Hamulcowy z kadrowym zacięciem

AMB
opublikowano: 2006-09-04 00:00

Wojciech Jasiński, minister skarbu

Ocena: 2

Wojciech Jasiński, już drugi minister skarbu od ubiegłorocznych wyborów, nie lubi nazywania go hamulcowym. Twierdzi, że nie wstrzymał prywatyzacji, tylko ją odroczył, faktem jest jednak, że nawet nie zbliżył się do wypełnienia zapisów budżetu uchwalonego przez własną koalicję. Kierowany przez niego resort największą aktywność przejawiał dotychczas w sferze polityki kadrowej. Za głęboką czystkę w spółkach skarbu państwa trudno potępiać go w czambuł, bo także poprzednicy obsadzali swoimi większość stanowisk. Gorzej, że o nominacjach w państwowych firmach, wbrew deklaracjom wyborczym, znowu nie decydowały kompetencje (na pewno nie było to główne kryterium), lecz rekomendacje polityczne, a decyzje sprawiały wrażenie, iż zapadają wysoko nad głową ministra. Aktywność Wojciecha Jasińskiego, inną niż udzielanie wywiadów, w ogóle trudno dostrzec. Na pierwszym planie jest jego zastępca w resorcie, Paweł Szałamacha, toczący spektakularną wojnę z Eureko o PZU.

Zadania

- Nie ma wątpliwości, że kierunku przyszłych działań ministra skarbu nie wyznaczą oczekiwania środowisk biznesowych, lecz żądania koalicyjnych polityków. Ci z opozycji, przede wszystkim z Platformy Obywatelskiej, zgodnie z wolą biznesu, konsekwentnie domagają się prywatyzacji i zmiany polityki kadrowej (na głosowanie w sejmowej komisji skarbu czeka już kolejny wniosek tej partii o wotum nieufności wobec Wojciecha Jasińskiego). Z kolei koalicjanci Prawa i Sprawiedliwości (Liga Polskich Rodzin przy wsparciu Samoobrony) nie tylko sprzeciwiają się sprzedaży państwowego majątku, ale głośno żądają, by poszukać pretekstów do renacjonalizacji sprywatyzowanych spółek.

- Pewne jest, że w tym układzie politycznym na wielkie prywatyzacje nie ma co liczyć. Można najwyżej spodziewać się w perspektywie 2-3 lat kilku ofert publicznych dużych spółek, nad którymi zostanie jednak utrzymana państwowa kuratela.

- Pewne nadzieje na pozytywne działania resortu kierowanego przez Wojciecha Jasińskiego można wiązać z mniej spektakularną małą prywatyzacją. Ministerstwo deklaruje, że chce pozbyć się gigantycznego balastu, jaki stanowią tzw. resztówki (mniejszościowe udziały w sprywatyzowanych spółkach). Zamierza też w najbliższych miesiącach hurtem skomercjalizować pozostałe przedsiębiorstwa państwowe i przynajmniej rozpocząć wyprzedaż wszystkiego, co niestrategiczne. Problem w tym, że podobne deklaracje od lat składają zgodnie wszystkie kolejne rządy, a w gestii państwa wciąż pozostaje grubo ponad tysiąc firm — na ogół w kiepskiej kondycji ekonomicznej.

- Resort skarbu rządzony przez Prawo i Sprawiedliwość, wzorem poprzedników, zapowiada też wielką reformę nadzoru właścicielskiego. Przyświeca tym zamiarom głęboka wiara, że państwo może być dobrym i wymagającym właścicielem. Problem w tym, że poza stosunkowo nielicznymi wyjątkami (jak np. kontrolowany przez rząd szwedzki koncern energetyczny Vattenfall) trudno znaleźć argumenty na potwierdzenie tej tezy — chyba że będziemy szli w kierunku państwowych monopoli (dla rządu wzorem jest dominujący w czeskiej energetyce koncern CEZ), które będą zawdzięczały wysokie zyski nie własnej efektywności, lecz słabości skazanych na nie klientów.

Okiem eksperta

Do dymisji

Największy grzech ministra skarbu to zaniechanie prywatyzacji. Wojciech Jasiński zadeklarował to zresztą już na wstępie, co było kuriozalne jak na szefa ministerstwa prywatyzacji, którym w lepszych czasach ten resort bywał. Nie byłoby może tak źle, gdyby ten minister w ogóle nic nie robił. Problem w tym, że podejmuje działania szkodliwe — drenuje państwowe spółki z pieniędzy, które powinny zostać przeznaczone na rozwój. Efekt będzie taki, że za 2-3 lata nie będą one miały już tak dobrych wyników, bo nie zainwestują, choć powinny. Powoływanie się na święte prawo właściciela do czerpania korzyści z własnego majątku jest w przypadku państwowych spółek nieuzasadnione, bo własność publiczna jest po prostu niczyja lub należy do tych, którzy akurat rządzą. Najlepsze, co mógłby zrobić minister skarbu, to podać się do dymisji.

Jan Winiecki, prezes Towarzystwa Ekonomistów Polskich