Podwyższenie kapitału GZE jednak się odbędzie, bo Vattenfall i resort skarbu nie doszli do porozumienia w sprawie sprzedaży resztówki. Tak wyglądała sytuacja jeszcze wczoraj po południu, ale ostateczną odpowiedź przyniesie dopiero dzisiejsze walne.
Wcześniejsza, niż wynikająca z umowy prywatyzacyjnej, sprzedaż aż 50-proc. resztówki akcji Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego (GZE) mogła być znaczącą pozycją tegorocznych budżetowych wpływów z prywatyzacji. Jej wartość ostrożnie można było szacować na 1,2-1,3 mld zł. Wiele wskazuje jednak na to, że w tym roku MSP nie zainkasuje takiej sumy. Rzecz rozstrzygnie się podczas dzisiejszego zgromadzenia akcjonariuszy, w którego porządku obrad znalazła się uchwała o podwyższeniu kapitału. Jej przyjęcie będzie oznaczało fiasko negocjacji między resortem skarbu a inwestorem.
Taki scenariusz wydawał się niemal pewny jeszcze wczorajszego popołudnia. Choć strony negocjacji „pozostawały w kontakcie”, nic nie zapowiadało przełomu, który skutkowałby kolejnym odroczeniem przez MSP terminu dokapitalizowania GZE, do którego zobowiązał się Vattenfall. Wyłożenie przez szwedzkiego inwestora 99 mln EUR (430 mln zł) na akcje nowej emisji prawdopodobnie przekreśli szansę wcześniejszego zbycia wszystkich udziałów pozostających w gestii MSP.
Wczoraj strony negocjacji nie chciały wypowiadać się na temat ich przebiegu ani wyniku. Obaj akcjonariusze odsyłali na dzisiejsze WZA. Nieoficjalnie mówiło się, że do porozumienia nie doszło głównie dlatego, że na jego osiągnięciu nie zależało MSP. Podobno szefostwo resortu postanowiło skoncentrować się na prywatyzacjach w sektorze naftowym, a decyzje w innych odłożono na potem.
Nie można jednak wykluczyć, że MSP nie dogadało się z inwestorem, bo ten proponował cenę nazbyt odbiegającą od ustaleń z umowy prywatyzacyjnej, która rozstrzyga losy przynajmniej części pakietu skarbu. Na jej podstawie w tym roku Vattenfall powinien kupić 287,5 tys. akcji GZE (25 tys. z tej puli już kupił) po 650 EUR za sztukę, a więc za 187 mln EUR (ponad 800 mln zł).



