Co łączy historię z zarządzaniem, amerykańską i polską gospodarkę oraz jakie są perspektywy dla funduszy inwestycyjnych.
„Puls Biznesu”: Jak doktor historii został zarządzającym funduszami inwestycyjnymi?
John A. Carey, wiceprezydent Pioneer Investment Management, odpowiedzialny m.in. za zarządzanie funduszami rynku amerykańskiego Pioneer Pekao: Historia to moja pasja, ale w szkole lubiłem też matematykę. Gdy miałem dwadzieścia kilka lat, zdecydowałem, że większą szansę na karierę mam w biznesie. I tak prosto po studiach trafiłem do Pioneera i jestem tu już od 27 lat.
Historia pomaga w inwestowaniu?
Wiele umiejętności jest przydatnych, np. dobry research. W jednym i drugim przypadku trzeba przeglądać dokumenty, badać przeszłość i wyciągać wnioski. Ucząc się historii, wykształciłem cierpliwość do siedzenia godzinami przy biurku. Poza tym, jeśli spojrzy się na ewolucję krajów, regionów, to można wyciągnąć pewne wnioski co do przyszłości przedsiębiorstw.
Interesuje się pan historią Polski?
Tak, szczególnie że najnowszą oglądam na własne oczy.
No to zna pan nasze problemy — numer 1 to bezrobocie. W USA udało je się zbić do rekordowo niskiego poziomu. Ma pan dla nas jakieś rady?
Za nasz sukces w głównej mierze odpowiada system regulujący rynek pracy i działalność gospodarczą. Jest srogi — uniemożliwia oszustwa, przez co daje poczucie bezpieczeństwa, ale nie represyjny — daje ludziom bardzo dużo wolności: łatwo jest tworzyć nowe firmy, działać w nowych branżach. W USA wspieramy kreatywność, innowacyjne przedsięwzięcia i dzięki temu szybko reagujemy na zmianę sytuacji gospodarczej. Nie pokonał nas ani kryzys branży metalurgicznej, ani przemysłu samochodowego. Ważne są zachęty dla małego biznesu.
Co powiedziałby Amerykanin, gdybym pokazał mu stopę zwrotu polskich funduszy akcji na poziomie 60, 70 czy nawet 100 proc. w skali roku?
Od razu chciałby wiedzieć, jak może na nich zarobić. Niestety, to nie takie proste. Niewiele jest funduszy amerykańskich, które inwestują w Polsce. Mamy fundusz Emerging Europe, który inwestuje część pieniędzy w Polsce.
To może Pioneer zaproponuje amerykańskim klientom Pioneer Rynku Polskiego zarządzanego w Warszawie?
Problemem jest mała płynność waszego rynku.
Jednocześnie proponujecie polskim klientom Pioneer Rynku Amerykańskiego, którego roczna stopa zwrotu wynosi zaledwie 4 proc.?
Stopę zwrotu w złotych osłabiła przede wszystkim zmiana kursu dolara. W dolarach była znacznie lepsza. Nie można porównywać tego funduszu do polskich funduszy, bo inwestują one w zupełnie innych realiach. Prawdziwym odniesieniem jest benchmark S&P 500. Na jego tle wypadamy całkiem nieźle.
Analizując skład portfela, rzuca się w oczy duży udział spółek z sektora zdrowia. Na GPW on prawie nie istnieje. W czym tkwi jego siła?
Na zdrowie ludzie zawsze będą wydawać pieniądze. W sektorze są dynamicznie rosnące spółki biotechnologiczne. Znajdują się tu również operatorzy szpitali — w USA to biznes na dużą skalę — czy producenci sprzętu medycznego. Wiele spółek ma bardzo dobre wyniki, a ich kursy tego nie odzwierciedlają, więc jest szansa na duże wzrosty.
U nas mówi się, że kursy szczególnie małych i średnich spółek są oderwane od wyników. Czy zaleciłby pan inwestorom wycofanie się z nich?
Wskaźnik ceny do zysku jest bardzo ważny, ale nie zawsze najważniejszy. Wszystko zależy od przyszłych wyników. Najważniejsze, by wzrost kursu był podparty wzrostem rentowności. Małe i średnie spółki mogą rozwijać się w bardzo dynamicznym tempie i trzeba na nie patrzeć inaczej niż na wielkie korporacje.
John A. Carey, wiceprezydent Pioneer IM, USA