Hossa na miedzi jest niezrozumiała

Argumenty mające tłumaczyć zwyżki cen miedzi są chybione, a to sprawia, że hossa ma kruche podstawy, ocenia komentator Bloomberga David Fickling.

W ciągu ostatniego roku notowania miedzi na giełdzie w Nowym Jorku skoczyły o 49,3 proc. W komentarzach jako przyczyny hossy na tym rynku najczęściej wymienia się globalny wzrost gospodarczy, zakłócenia podaży oraz słabość dolara. Jednak żadne z tych wytłumaczeń nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością, uważa David Fickling, komentator agencji Bloomberg. Choć na pierwszy rzut oka szczególnie nośny wydaje się argument związany z koniunkturą, to okazuje się, że nietrudno go obalić.

Obliczany przez bank JPMorgan wskaźnik wyprzedzający koniunktury w globalnym przemyśle PMI sięgnął w sierpniu 53,1 punktu i znajdował się najwyżej od 2011 r. Uważany za barometr koniunktury gospodarczej rudy metal zwykło się określać mianem doktora miedzi. Mimo to David Fickling zauważa, że powiązanie notowań surowca z dynamiką wzrostu wcale nie jest takie oczywiste. W przypadku Chin i Brazylii, gospodarek o podobnym produkcie na głowę mieszkańca, różnica w zapotrzebowaniu na miedź przypadającym na każdą jednostkę wzrostu gospodarczego jest pięciokrotna. W przypadku również dysponujących podobnym PKB Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Francji, różnica ta jest trzynastokrotna.

„Zamiast oceniać siłę popytu na miedź przez pryzmat globalnego wzrostu lepiej patrzyć na ten popyt bezpośrednio. Taka prognoza wypada jednak niepokojąco, bo od dziewięciu miesięcy zapotrzebowanie na miedź spada w ujęciu rok do roku” – zauważa David Fickling.

Podaż, o którą obawiano się za sprawą zakłóceń wydobycia w Indonezji i Chile, rośnie jednak w tempie bliskim najszybszego w ostatnich trzech latach. O tym, że obecnie na rynku miedzi wcale nie ma niedoborów, świadczy to, że jeszcze w lipcu obserwowano na nim największe contango od czterech lat (contango to sytuacja, kiedy ceny w transakcjach natychmiastowych są niższe niż w transakcjach terminowych).

Najwięcej racji może być w argumencie wskazującym na słabość dolara, jednak i on nie jest zbyt mocny, ocenia komentator. Obliczany przez Bloomberga indeks dolara znajduje się najniżej od ponad dwóch i pół roku. Jednak mimo ograniczenia oczekiwań podwyżek stóp procentowych, nie ma mowy o ich obniżkach. Zważywszy na wysokie długie pozycje utrzymywane przez dużych inwestorów spekulacyjnych słaba sytuacja fundamentalna miedzi to według Davida Ficklinga zły prognostyk.

„Traderzy nie kupują miedzi, bo ją lubią, tylko dlatego, że oczekują wzrostu cen. Kiedy to się stanie, w pewnym momencie powinni zacząć sprzedawać. I właśnie dlatego sytuacja na rynku surowca przypomina bombę z opóźnionym zapłonem” – pisze komentator.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski, Bloomberg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Hossa na miedzi jest niezrozumiała