Hiszpania prosi o pomoc finansową

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-06-06 00:00

Na razie w kłopocie są banki, ale analitycy obawiają się, że na tej prośbie się nie skończy.

Rząd Hiszpanii zaczyna otwarcie przyznawać, że potrzebuje zagranicznej pomocy finansowej. Cristobal Montoro, minister finansów, stwierdził, że choć Hiszpania jako kraj poradzi sobie z obsługą długu, to „instytucje europejskie powinny wesprzeć hiszpańskie banki”.

— Ważne jest, żeby UE się otworzyła i pomogła nam osiągnąć cel [ustabilizowania sytuacji w sektorze bankowym — red.] — stwierdził minister Montoro.

Jak zaznaczył, nie chodzi o żadną „nadmierną, astronomiczną” kwotę, dlatego Unia nie powinna mieć problemu ze stworzeniem takiego programu ratunkowego. Od kilku miesięcy na rynkach finansowych trwają spekulacje, czy Hiszpania będzie potrzebować programu pomocowego podobnego do tego, jaki otrzymały Grecja, Irlandia i Portugalia. Obawy nasiliły się w maju, kiedy rząd Hiszpanii zapowiedział nacjonalizację upadającego banku Bankia. Zamierza zasilić go kwotą 19 mld EUR. Według części analityków, gdyby rząd chciał w ten sposób postępować w stosunku do innych chwiejących się banków, ciężar takich operacji byłby nie do udźwignięcia i Hiszpania straciłaby płynność finansową. Musiałaby opuścić rynek długu i przejść na kroplówkę UE i MFW. Problem w tym, że te instytucje mogłyby nie mieć tak dużych funduszy. Według JP Morgan, taki program do 2014 r. kosztowałby 350 mld EUR.

Propozycja Cristobala Montoro jest więc rozwiązaniem pośrednim. Hiszpania starałaby się utrzymać na komercyjnym rynku długu (dalej emitowałaby obligacje), a otrzymałaby pieniądze jedynie na dokapitalizowanie banków.

— Taki mechanizm asysty od Europy i MFW jest najlepszym rozwiązaniem i branża bankowa coraz bardziej się do niego przekonuje — mówi Juan Carlos Ureta, prezes banku Renta 4 Banco.

W takim scenariuszu wystarczyłoby kilkadziesiąt mld EUR. Według JP Morgan, hiszpańskie banki potrzebują 75 mld EUR dokapitalizowania. Emilio Botin, prezes Santandera, twierdzi, że starczyłoby 40 mld EUR. Niemiecki „Der Spiegel” szacował w weekend tę kwotę na 50-90 mld EUR. Według wielu analityków, problemy są jednak zbyt poważne, by można było je tak łatwo rozwiązać. Hiszpańskie banki muszą zacząć zarabiać, a rząd ograniczyć deficyt. Do tego potrzebny jest jednak wzrost gospodarczy, tymczasem gospodarka Hiszpanii jest w recesji i prawdopodobnie nie wyjdzie z niej przed 2014 r.

— Nie bądźmy naiwni. Hiszpanie ostatecznie poproszą o więcej niż kilkadziesiąt miliardów. Trupów w szafie jest więcej niż tylko bilanse banków, chociażby autonomiczneregiony, które zadłużyły się i teraz rozważają wystąpienie do rządu o pomoc. Im dłużej Hiszpanie będą zwlekać z oficjalnym zwróceniem się o pomoc finansową, tym więcej będą musieli ostatecznie pożyczyć — twierdzi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

40-90 mld zł Taki jest przedział szacowanych przez rynek potrzeb kapitałowych hiszpańskich banków.