Hossa wyczerpuje potencjał debiutantów

  • Jagoda Fryc
11-12-2013, 00:00

Na rozgrzanym rynku lepiej sprzedać akcje po udanym debiucie, bo wysokich stóp zwrotu w kolejnych miesiącach można się nie doczekać

Dziś na warszawskiej giełdzie zadebiutują akcje Energi. Zdecydowana większość ekspertów nie spodziewa się przebitki porównywalnej do tej, jaką przyniosły inwestycje w akcje czterech ostatnich nowicjuszy — Peixinu, PKP Cargo, Mercatora Medical i Newagu. W każdym z przypadków zwrot był dwucyfrowy, co zachęcało do szybkiej realizacji zysków. Historia podpowiada, że była to zwykle właściwa decyzja. Przeanalizowaliśmy giełdowe debiuty z 2006 r., czyli na rok przed zakończeniem poprzedniej hossy. Wówczas, podobnie jak dziś, rynek ofert publicznych rozgrzany był do czerwoności. Inwestorzy kupowali na pniu niemal wszystko, licząc na okazałe zyski, a popyt był tak ogromny, że redukcje zapisów przekraczające 90 proc. nie należały do rzadkości. Wybraliśmy spółki, których akcje w pierwszym dniu notowań wzrosły co najmniej o 5 proc. Sprawdziliśmy, ile można było zarobić, trzymając akcje dłużej.

Fot. Borys Skrzyński
Zobacz więcej

Fot. Borys Skrzyński

Sprzedać i zapomnieć

Okazuje się, że mediana stóp zwrotu po jednym, sześciu i dwunastu miesiącach od debiutu (licząc względem ceny zamknięcia premierowej sesji) była wyraźnie niższa od zmiany WIG.

— Historia pokazuje, że kupowanie akcji w pierwszej ofercie publicznej i sprzedawanie w debiucie jest zwykle najbardziej opłacalną strategią — ale z dwoma zastrzeżeniami. Po pierwsze, należy ją realizować konsekwentnie: jeśli na debiucie straciliśmy, to i tak sprzedajmy, zrealizujmy stratę i nie angażujmy dłużej naszych pieniędzy. Po drugie, podczas hossy redukcje bywają duże. Jeśli np. redukcja wyniesie 95 proc., a zysk na debiucie sięgnie nawet 20 proc., to mimo bardzo udanego debiutu realnie zarobimy tylko 1 proc. — tłumaczy Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI.

— W czasach hossy kupujemy akcje drogo, więc sporo potencjalnych zysków zjadane jest przez wygórowaną wycenę, stąd wiele spółek po udanym debiucie w dłuższym terminie nie rośnie — tłumaczy Jerzy Kasprzak, zarządzający z Ipopema TFI.

Fundamenty w cenie

Według Jarosława Lisa z BPH TFI, kupowanie spółek z zamiarem sprzedaży na pierwszej sesji to strategia, która wykorzystuje pozytywne emocje rządzące rynkiem nowych ofert w okresie hossy, ale powoduje jednocześnie utratę możliwości wyższego zarobku na spółkach o silnych fundamentach i dużym potencjale wzrostu.

— Jeżeli do tego dochodzi wykwalifikowana kadra i zdeterminowany zarząd, to szanse na uzyskanie w dłuższym terminie wyższej stopy zwrotu od rynkowej są bardzo duże. Z debiutów w ostatnim czasie potencjalnie do tego grona można zaliczyć Mercator Medical, MLP Group, Newag i w mniejszym stopniu PKP Cargo — tłumaczy Jarosław Lis. W porównaniu z ceną zamknięcia premierowej sesji trzy pierwsze spółki są jednak pod kreską. Na 13-procentowym plusie jest natomiast PKP Cargo.

Cierpliwość popłaca

W poprzedniej hossie im gorszy był debiut, tym większe były szanse na zyski w dłuższym terminie. Spółki, których akcje na pierwszej sesji urosły nie więcej niż 10 proc., po roku były warte kilkadziesiąt pkt proc więcej. Adam Łukojć zwraca również uwagę, że firmy o solidnych fundamentach nie muszą czekać z debiutami do czasu, aż hossa się rozkręci na dobre. — W okresie hossy rynek chętnie kupi walory każdego emitenta, również kiepskiego. Za kilka lat może się okazać, że akcje spółek, które debiutowały w gorszych czasach, były lepszymi inwestycjami — dodaje Adam Łukojć.

KOMENTARZ PARTNERA SEKCJI

Debiutów nigdy za wiele

PIOTR SZULEC, Dyrektor Komunikacji Inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management

Giełdowy debiut to nowość, a nowość zawsze pociąga i wzbudza zainteresowanie. Jakość tej nowości może być różna, podobnie jak jej wycena (ot, choćby przypadek Twittera), ale taka też jest specyfika rynków kapitałowych — różnorodność. Można chyba jednak zaryzykować stwierdzenie, że każdy debiut, zwłaszcza na GPW, a już szczególnie, kiedy jest to spółka z udziałem skarbu państwa, jest pozytywnym zjawiskiem. Dla wszystkich: inwestorów, TFI czy dla przeciętnego Kowalskiego.

Nie trzeba daleko szukać, aby znaleźć przykłady debiutów państwowych spółek, które dały sporo zarobić. Nietrudno też znaleźć debiuty spółek skarbu państwa, które cieszyły się dużym zainteresowaniem inwestorów indywidualnych. Tym bardziej w ostatnich czasach, gdy rekordowo niskie stopy procentowe zachęcają akcjonariat obywatelski do poszukiwania stóp zwrotu bardziej atrakcyjnych niż to, które można dostać na lokacie.

Debiuty, jakkolwiek nie kończyłyby się w pierwszym dniu notowań, mają jednak szerszy, pozytywny wpływ na rynek: powiększają go. Polska giełda, mimo że jest największą w regionie, wciąż cierpi na niedostatek spółek, szczególnie takich, które reprezentują ciekawe sektory gospodarki i po debiucie dają szansę na obrót (płynność). Pioneer Pekao TFI jest największym TFI w Polsce dla inwestorów indywidualnych, zarządzamy prawie 17 mld zł naszych klientów i często odczuwamy tę płytkość rynku.

W naszych długoterminowych inwestycjach stawiamy na dywersyfikację, a tym skuteczniej możemy ją przeprowadzać, im więcej różnych spółek znajdzie się na parkiecie. Każdy kolejny debiut to możliwość włączenia ciekawej spółki do portfeli klientów. Korzystają na tym także ci, którzy nie potrafią lub nie zdążyli wziąć udziału w ofercie na rynku pierwotnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Hossa wyczerpuje potencjał debiutantów