Krystian Poloczek. Biznesmen. W Polsce kojarzony przede wszystkim z hiszpańską marką Seat, której auta przez lata importował nad Wisłę. Od lat działa też aktywnie w innych branżach i obecnie kreśli plan nowego biznesu.
Błękitna pokusa
Co biznesmen robi w sobotę? Ułatwię pytanie. Co bogaty biznesmen robi w sobotę? Tajlandia? Nie. Luksusowe spa? Pudło. Jacht? Znów błąd! Otóż bogaty biznesmen w sobotę lubi się przechadzać po parkingu. Oczywiście nie pod centrum handlowym. Po własnym parkingu spaceruje. Wśród własnych samochodów. Serio! Pojechałem go odwiedzić.
— Dzień dobry, umówiłem się tutaj z szefem. Jest już może? — zapytałem ochroniarza. — Owszem. Tam spaceruje — wskazał skinieniem głowy.
I dodał: między Thunderbirdem a Lotusem. Proszę państwa, co to jest za miejsce! Dla wielbicieli motoryzacji to wesołe miasteczko. 32 (słownie: trzydzieści dwa) samochody z mojej ulubionej epoki, a prawie każdy reprezentuje moją ulubioną szkołę budowania samochodów — amerykańską.
Na dobre zapomniałem, że przyjechałem tu na rozmowę. Sam nie wiem, jak się znalazłem za kierownicą pięknego błękitnego Forda Thunderbirda z 1967 r. W stacyjce kluczyk. Zanim pomyślałem, że chciałbym usłyszeć ten 46-letni silnik V8, już go słyszałem. Zanim zdołałem się nacieszyć tym dźwiękiem, Krystian Poloczek był przy mnie. Nic nie powiedział. Ale z oczu wyczytałem, że raczej nie powinienem uruchamiać silnika.
— Piękne auto, nieprawdaż? — zagaił. — Jedna z moich perełek. Stan kolekcjonerski — podkreślił.
mój świat
hicle) i dostępnością dla przeciętnej rodziny. Zbudował auto ze „skrzydlatymi drzwiami” i nadwoziem z włókna szklanego. Z finansowego punktu widzenia Bricklin był porażką. Przez wysokie koszty produkcji stał się piekielnie drogi. Z technicznego punktu widzenia też nie było lepiej. W 2007 r. Bricklin SV-1 znalazł się na liście 50 najgorszych samochodów wszech czasów magazynu „Time”. Ale z kolekcjonerskiego punktu widzenia to nie ma znaczenia. Auto jest wyjątkowe. — O tym, czy chcę kupić jakieś auto, decyduje okazja. Szukam, odwiedzam internetowe aukcje, strony pasjonatów. Kupuję, jeśli mi się spodoba, no i jeśli cena jest odpowiednia. A że akurat podoba mi wzornictwo z lat 60., 70. i 80., kupuję właśnie takie auta — opowiada Krystian Poloczek. Zbliżam się do czarnego lśniącego Forda Cougara z 1968 r. Mój gospodarz zamiera. Oho, znalazłem ulubieńca! — Dlaczego nie jest zarejestrowany? — I tak bym nie jeździł nim po mieście — rzuca Krystian Poloczek. — Dlaczego? — Nie przeżyłbym, gdyby ktoś mi go uszkodził. Ten, który by się tego dopuścił, też pewnie by nie przeżył — dodaje z uśmiechem.
Jakoś nie mogłem wykrztusić słowa. A jedyne, na co mnie było stać, to bardzo złożone pytanie: — A ten? — Ten to kawał historii. Plymouth Street Rod Fury III. Auto ma 7,5-litrowy silnik, oczywiście V8, o mocy około 450 KM. Motor przygotowali moi mechanicy, pracujący niegdyś przy wyścigach Daytona 500. Należał do jednego z mistrzów tych rozgrywek — odpowiedział. Na pytanie, czy od dawna fascynują go samochody, nie odpowiedział. Spojrzał na mnie i zaprosił na kawę. — Zaraz wszystko panu opowiem — dodał.
Oktany w żyłach
Krystian Poloczek pochodzi ze Śląska. W latach 70. wyjechał z matką do Niemiec. Studiował prawo. Ale bardziej niż paragrafy interesowały go konie mechaniczne. Zwykłe młodzieńcze zainteresowanie przerodziło się w hobby, potem w pasję — na studiach startował w lokalnych wyścigach górskich. W końcu motoryzacja stała się dla niego sposobem na życie. Młody Krystian Poloczek najwyraźniej kiedyś usłyszał, że wystarczy zacząć robić to, co się lubi, a nie trzeba będzie pracować. No to zaczął. W połowie lat 80. kupił rocznego Mercedesa (W124). Wydał wszystkie oszczędności (około 30 tys. marek) i pojechał do Hiszpanii. Tam sprzedał auto za… 45 tys. marek.
