Po szwedzku Kwiat Jeziora. Czyli Elżbieta Sjöblom. Tajemnicza inwestorka ujawniła się na warszawskiej giełdzie w 2006 r., po zakupie akcji Próchnika. Nieznana twarz, nieznane zamiary, nieznany kapitał. Zelektryzowana drobnica podejrzewała, że stoi za nią potężny prywatny inwestor i z zapałem kupowała te spółki, w których pojawiała się ONA.
Zyski i straty…
W końcu inwestorka pokazała się światu. W Skierniewicach rozpoznano w niej właścicielkę małego sklepu odzieżowego. Okazało się też, że za jej inwestycjami stoi syn — Maciej Niebrzydowski. Miał inwestować pieniądze pochodzące z wygranej szwedzkiego ojczyma w totolotka. Pieniądze poszły w ruch. Maciej Niebrzydowski nigdy nie krył, że lubi grać na kontraktach terminowych. Ale nadal interesował się spółkami. Po Próchniku zaczął flirtować z jubilerskim Krukiem. — Dostaliśmy po łapach — komentuje inwestor. Kolejne lata to seria projektów: wejście do Budopolu (odkupionego od Mostostalu Export), Ganta, a następnie przejęcie pierwszej spółki przez drugą. W tym czasie Gant przeszedł drogę od sieci kantorów do działalności deweloperskiej. Kurs szalał. — Gant to nasza najlepsza inwestycja. Najtaniej kupowaliśmy akcje po 0,9 zł, a najwyższy kurs, jaki widziałem, wynosił 115 zł — podkreśla Maciej Niebrzydowski. Dalej też było emocjonująco. Nazwisko Elżbiety Sjöblom pojawiło się w Zrembie-Chojnice, Instalu Lublin oraz Elektromontażu Warszawa, przemianowanym później na Stormm. Potem w Jago, w którym Maciej Niebrzydowski stoczył z funduszami walkę o kontrolę nad spółką. — Najgorszą inwestycją okazało się Jago. Kupowaliśmy akcje średnio po 4,5 zł, a dziś bank sprzedaje je po 0,2 zł — wylicza Maciej Niebrzydowski.
…z komisją w tle…
Były też problemy, głównie z nadzorem. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) badała transakcje Niebrzydowskiego w związku z doniesieniami dotyczącymi tzw. grupy skierniewickiej. On sam zaprzeczał, jakoby istniała. KNF przyglądała się jego operacjom, m.in. na akcjach Ganta, Próchnika i Kruka oraz Mewy. — Zapadły dwa wyroki karne dla Macieja N. z naszych zawiadomień. Chodzi o grzywnę 80 tys. zł za manipulację akcjami Mewy i 90 tys. zł kary za wykorzystanie informacji poufnej w Próchniku — podaje Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
…i nadzieją w „Elku”
Aż wreszcie przyszedł czas na największą przygodę — Elektrim. W połowie 2007 r. Elżbieta Sjöblom przekroczyła 5 proc. głosów, a Maciej Niebrzydowski przewidywał na łamach „PB”, że wartość papierów Elektrimu mogłaby być nawet trzycyfrowa, gdyby tylko spółka ruszyła z inwestycjami mieszkaniowymi w Porcie Praskim.
Elektrim ogłosił upadłość i na początku 2008 r. opuścił giełdę. Maciej Niebrzydowski, licząc na powrót spółki do tabeli notowań i rozwiązanie wieloletnich sporów wokół PTC, nie oddał akcji Zygmuntowi Solorzowi-Żakowi. Spory się zakończyły, ale tematu powrotu na giełdę nie ma. — Elektrim to cudowna spółka, ale jej zarząd nie dotrzymuje słowa. Na ostatnim walnym zgromadzeniu obiecał rychłe decyzje dotyczące powrotu do notowań. Nic o nich nie słychać — żali się Maciej Niebrzydowski.
Potem przyszła bessa. W szczytowym okresie Maciej Niebrzydowski szacował wartość portfela akcji na około 500 mln zł. A dziś? — Bessa zdziesiątkowała nasz majątek — mówi Maciej Niebrzydowski. Wartość 18-procentowego pakietu akcji Jago to około 1,8 mln zł, 10-procentowy pakiet akcji Zrembu-Chojnice to z kolei 1 mln zł. I do tego nienotowany Elektrim. — Jeśli uwzględnimy długi, Sjöblom jest bankrutem — nie przebiera w słowach Maciej Niebrzydowski.
500
mln zł Tyle były warte akcje należące do Elżbiety Sjöblom w 2007 r.