rządu powoli schodzi na drugi plan

Adam Sofuł
opublikowano: 2006-08-08 00:00

Stanisław Kluza może być gwiazdą mojego rządu — zapowiadał premier Jarosław Kaczyński, wprowadzając nową postać do Ministerstwa Finansów. Trzy tygodnie potem, wobec korzystnego dla Zyty Gilowskiej przebiegu jej procesu lustracyjnego, premier zaprasza ją, by wróciła do rządu zaraz po oczyszczeniu przez sąd z zarzutów. Może jeszcze w tym miesiącu? Oznaczałoby to, że typowany na gwiazdę Stanisław Kluza będzie miał do odegrania w tym rządzie rolę, w najlepszym razie, drugoplanową.

Dla budżetu, finansów publicznych to w sumie niewielka różnica, kto z tej dwójki — Kluza czy Gilowska — będzie kierował resortem finansów. Być może jedyną korzyścią z powrotu Zyty Gilowskiej byłoby to, że w przeciwieństwie do Kluzy dostałaby poza ministerialną teką także stanowisko wicepremiera ds. gospodarczych, a tego rządowi brakuje. Nie zmienia to jednak faktu, że fotel ministra finansów jest najgorętszą posadą w obecnym rządzie i to jest poważniejszym powodem do niepokoju niż rozbieżności w wypowiedziach ministra finansów i premiera.

Rynki finansowe przywiązują zresztą coraz mniejszą wagę do tego, co mówią premier i minister finansów (fundamentalnych sprzeczności jak dotychczas nie było), tylko czekają na to, co zrobią. Ważniejszy dla nich jest ostateczny kształt ustawy budżetowej, bo to z niej odczytamy rzeczywiste intencje rządu co do reformy finansów publicznych lub utrzymania w ryzach deficytu budżetowego. Z deklaracji da się już bowiem odcyfrować coraz mniej. Niezależnie od tego, czy składają je gwiazdorzy czy statyści.