Pieniądze upchał po kieszeniach i wrócił po kolejne auto do Niemiec. Wkrótce między Monachium a Barceloną kursowały ciężarówki, ciągnące dwupiętrowe lawety wyładowane samochodami. W Barcelonie znalazł wspólnika, rówieśnika, którego ojciec był największym hiszpańskim dilerem Seata. To był początek Iberia Motor Company i prawie 20-letniej historii Poloczka i Seata na polskim rynku.
Tamte czasy minęły. Dziś Krystian Poloczek ma firmę sprzedającą ubezpieczenia motoryzacyjne, największą w Polsce wypożyczalnię samochodów we współpracy z siecią Sixt Rent a Car, a koło Rawy Mazowieckiej otworzył wielkie centrum logistyczne.
Sprowadza też foteliki samochodowe dla dzieci. W Użhorodzie na Ukrainie ma udziały w fabryce produkującej Skody. Spore nadzieje wiąże z Chińczykami. Importuje do Polski elektryczne auta i autobusy marki BYD. Skąd pomysł na stare amerykańskie samochody? — Lubię amerykańską motoryzację. Nauczyła resztę świata, jak się robi auta. Ale przede wszystkim lubię starą szkołę wzornictwa — opowiada Krystian Poloczek. Mówią, że samochody z duszą skończyły się wraz z cienkimi kierownicami.
— To prawda. Dziś wszystkie samochody są dobre. Kiedyś były również złe. Dziś nie ma. Ale płacimy za to uniformizacją i bezdusznością. Współczesne samochody nie budzą żadnych emocji — twierdzi.
Najgorszy samochód świata
To jedna z najdziwniejszych kolekcji, jakie widziałem. Nie ma klucza. Są klasyki amerykańskiej motoryzacji, ale są też klasyki angielskiej. Auta w stanie jak z fabryki i takie do renowacji. Krążowniki szos i niepozorne sedany. Sportowe i rodzinne. Gdzie jest klucz do tej kolekcji? — Wszystkie są sprowadzone z USA — podpowiada Krystian Poloczek.
— Tam jest rynek na takie auta, jest gdzie je kupować i sprzedawać — tłumaczy. Parking wygląda imponująco. Jest MG Cabrio, jest Lotus Esprit. Jest też Bricklin SV-1. Auto wyjątkowe. Po pierwsze, powstało ich tylko niespełna 3000. W Europie jest ich najwyżej 200. W Polsce… prawdopodobnie ten jedyny. Amerykański milioner Malcolm Bricklin marzył o stworzeniu wysokiej jakości samochodu sportowego, który wyróżniałby się wyjątkowym bezpieczeństwem (skrót SV w nazwie modelu pochodzi od Safety Vehicle) i dostępnością dla przeciętnej rodziny.
Zbudował auto ze „skrzydlatymi drzwiami” i nadwoziem z włókna szklanego. Z finansowego punktu widzenia Bricklin był porażką. Przez wysokie koszty produkcji stał się piekielnie drogi. Z technicznego punktu widzenia też nie było lepiej. W 2007 r. Bricklin SV-1 znalazł się na liście 50 najgorszych samochodów wszechczasów magazynu „Time”. Ale z kolekcjonerskiego punktu widzenia to nie ma znaczenia. Auto jest wyjątkowe.
– O tym, czy chcę kupić jakieś auto, decyduje okazja. Szukam, odwiedzam internetowe aukcje, strony pasjonatów. Kupuję, jeśli mi się spodoba, no i jeśli cena jest odpowiednia. A że akurat podoba mi wzornictwo z lat 60., 70. i 80., kupuję właśnie takie auta – opowiada Krystian Poloczek.
Zbliżam się do czarnego lśniącego Forda Cougara z 1968 r. Mój gospodarz zamiera. Oho, znalazłem ulubieńca!
– Dlaczego nie jest zarejestrowany?
– I tak bym nie jeździł nim po mieście – rzuca Krystian Poloczek.
– Dlaczego?
– Nie przeżyłbym, gdyby ktoś mi go uszkodził. Ten, który by się tego dopuścił, też pewnie by nie przeżył – dodaje z uśmiechem.
