HanseMerkur wyciąga gwarancje z walizki

Turystyczny ubezpieczyciel rozpakował się już po podróży zza Odry. Czas na dobre osiąść nad Wisłą.

HanseMerkur to drugi co do wielkości ubezpieczyciel turystyczny w Niemczech. W Polsce jednak gigant jest skromnym nowicjuszem, który rozpoczął działalność w sierpniu ubiegłego roku. Po dwunastu miesiącach nauki przyszła pora na rynkowy test. Firma powalczy w najcięższej kategorii produktowej w segmencie turystycznym: gwarancji dla touroperatorów.

HanseMerkur wyciąga gwarancje z walizki

Turystyczny ubezpieczyciel rozpakował się już po podróży zza Odry. Czas na dobre osiąść nad Wisłą.

HanseMerkur to drugi co do wielkości ubezpieczyciel turystyczny w Niemczech. W Polsce jednak gigant jest skromnym nowicjuszem, który rozpoczął działalność w sierpniu ubiegłego roku. Po dwunastu miesiącach nauki przyszła pora na rynkowy test. Firma powalczy w najcięższej kategorii produktowej w segmencie turystycznym: gwarancji dla touroperatorów.

— Właśnie wprowadziliśmy je do oferty — mówi Rafał Buczak, szef polskiego oddziału HanseMerkur. W ciągu pierwszego roku działalności polisy turystyczne niemieckiej firmy kupiło kilkanaście tysięcy Polaków. Wbrew pozorom jednak to nie one, lecz właśnie obowiązkowe gwarancje dla biur podróży znaczą najwięcej w segmencie ubezpieczeń turystycznych. Touroperatorzy muszą się ubezpieczać, żeby w razie potrzeby było za co sprowadzić do Polski klientów upadłych biur. Dla ubezpieczycieli te gwarancje są kluczem do rynku — pozwalają zdobyć umowę na wyłączność, by sprzedawać operatorowi i jego klientom wszystkie polisy turystyczne. Obecnie gwarancje oferują cztery towarzystwa: AXA, TU Europa, ERV (należące do Ergo) i Signal Iduna. Te same firmy wiodą prym w segmencie ubezpieczeń turystycznych.

— Żeby zostać liczącym się graczem, wystarczy nam jedna umowa z dużym biurem podróży — podkreśla szef polskiego HanseMerkur. U Itaki nie ma szans — przynajmniej w tym roku. Największy polski touroperator kupił już gwarancję o wartości 200 mln zł od ERV. Niemiecka firma, świadoma, że w Polsce liczy się cena, zrobiła już wstępną kalkulację kosztów gwarancji dla dużych biur. Zdaniem Rafała Buczaka, jej oferta jest pod tym względem atrakcyjna. Jacek Dąbrowski, wiceprezes TravelDATA, firmy analizującej rynek turystyczny, uważa jednak, że HanseMerkur czeka trudne zadanie. Problemem może być tzw. depozyt zabezpieczający, który touroperator musi opłacić u ubezpieczyciela. Pieniądze — od kilku do kilkudziesięciu procent sumy ubezpieczenia — są zablokowane nawet rok po zamknięciu gwarancji. Zmiana ubezpieczyciela oznacza zamrożenie na długie miesiące dwóch depozytów — dlatego touroperatorzy robią to niechętnie. — Pojawienie się nowego gracza może jednak wpłynąć na ceny gwarancji — przyznaje Jacek Dąbrowski. HanseMerkur przezornie nie stawia wszystkiego na jedną kartę. Firma zamierza dalej budować sieć sprzedaży polis turystycznych na bazie lokalnych agentów, prowadzących małe biura podróży. Jest już obecna w ok. 200 takich placówkach. Połowa przypada na sieć MyTravel, z którą polski oddział HanseMerkur współpracuje od początku roku. — Sądzę, że do końca roku nasze polisy będzie można kupić u 300 agentów — mówi Rafał Buczak. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane