Hoopla… I bęc!

Kamil Kosiński
opublikowano: 09-10-2008, 00:00

Miał być raj, sukces, giełda… Prawnik i pilot uwierzyli w moc e-sklepu. Wspinali się. Do czasu. Dziś w sądzie leży wniosek o upadłość.

W e-biznes weszli, bo nie mieli szans na start w profesjach, w których się kształcili. W internecie im jednak nie wyszło.

Czy można wysłać pralkę do Studzienki w Gdańsku? To jeden z dylematów, jaki w ostatnich tygodniach przed planowanym debiutem giełdowym musieli rozwiązać założyciele sklepu internetowego Hoopla.pl.

— Zadzwoniłem do siostry studiującej w Gdańsku. Okazało się, że to nie był dowcip. Taka ulica jest tam naprawdę. Pralkę wysłaliśmy do klienta — opowiada Przemysław Szydłowski, jeden z założycieli spółki Hoopla.pl.

 

E-biznesmeni z przymusu

Do budowy internetowego sklepu AGD/RTV wzięli się absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i pilot po Wydziale Budowy Maszyn i Lotnictwa Politechniki Rzeszowskiej.

— Prawnik to dobry zawód, ale nie zaraz po studiach. Do samodzielnego wykonywania tego zawodu konieczne jest ukończenie aplikacji. Inaczej jest się tylko osobą przygotowującą dokumenty, podpisywane potem przez kogoś innego. Co prawda, zdałem na aplikację adwokacką, ale Hoopla.pl zaczęła się tak rozwijać, że postanowiłem się skoncentrować na spółce — zaznacza Krzysztof Boufał, drugi z założycieli Hoopli.pl.

— Kariera w lotnictwie była praktycznie niemożliwa. Nie było jeszcze tanich linii, a do tego pod koniec mojej nauki doszło do zamachów terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton. Moi koledzy przez trzy lata po studiach parali się najróżniejszymi zajęciami. Pracowali w firmach rodziców albo jako instruktorzy nauki jazdy samochodem — mówi Przemysław Szydłowski.

Dla niego było to już drugie rozczarowanie związane z karierą pilota. Do pierwszego doszło, gdy zaraz po podstawówce chciał zdawać do Liceum Lotniczego w Dęblinie (przedsionka tamtejszej szkoły oficerskiej). Choć nie nosi okularów, dla armii miał jednak za słaby wzrok.

Po podstawówce, kontynuował naukę w VI Liceum Ogólnokształcącym w rodzinnym Białymstoku. Tam poznał Krzysztofa Boufała. Ich znajomość nie wygasła — mimo pięcioletnich studiów w miastach oddalonych o kilkaset kilometrów.

— Utrzymywaliśmy kontakty z szerszą grupą znajomych z liceum. Gdy razem z Przemkiem zdecydowaliśmy się założyć firmę, nawet mieszkanie wynajęliśmy wspólnie, by popołudniami, po zajęciach zapewniających nam utrzymanie, przygotowywać uruchomienie sklepu — relacjonuje Krzysztof Boufał.

Na pierwsze biuro wynajęli pokój przy ul. Grzybowskiej w Warszawie. Gdy uruchomili stronę WWW, zaczęło się nerwowe oczekiwanie na pierwsze zamówienie. Pamiętna data... Sobota 28 sierpnia 2004 r. Krzysztof Boufał ożenił się.

— Wtedy też wpłynęło pierwsze zamówienie. Krzyśkowi powiedziałem o tym, składając życzenia po ślubie. W poniedziałek pojechałem do hurtowni, kupiłem kuchenkę, przywiozłem do biura i wezwałem kuriera z firmy Masterlink, by dostarczył ją do klientki z okolic Olsztyna — wspomina Przemysław Szydłowski.

Anegdotycznych historii nie brakowało.

— Ktoś z Warszawy zamówił ekspres do kawy. Miałem po drodze, więc postanowiłem zawieźć go osobiście. Dostałem 5 zł napiwku — śmieje się Przemysław Szydłowski.

— Ludzie, z którymi rozmawialiśmy w hurtowniach, wiedzieli, że w internecie można sprzedać płytę czy książkę, ale już nie lodówkę. Dlatego musieliśmy czasami mówić, że mamy zwykły sklep i szukamy towaru na ekspozycję. Wtedy łatwiej było nawiązać początkową współpracę — dodaje Krzysztof Boufał.

 

Prognozy i fakty

W potencjał Hoopli.pl uwierzył za to MCI Management. Ale wiara ta nie trwała jednak długo. Mimo iż udziałowcem spółki został w listopadzie 2005 r., część z ponad 72 proc. posiadanych akcji chciał sprzedać przez giełdę już w październiku 2007 r. Dokładnie wtedy gdy firma konsultingowa Deloitte okrzyknęła Hooplę.pl "Wschodzącą Gwiazdą" branży teleinformatycznej Europy Środkowej.

