W USA dane makro nadal są lepsze od prognoz (wczoraj tak było z ilością sprzedanych nowych domów i indeksem zaufania konsumentów), a inwestorzy niezbyt chętnie kupują akcje. Atmosferę pogorszył wywiad, którego udzielił w Azji szef Intela C. Barrett. Powiedział, że podniesienie prognozy przychodów w trzecim kwartale wcale nie oznacza, że czwarty kwartał będzie dobry, a chwilowa poprawa może wynikać jedynie z odreagowania po ustąpieniu epidemii SARS w Azji. Przede wszystkim jednak popsuła nastroje plotka mówiąca o tym, że A. Greenspan ma kłopoty ze zdrowiem. Dopiero po dementi rzecznika Fed indeksy ruszyły do góry. Jednak ich sytuacja techniczna nie wygląda dobrze. Na S&P 500 byki bronią średniej 50. sesyjnej i kolejny raz im się udało. Nie było to wielką sztuką, bo wolumen był bardzo mały. Gdyby średnia pękła to indeks szybko ruszyłby ku 965 pkt. Na indeksach sektora bankowego i finansowego coraz wyraźniej jest rysowana zapowiadająca spadki formacja RGR. To są poważne ostrzeżenia dla byków, ale rozstrzygnięcie powinno nadejść dopiero w następnym tygodniu.
Nasz rynek wczoraj natychmiast wpadł w euforię. Może trochę pomogła oferta zakupu PTC przez DT, chociaż ja uważam, że była rozczarowująca. Ostatnie sesje pokazują, że rynek jest niezwykle silny, bez korelacji ze światem (w Eurolandzie panowała niepewność, a indeksy osuwały się) i jedyna droga dla indeksów to kierunek na północ. To doprowadziło do przejścia bazy na kontraktach na plus. Mam wrażenie, że gdyby dzisiaj zbadano, jaki jest odczyt Wigometru to okazałoby się, że zdecydowanie ponad 50 procent inwestorów jest w obozie byków. Wszystkim porami czuję, że nastroje są niezwykle „bycze” i nie widać śladu zaniepokojenia. Taka atmosfera występują zawsze przed korektą. Już nawet nic chcę za dużo pisać o pionowej ścianie na indeksie cenowym (średnia z cen akcji). Na ostatnie 34 sesje mieliśmy tylko jedną sesję spadkową... Blisko 2 miesiące bez korekty. Piękna i niezwykła hiperbola, ale ostrzegam – korekty po takich wzrostach bywają bardzo brutalne. Można powiedzieć, że nie ma różnicy czy 34 czy 44 sesje wzrostowe. Fakt, ale z każdą taką sesją zagrożenie rośnie wykładniczo. Ale na razie „trwaj chwilo jesteś piękna”.
Dzisiaj nie ma danych makro i rynki będą trwały w stanie wyczekiwania. U nas RPP zakończy posiedzenie komunikatem i to może być pretekstem dla obozu byków dla podnoszenia indeksu przed ogłoszeniem decyzji odnośnie poziomu stóp procentowych. Zakładałem, że obniżki nie będzie, ale czytam, że zdania są bardzo podzielone, co tym bardziej daje szansę takiej grze „pod komunikat”. Co prawda inflacja umożliwia dalsze cięcia, ale dane makro są znakomite, a projekt budżetu państwa i reform jest nieznany. Gdyby rzeczywiście ożywienie nabierało tempa, a sejm i rząd trwający w zwarciu mieli problemy z reformami i budżetem to ucierpiałby złoty, a to zwiększyłoby inflację. Wtedy stopy należałoby podnieść. Po co je teraz obniżać? Po dużych zwyżkach indeksów decyzja RPP zazwyczaj wyzwala realizację zysków.
Uważam, że całkowicie nie poparte fundamentami ani sytuacją na światowych giełdach wzrosty są w dłuższym okresie dla GPW niekorzystne. Nie uczą nowych inwestorów inwestowania i pokazują, że kursy mogą wzrastać bez korekt. To jest bardzo szkodliwe i doprowadzi jeszcze w przyszłości do wielu dramatów. Fundusze robią w tej chwili niedźwiedzią przysługę inwestorom. Do chwili powrotu korelacji nie da się prognozować zachowania naszego rynku w oparciu o nastroje na świecie. Znaczne zmiany indeksów w czasie sesji pokazują, że ruch o jeden procent w górę lub w dół może powstać w ciągu pięciu minut. W tej sytuacji pozostaje gonienie za rynkiem, jeśli się jest day traderem, a konsekwencja i śledzenie linii trendu, jeśli się jest graczem krótko- czy średnioterminowym. Sygnału sprzedaży nie ma, a kolejny opór jest na 1.675 pkt.