Handel na Facebooku nie zwalnia z przepisów

Anna BełcikAnna Bełcik
opublikowano: 2015-02-19 00:00

Sprzedaż za pośrednictwem mediów społecznościowych może się okazać intratnym biznesem. Choć i tu obowiązuje prawo.

Tylko w Polsce ilość internautów posiadających aktywne konta w mediach społecznościowych sięga już 13 mln (raport „Digital, social & mobile in 2015”). Nic więc dziwnego, że największe, międzynarodowe serwisy szukają sposobu, by wykorzystać ten potencjał i uruchomić w ich obrębie nowe kanały sprzedażowe. Latem 2014 r. przycisk „Kupuj teraz” wprowadził eksperymentalnie Facebook, nad podobnym rozwiązaniem pracuje Twitter, w tyle nie pozostaje również Pinterest, który u siebie stworzył opcję „Gifts feed”. W skali międzynarodowej gra toczy się o nie najgorszą stawkę — w 2015 r. wartość globalnych obrotów osiąganych ze sprzedaży realizowanej za pośrednictwem platform społecznościowych ma sięgnąć ok. 30 mld USD („Viralheat Retail Report”). Potencjał sprzedażowy platform przyciąga więc kolejnych przedsiębiorców. Decydując się jednak na wypróbowanie kanału wspierającego sprzedaż, pamiętać trzeba, że wirtualna, społecznościowa rzeczywistość również podlega prawnym regulacjom.

— Bez względu na zastosowaną w serwisie formę techniczną sprzedaż w mediach społecznościowych odbywa się poprzez przekierowanie na stronę sklepu internetowego. Dlatego obowiązują tu przepisy o e-handlu. Nie ma też znaczenia fakt, że platformy społecznościowe są podmiotami zarejestrowanymi za granicą, gdyż są one tylko pośrednikiem między internautą a sprzedającym. Podmiotem, który kompleksowo odpowiada za wszelkie zobowiązania, jest polski e-sklep — wyjaśnia Rafał Stępniewski z RzetelnyRegulamin.pl.

Jak zaznacza, prawa i obowiązki klienta i e-sprzedawcy powinny być więc dokładnie spisane w regulaminie e-sklepu; na sprzedającym spoczywa aż 21 obowiązków informacyjnych. Transakcja musi się odbywać na zasadach ustalonych przed złożeniem zamówienia; później nie będzie można zmienić warunków sprzedaży, w tym ceny towaru czy kosztów dostawy. Klientowi przysługuje 14 dni na zwrot zamówionego towaru. Klient ma prawo sprawdzić i rozpakować produkt (chyba że są to ustawowo określone wyjątki, np. leki czy żywność z krótkim terminem przydatności do spożycia). To sprzedający pokrywa koszty transportu reklamowanego produktu. Koszt odesłania towaru, w przypadku zwrotu, pokrywa już klient; natomiast sprzedający będzie w tej sytuacji zobowiązany do zwrotu kosztu zakupu produktu oraz kosztu wcześniejszego wysłania go do klienta. To tylko wybrane zastrzeżenia prawne, do których e-sklep musi się dostosować. Dla przypomnienia: na nieuczciwych sprzedawców może zostać nałożona kara do 5 tys. zł lub grzywna wynosząca 10 proc. przychodów osiągniętych przez sklep w roku poprzednim. © Ⓟ