GZE kontra Huta Łaziska: walka o przychylność

Agnieszka Berger
opublikowano: 2001-10-17 00:00

Huta Łaziska liczy, że po uzupełnieniu wniosku przeciwko Górnośląskiemu Zakładowi Elektroenergetycznemu Urząd Regulacji Energetyki wyda korzystną dla niej decyzję. HŁ kwestionuje wysokość cen przesyłu energii. GZE natomiast nie chce dostarczać prądu hucie, dopóki nie ureguluje ona zaległych płatności.

W ubiegły czwartek GZE odcięło dopływ energii do HŁ po tym, jak huta odmówiła uregulowania płatności żądanych przez dystrybutora za wrześniowe dostawy prądu.

— Huta wpłaciła tylko niewielką część należności. Zgodnie z umową, upoważniało nas to do przerwania dostaw — twierdzi Torbjörn Wahlborg, wiceprezes GZE.

— Zapłaciliśmy dystrybutorowi 30 proc. wrześniowych należności. Nasze ekspertyzy wykazały, że ceny przesyłu energii stosowane wobec nas przez GZE były zawyżone o blisko 18 mln zł w stosunku do rzeczywistych kosztów tej usługi. Dlatego wystąpiliśmy o zaliczenie nadpłaconej kwoty na poczet bieżących płatności — argumentuje Krzysztof Mendecki, wiceprezes HŁ.

Sedno sporu tkwi w tym, że obie firmy inaczej interpretują pojęcie ceny taryfowej. W ten sposób została określona w umowie cena, po jakiej GZE miało przesyłać energię do huty. Dystrybutor uważa, że w kon- trakcie chodzi o cenę sztywną — zatwierdzoną przez URE dla grupy taryfowej A23, do której należy HŁ.

— Mamy 1,2 mln odbiorców. Nie możemy dla wszystkich ustalać odrębnej taryfy. Dlatego niektórzy płacą za przesył nieco mniej, a inni więcej, niż wynikałoby to z rzeczywistych kosztów. Działamy zgodnie z prawem energetycznym — argumentuje Torbjörn Wahlborg.

Huta uważa natomiast, że taryfa określa jedynie cenę maksymalną, natomiast rozliczenia z dystrybutorem powinny być dokonywane na podstawie rzeczywistych kosztów usług.

— Nasza interpretacja jest zgodna z tegorocznym orzeczeniem Sądu Najwyższego oraz wytycznymi URE — dodaje Krzysztof Mendecki.

W tej sytuacji dziwi, iż HŁ nie zadbała, aby cena w umowie z GZE została określona precyzyjniej. Podpisując z dystrybutorem kontrakt przewidujący rozliczenia po cenie taryfowej, huta de facto zgodziła się kupować jego usługi za kwotę bliżej nieokreśloną, nie wyższą od taryfy.

— W świetle tzw. rozporządzenia taryfowego ministra gospodarki, mieliśmy prawo oczekiwać, że taryfa wyznacza jedynie cenę maksymalną, zaś rozliczenia za przesył będą dokonywane na podstawie faktycznych kosztów — odpowiada wiceprezes HŁ.

Po czwartkowym wstrzymaniu zasilania huta skierowała do terenowego oddziału URE dwa wnioski przeciwko dystrybutorowi. Pierwszy dotyczył nieuzasadnionego wyłączenia dopływu energii, drugi — rozstrzygnięcia sporu o ceny przesyłu.

Regulator już w piątek nakazał spółce dystrybucyjnej przywrócenie zasilania huty.

— Ta decyzja jest dla nas niezrozumiała. URE nakazał nam kontynuowanie dostaw na zasadach określonych w umowie. Tymczasem umowa przewiduje przerwanie dostarczania energii w przypadku niewywiązywania się odbiorcy z płatności. Mimo to podporządkowaliśmy się nakazowi — mówi Torbjörn Wahlborg.

— URE poinformował nas o wszczęciu postępowania administracyjnego przeciwko GZE w związku z nieuzasadnionym wstrzymaniem dopływu energii. Dodatkowo zażądał od nas uzupełnienia drugiej części wniosku, w której kwestionujemy wysokość cen usług. Brakujące materiały złożymy dzisiaj — zapowiada Krzysztof Mendecki.

GZE nie składa jednak broni.

— Spodziewamy się, że wkrótce urząd umożliwi nam przerwanie dostaw do czasu uregulowania zaległości przez HŁ. Na razie, stosując się do zaleceń regulatora, ryzykujemy stratę około 200 tys. zł dziennie — mówi Torbjörn Wahlborg.

Konflikty między dystrybutorem a hutą ciągną się od lat. Na decyzję sądu wciąż czeka spór o 150 mln zł. Tyle wynoszą roszczenia dystrybutora, zdaniem huty — bezzasadne.

Według Krzysztofa Mendeckiego, huta rozważała budowę bezpośredniej linii przesyłowej łączącej ją z Elektrownią Łaziska i pozwalającej ominąć GZE.

— Taka inwestycja kosztowałaby 2-2,5 mln zł i zwróciłaby się po 2-3 miesiącach. Problem w tym, że elektrownia sprzedaje całą energię PSE na podstawie kontraktu długoterminowego. Chcąc kupować od niej prąd, musielibyśmy płacić cenę kontraktową, około półtora raza wyższą od taryfy GZE. Tej nadwyżki nie zrekompensowałyby nam niższe koszty przesyłu — przyznaje wiceprezes HŁ.