Handel rozkwita na Wschodzie

Jacek Kowalczyk,GRA, KSA, ZK, MZ
30-05-2008, 07:39

W handlu zagranicznym moda na strefę euro powoli mija. Nasi przedsiębiorcy coraz częściej spoglądają w przeciwnym kierunku.

Polskie firmy rozpoczęły ekspansję za Bug. Dotychczasowy główny odbiorca naszych towarów — strefa euro — w ciągu ostatniego roku wyraźnie zmniejszył udział w całym eksporcie (w I kw. 2008 r. wyniósł 51 proc., rok wcześniej — 54,6 proc.). Nie oznacza to, że sprzedaż do Eurolandu stanęła — dynamika w I kw. wyniosła 10,6 proc. r/r. Za słabnące znaczenie Zachodu odpowiada coraz dynamiczniejszy rozwój eksportu na rynki rozwijające się — tu eksport rośnie w zawrotnym tempie 59,5 proc.

Magia orientu

Wschód przyciąga przedsiębiorców przede wszystkim dużym popytem i stosunkowo małą konkurencją.

— Z racji mocnego złotego względem euro nasze mięso jest mniej konkurencyjne cenowo w Europie Zachodniej. Teraz bardziej opłaca się nam eksportować na Wschód i Daleki Wschód, gdzie udaje się podnosić ceny. Szczególnie na Dalekim Wschodzie jest duży potencjał i dlatego z tym rynkiem wiążemy duże nadzieje — mówi Maciej Duda, prezes PKM Duda.

Ze strefą euro ciągle trudno nawiązać równorzędną walkę o przywiązanie klientów.

— Europa Zachodnia traktowana jest niestety nieco po macoszemu, bo dysponujemy takimi, a nie innymi mocami wytwórczymi i większość produkcji kierujemy na Wschód. Tam znajdują się w tej chwili nasze strategiczne rynki — twierdzi Mirosław Jędrzejczyk, prezes Cersanitu.

Wschodni klienci znacznie wyżej cenią polskie produkty niż obywatele UE.

— Przy naszym wolumenie eksportu trudno na razie wykazać znaczące procentowo przeniesienie ciężkości handlu z Zachodu na Wschód. Ale mogę potwierdzić, że odczuwamy coraz szersze otwieranie się na nasze produkty krajów Europy Wschodniej i Południowej — mówi Jacek Sołtys, prezes Hut Szkła Krosno.

Kebab po polsku

Najmocniej rośnie eksport do Rosji. Przez rok udział tego rynku zwiększył się z 4,4 proc. do 5,4 proc. Wartość sprzedanych tam produktów „made in Poland” wzrosła aż o 44,8 proc.

— Rosja to stabilna, szybko rozwijająca się gospodarka [PKB wzrósł w 2007 r. o 8,1 proc. —przyp. red.]. Dzięki temu ludzie stale się bogacą, co zwiększa popyt, rynek jest więc coraz większy. Kraj ten ma dobrze rozwinięty przemysł podstawowy, a znacznie słabiej przetwórstwo. Polskie firmy są dobrze przygotowane do zaspokajania tych potrzeb —uważa Henryk Cuga, sekretarz Rady Biznesu Polska-Rosja.

Ożywiły się też firmy eksportujące na Ukrainę — sprzedaż polskich towarów zwiększyła się tam przez rok o 36,7 proc.

— Częściowo to zasługa działań rządu ukraińskiego blokujących kontrabandę. Ale nie tylko — Ukraina rozwija się w bardzo szybkim tempie [PKB wzrósł w 2007 r. o 7,3 proc. —przyp. red.]. Najwięcej sprzedaje się tu polskich materiałów budowlanych, w ostatnim czasie powodzeniem cieszą się nasze firmy usługowe: doradcze, informatyczne, wykonawcze — mówi Marian Przeździecki, wiceprezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Przedsiębiorców Polskich na Ukrainie.

Eksport do sąsiadów zza Buga może jednak wkrótce wyhamować — ukraińska gospodarka wpadła w kłopoty, inflacja osiąga dwucyfrową dynamikę, przez co firmy mają duże problemy ze zdobyciem kapitału, a konsumpcja zwalnia.

W ostatnim kwartale do grupy najważniejszych odbiorców naszych towarów dołączyła też Turcja — wartość wysyłanych tam polskich towarów wzrosła w ostatnim roku o 68,2 proc.

— Zainteresowanie Turcją wzrosło w ostatnim czasie. Powód to przede wszystkim potencjalne członkostwo w Unii Europejskiej. To dobry partner dla Polski — obie gospodarki rozwijają się w podobnym tempie powyżej 5 proc., mogą się więc nawzajem stymulować — twierdzi Michał Mierzwa, radca handlowy polskiej ambasady w Ankarze.

Unia zaczyna nam się przejadać

Rośnie nie tylko wschodni eksport, ale także import. Niestety dla firm, na szczęście dla inflacji.

Przesuwanie się eksportu ze strefy euro na Wschód to dobry znak dla naszej gospodarki. Zwłaszcza w obecnej sytuacji na rynku międzynarodowym.

— Zdywersyfikowanie partnerów handlowych pozwala uniezależnić się od wahań koniunktury w Eurolandzie, a właśnie rozpoczął się okres hamowania tamtejszej gospodarki na skutek kryzysu na rynkach finansowych w USA — mówi Wiesław Szczuka, główny ekonomista BRE Banku.

Tymczasem wschodnie rynki rozwijają się bardzo dobrze i za nic mają sobie zawirowania w USA.

Przesuwanie się naszej wymiany handlowej na Wschód dotyczy nie tylko eksportu, ale też importu — udział strefy euro spadł tu z 49,9 proc. do 46,1 proc. Zyskały natomiast kraje rozwijające się — ich udział w polskim imporcie wzrósł z 17,9 proc. do 19,7 proc.

— Z jednej strony to dobrze — produkty przywożone ze Wschodu są zazwyczaj tańsze od tych z Eurolandu. Im większy jest więc ich import, tym bardziej hamuje on inflację, a ta jest od kilku miesięcy dosyć wysoka — tłumaczy Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Jednak każdy kij ma dwa końce. Wysoka dynamika importu ze Wschodu, potęgowana rekordowo tanim dolarem, to utrapienie dla rodzimych firm skoncentrowanych na rynku krajowym.

— Dzięki silnemu złotemu ceny artykułów importowanych są coraz niższe. Tymczasem warunki panujące w Polsce każą przedsiębiorcom raczej podnosić ceny. Szybko rosną bowiem jednostkowe koszty pracy (głównie przez wzrost wynagrodzeń) oraz ceny materiałów. W rezultacie polskie firmy przestają być na własnym rynku konkurencyjne wobec zagranicznych przedsiębiorców — mówi Jarosław Janecki.

Jacek Kowalczyk, j.kowalczyk@pb.pl, GRA, KSA, ZK, MZ 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk,GRA, KSA, ZK, MZ

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Handel rozkwita na Wschodzie