Harley-Davidson gotowy na prąd

Łukasz Ostruszka
opublikowano: 20-11-2018, 22:00

Słynny amerykański producent motocykli zaprezentował produkcyjną wersję elektrycznego modelu. To koniec czy początek pewnej ery?

Harley-Davidson LiveWire zadebiutował podczas targów motocyklowych EICMA w Mediolanie. To produkcyjna wersja prototypu pokazanego cztery lata temu. Fani elektrycznych środków transportu muszą jednak trochę poczekać — motocykl trafi do sprzedaży w przyszłym roku.

Harley-Davidson na razie nie podał ceny elektrycznego motocykla
LiveWire. Obecnie firma z Milwaukee ma w ofercie kilkadziesiąt modeli —
najtańszy kosztuje prawie 7 tys. USD, za najdroższego trzeba zapłacić 44 tys.
USD. Zamównienia na LiveWire'a będzie można składać od stycznia.
Zobacz więcej

WIĘCEJ PO GWIAZDCE:

Harley-Davidson na razie nie podał ceny elektrycznego motocykla LiveWire. Obecnie firma z Milwaukee ma w ofercie kilkadziesiąt modeli — najtańszy kosztuje prawie 7 tys. USD, za najdroższego trzeba zapłacić 44 tys. USD. Zamównienia na LiveWire'a będzie można składać od stycznia. Fot. ARC

Harley-Davidson nie wsadza baterii do motocykla dla frajdy czy w ramach kółka zainteresowań swoich inżynierów. Podkreśla, że zamierza zostać światowym liderem w elektryfikacji motocykli. Określa swoją strategię jako „agresywną”, ale „mądrą”, stąd pewnie te cztery lata od momentu ogłoszenia planów do pokazania produkcyjnej wersji elektrycznego LiveWire’a.

Przejdźmy do technicznych spraw, czyli tego, co ma w sobie pierwszy elektryczny harley. Napędzany jest silnikiem elektrycznym z magnesami trwałymi. Jednostka umieszczona została dosyć nisko, więc środek ciężkości jest obniżony. Bateria litowo-jonowa otoczona jest ożebrowaną obudową z odlewu aluminiowego. Zasilanie dla takich elementów, jak światła, klakson i wyświetlacz, zapewnia mniejsza, 12-woltowa, bateria. Centrum nawigacji stanowi dotykowy ekran, który dostarcza nawigację, muzykę i inne udogodnienia, a łączy się poprzez Bluetooth np. ze smartfonem. Co z kultowym stylem? Można by powiedzieć, że „jaki jest elektryczny harley”, to każdy widzi. Harley-Davidson zawsze w swoich projektach skupia się na silnikach. Stara się uwydatnić i wyraźnie zaznaczyć ten element jako serce motocykla i jego główny „narząd”. Nie inaczej jest tym razem. Nie mamy wprawdzie głośnego, a czasem mruczącego silnika spalinowego, ale dosyć dyskretny silnik elektryczny, jednak on także zasłużył sobie na “szacunek”. Harley-Davidson określa silnik jako „klejnot koronny” konstrukcji. Stylistycznie LiveWire łączy tradycję z nowoczesnością i wygląda jakby stworzony był do tego, żeby przykuć uwagę przechodniów w wielkim mieście.

Z tą uwagą może być jednak różnie, bo rozczarują się te osoby, dla których warkot motocyklowego silnika jest najpiękniejszym dźwiękiem świata. Firma z Milwaukee zapewnia, że LiveWire zaprojektowano w taki sposób, aby wytwarzał ton, który zwiększa wysokość i głośność razem prędkością. Producent opublikował już wideo prezentujące takie przyspieszenie — z dźwiękiem odkurzacza czy suszarki do rąk pomylić się tego nie da, ale z głośnym „ścigaczem” na ulicy też nie. Podobnie brzmią chyba wyścigowe bolidy z napędem elektrycznym.

Harley-Davidson zapowiada, że do 2022 r. chce mieć w ofercie szerokie portfolio elektrycznych motocykli. W pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku na świecie firma sprzedała ponad 188,7 tys. motocykli, czyli mniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku (200,6 tys.). Głównym rynkiem pozostają Stany Zjednoczone, gdzie trafia ich ponad połowa. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Harley-Davidson gotowy na prąd