Handlować można też przy złej pogodzie

Stanisław Albinowski
opublikowano: 2002-01-18 00:00

Według danych GUS, w ciągu pierwszych 10 miesięcy roku 2001 nasz eksport ogółem wzrósł (ceny bieżące) wobec analogicznego okresu roku 2000 o 10 proc. w złotych, o 15,8 proc. w USD, zaś w euro — o 20,1 proc. Import wzrastał wolniej niż eksport, na skutek czego ujemne saldo obrotów zmniejszyło się o 1/4. To istotne osiągnięcie nie powinno oczywiście przesłonić faktu, iż deficyt handlowy jest nadal ogromny. W omawianym okresie wyniósł on 48 miliardów złotych, czyli 11,7 mld USD.

Na tle ogólnych obrotów wyróżnia się handel z Niemcami, które po roku 1989 stały się znów największym partnerem handlowym Polski, wchłaniając około 35 proc. naszego eksportu. W pierwszych 10 miesiącach roku 2001 zdołaliśmy — po raz pierwszy od 1995 r. — osiągnąć z Niemcami dodatnie saldo obrotów. Wynik ten jest godny podkreślenia z dwóch powodów:

- Wśród ośmiu największych importerów z Polski tylko w obrotach z Niemcami uzyskaliśmy nadwyżkę i to wcale nie na skutek redukcji importu, lecz dzięki wyższej dynamice eksportowej. Analiza czynników, które przełamały i odwróciły dotychczasowy trend deficytu handlowego, będzie możliwa dopiero na gruncie szczegółowych danych o strukturze towarowej eksportu i relacjach cenowych obrotów.

- Już teraz można jednak stwierdzić, iż dodatnie saldo obrotów handlowych osiągnęliśmy w okresie, gdy gospodarka niemiecka znalazła się w fazie stagnacji, a więc w warunkach globalnie zmniejszonego popytu na produkty importowane. W roku 2000, gdy PKB Niemiec wzrósł o 3 proc., saldo naszych obrotów z Niemcami było ujemne (2,9 mld zł), natomiast w roku 2001, przy wzroście gospodarki niemieckiej poniżej 1 proc., uzyskaliśmy w ciągu 10 miesięcy nadwyżkę eksportową w wysokości prawie 1,5 mld zł. Dane te ponownie przeczą tezie, z którą tu już raz polemizowałem („PB” z 23 lutego 2001 r.), a w myśl której „każdy dodatkowy punkt procentowy wzrostu gospodarczego w Niemczech oznacza 4 proc. przyrostu polskiego eksportu”. Zależność taka nie istnieje — także w ujęciu odwrotnym.

Stwierdzenie to jest o tyle istotne, że również w bieżącym roku koniunktura w Niemczech utrzyma się na poziomie stagnacyjnym. Przewidywania ekspertów z dziesięciu niemieckich instytutów ekonomicznych oraz banków (tabela poniżej) są jednak wielce zróżnicowane: w zakresie dynamiki PKB prognozy wzrostu oscylują między 0,2 i 1,2 proc., natomiast w imporcie — między 0,8 a 4,5 proc. Jeszcze większe rozpiętości występują w projekcjach branżowych (diagram obok). Rozrzut prognozowanych wielkości sięga tu od minus 3,8 do plus 5,5 procent. Optymalne dostosowanie oferty eksportowej do zmieniających się warunków i wymogów jest równie oczywistym co trudnym warunkiem przedłużenia pomyślnego trendu w naszych obrotach handlowych z Niemcami — właśnie w gorszej sytuacji koniunkturalnej.