Hamletowski dylemat

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-12-31 00:00

Żegnając się 28 listopada z przedsiębiorcami po roboczym lunchu w hotelu Victoria — którego współorganizatorem był „Puls Biznesu” — premier Leszek Miller obiecał im udzielenie na naszych łamach odpowiedzi na wszystkie pytania, do których nie mógł ustosunkować się od razu. Słowo stało się ciałem — na stronach 6-7 nadrabiamy staroroczne zaległości. W kontakcie świata biznesu z szefem rządu byliśmy tylko pośrednikiem, ale nasze wrażenie z lektury pytań i odpowiedzi jest zgodne z tym, co już wielokrotnie w „PB” pisaliśmy. Po ponad dwóch latach sprawowania rządów premier Leszek Miller zdecydowanie za mało może zaliczyć do kategorii spraw załatwionych. Przedsiębiorcy nadal słyszą głównie — hamletowskie — słowa, słowa, słowa...

A przecież nie tak miało być. Nieprzypadkowo reprodukujemy okładkę powyborczą „PB” z 24 września 2001 r. Czy ówczesne nadzieje zostały spełnione — to pytanie wydaje się czysto retoryczne. A nad witającym wtedy nowego premiera komentarzem pt. „Skuteczność państwa powinna się poprawić” dzisiaj wypada autorowi tylko westchnąć — o, dziennikarska naiwności... Ale na przykład zdania „W Sejmie powinno być teraz jak w Bundestagu czy Izbie Gmin, gdzie wniesienie przez rząd ważnego projektu ustawy oznacza automatycznie jego przyjęcie, po dopracowaniu jedynie szczegółów” nie mam powodów się wstydzić. Raczej powinniśmy wspólnie ubolewać, iż praktyka życia politycznego w Polsce w kolejnej już kadencji jest karykaturą wpisanego do Konstytucji ustroju parlamentarno-gabinetowego.

W ostatnim dniu roku 2003 trudno uciec od refleksji, że ogólna sytuacja społeczno-polityczno-gospodarcza w kraju — jak również sytuacja zdrowotna samego Leszka Millera, spowodowana jego nieszczęśliwym wypadkiem z 4 grudnia — powinny chyba skłonić premiera mniejszościowego (tylko formalnie) rządu do poważnego przemyślenia innej słynnej maksymy cytowanego już duńskiego królewicza: być albo nie być...