Emisję, w której MCI miał pozbyć się części akcji, pięciokrotnie przekładano (ostatni podawany termin to marzec 2008 r.), by w końcu z niej zrezygnować. Zaledwie kilka dni temu fundusz venture capital przyznał zaś, że od marca do sierpnia 2008 r. e-sklep realizował program naprawczy. A przecież — według prognoz z prospektu emisyjnego, zatwierdzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego 28 września 2007 r. — przychody w 2007 r. miały wzrosnąć dwukrotnie, a zysk netto — ponadtrzykrotnie. W 2008 r. miało być równie dobrze: 119,7 mln zł przychodów miało dać 1,2 mln zł zysku.

— Fundusze venture inwestują w spółki o ponadprzeciętnym potencjale wzrostu wartości. I w Hoopli.pl dostrzegliśmy w pewnym momencie taki potencjał. To, co się wydarzyło później, wynikło ze zmian w otoczeniu biznesowym. Trzy lata temu podział był jasny. Duże sieci detaliczne realizowały handel w swoim tradycyjnym modelu, a hurtownie zaopatrywały małe tradycyjne sklepy i e-sklepy. Gdy podmioty te zainteresowały się bezpośrednią działalnością w internecie, sytuacja Hoopli.pl zaczęła się pogarszać. W końcu 2007 r. spółka odnotowała spadek przychodów oraz zmniejszenie marż. Okazało się po prostu, że nie potrafiła zmienić i dostosować modelu biznesowego do zmienionych warunków rynkowych — wyjaśnia Marek Tarnowski, dyrektor inwestycyjny MCI Management.

Kilka dni temu Hoopla.pl zawiesiła działalność swej witryny WWW. Krzysztof Boufał potwierdził nam też, że złożono wniosek o upadłość. Jego udziały miał wcześniej przejąć Przemysław Szydłowski (ale miał jednak stracić stanowisko prezesa). W kilku transzach akcji pozbył się też MCI.

Kto będzie rządzić w spółce? Na to pytanie nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Ci, do których dotarliśmy, powtarzają jak mantrę wersję o tajemniczej "grupie inwestorów prywatnych", która jakoby przygotowuje Hooplę.pl do zmartwychwstania. Przemysław Szydłowski (miał nam ułatwić kontakt z nowym prezesem) ograniczył się w końcu do SMS-a, w którym czytamy m.in.: "(…) wznowienie działalności wymaga podpisania stosownych umów, co ma mieć miejsce w przyszłym tygodniu i warunkuje komunikację".

Fakt, komunikacja szwankuje. n

Inny pechowiec ostatnich dni

Przełom września i października 2008 r. to kiepski okres dla e-sklepów. Sąd ogłosił też upadłość spółkiVivid.pl(konkurenta Merlina.pl). W październiku 2006 r. Sovereign Capital sprzedał ją Telefonii Dialog (KGHM Polska Miedź). Po dwóch latach miedziowa grupa zamknęła sklep.

— Spółka Vivid.pl praktycznie od początku istnienia przynosi straty i wymaga dokapitalizowywania. Strategia i biznesplan nie potwierdzają możliwości rozwoju i poprawy wyników finansowych tej spółki w najbliższych latach. Również próby wykorzystania aktywów Vivid.pl przez Dialog nie poprawiają efektów synergii — tłumaczy przyczyny Piotr Mazurkiewicz, prezes Telefonii Dialog.

Internetowy

łowca

MCI — jedyny rodzimy fundusz venture capital wyspecjalizowany w inwestycjach teleinformatycznych. Na jego czele stoiTomasz Czechowicz(ma blisko 40 proc. udziałów). Stworzył go, gdy odszedł z JTT Computer, ze względu na niechęć wspólników do inwestycji w internet. Miał rację.

Hoopli.pl historia w cyfrach

5

Tyle razy przekładano publiczną emisję akcji Hoopli.pl, zanim ją ostatecznie odwołano.

4

Tyle lat działała spółka pod kierownictwem Przemysława Szydłowskiego i Krzysztofa Boufała.

2

Po tylu latach z inwestycji zaczął wychodzić fundusz MCI Management.

Podobno dla idiotów

W zeszłorocznym zestawieniu "Wschodzących Gwiazd" nowych technologii tuż za Hooplą.pl, firma Deloitte umieściła inny sklep internetowy handlujący sprzętem RTV/AGD: Agito. Jego szefem i udziałowcem jest Tomasz Sypuła. Kiedy stało się jasne, że Hoopla.pl ma kłopoty, zapewniał, że byt jego firmy jest niezagrożony. Jednocześnie prowadzi kampanię reklamową wymierzoną w siećMedia Markt. Badania pokazały, że oferta cenowa Agito jest średnio o 19 proc. tańsza niż konkurenta. Spot w internecie zaczyna się od pokazania ludzi, którzy stwierdzają, że "podobno są idiotami", bo w sklepie internetowym kupili coś sporo taniej niż w Media Markt.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu