Hotele czekają trudne dwa lata

Agnieszka Janas
opublikowano: 2002-11-19 00:00

Działające w kraju sieci hotelowe będą musiały zmierzyć się z konkurencją prywatnych właścicieli obiektów i wynajmem mieszkań jako pokoi hotelowych.

Analitycy szacują, że w 2003 r. wartość inwestycji w branży hotelowej sięgnie w Polsce ponad 1,6 mld zł. Wybudowanych zostanie około 350 tys. mkw. powierzchni hotelowej, co będzie oznaczało wzrost o 25 proc. w stosunku do 2002 r.

— W większości miast obserwujemy zwiększone zainteresowanie inwestycjami hotelowymi. Centrum tego wzrostu stanowi Warszawa. Tylko w latach 2002-03, w stolicy planowane jest oddanie do użytku 2,5 tys. pokoi hotelowych. Większość z nich realizowana jest przez międzynarodowe sieci hotelowe, które w ten sposób wypełniają wieloletnie plany rozwoju — twierdzi Piotr Szutowicz z European Construction Research.

Tymczasem, zdaniem Marka Dąbrowskiego, szefa grupy hotelowej agencji nieruchomości Colliers Internationals, branżę hotelową w Polsce czekają bardzo trudne dwa lata. Na ciężką sytuację składają się głównie recesja w krajach Unii Europejskiej, a szczególnie w Niemczech, które są głównym partnerem gospodarczym Polski. Dodatkowym czynnikiem jest samodzielność osiągnięta przez polskie oddziały zachodnich firm. Wymienione czynniki powodują zmniejszenie liczby przyjazdów w celach biznesowych, a co za tym idzie — znaczny spadek frekwencji w hotelach od trzech gwiazdek w górę.

— Ponadto trzeba przyznać, że Polska nie jest postrzegana jako kraj szczególnie atrakcyjny turystycznie. Obawy przed podróżami spowodowane międzynarodowym terroryzmem dodatkowo zmniejszają liczbę przyjazdów turystów z zagranicy — podkreśla Marek Dąbrowski.

— Branża hotelowa nie może również liczyć na turystów krajowych. Według badań, 70 proc. społeczeństwa woli wydawać pieniądze na dobra materialne niż na wakacje czy wyjazdy. Ponadto, nie da się ukryć, hotele w Polsce są za drogie w stosunku do możliwości finansowych większej części społeczeństwa. Zaś z drugiej strony osoby, które stać na wojaże, preferują wakacje za granicą — dodaje Piotr Szutowicz.

Brak turystów to nie jedyny problem sieci hotelowych. Marek Dąbrowski wskazuje na coraz poważniejsze wyzwanie, przed jakim stają operatorzy obiektów sieciowych. Wzrasta bowiem aktywność prywatnych, niezależnych właścicieli hoteli. Popularny staje się też wynajem mieszkań w charakterze pokoi hotelowych.

— W tej chwili operatorzy hoteli jeszcze nie uznają tego zjawiska za poważne zagrożenie, ale nie mogą go lekceważyć. Coraz więcej ofert pokoi przygotowanych do krótkotrwałego wynajmu pojawia się w Internecie. Oceniam, że w Warszawie w taki sposób wynajmuje się więcej niż 100 mieszkań rocznie. Do tego należy doliczyć około 150 pokoi oferowanych przez wyspecjalizowane firmy. Główni operatorzy takiej oferty w Warszawie to: Old Town Apartments, Warsaw Apartments, Warsaw Downtown Apartments oraz City Apartments. Ludzie coraz częściej zatrzymują się w takich miejscach, mają one przeważnie bardzo dobry standard i wręcz doskonałą lokalizację np. Stare Miasto w Warszawie — wylicza analityk z Colliers International.

Także obserwowany ostatnio wzrost zainteresowania prowadzeniem własnego hotelu, nie tylko w miejscowościach stricte turystycznych, tworzy konkurencję dla hoteli sieciowych. Wśród prywatnych placówek znajdujących się na obrzeżach Warszawy i w jej okolicach, stanowiących taką konkurencję, Marek Dąbrowski wymienia: hotel Partner na Pradze-Północ, Fort w Białołęce, Mrówka w Konstancinie czy należący do wojska hotel Belwederski w centrum Warszawy.

Niezależnie od wszystkiego, obecnie największym problemem hoteli sieciowych jest spadek frekwencji.

— Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje, jest prosta. Ubywa odwiedzających nasz kraj biznesmenów, a nie przybywa turystów. Oprócz małej atrakcyjności Polski przyczynia się do tego zły stan infrastruktury oraz koszty podróży i utrzymania, wyższe niż np. w Portugalii — mówi Marek Dąbrowski.

Zdaniem analityków, sytuacja się poprawi, gdy rozpocznie się realizacja programu budowy autostrad. Także wejście Polski do UE spowoduje wzrost frekwencji w hotelach. Akces wiąże się bowiem z koniecznością wprowadzenia polityki otwartego nieba, która powinna spowodować konkurencję wśród linii lotniczych i spadek cen.

— Istotnym problemem branży jest również olbrzymia nadpodaż pokoi już istniejących, a trwa budowa kolejnych. Na niekorzystne konsekwencje spadku liczby noclegów szczególnie narażone są Szczecin i Wrocław. Ulokowano tam zbyt wiele obiektów. Także w Warszawie przybywa hoteli wielogwiazdkowych, zlokalizowanych blisko siebie — wylicza Marek Dąbrowski.

Budowa nowych hoteli, mimo spadku frekwencji w już istniejących, spowodowana jest długim okresem ich realizacji, który wynosi nawet 5 lat od podjęcia decyzji. Dlatego też wiele obiektów rozpoczynanych w końcu lat 90., kończonych jest teraz. Okres potrzebny na realizację inwestycji tłumaczy także dlaczego, mimo dekoniunktury w branży, rozpoczyna się w Polsce budowę nowych obiektów.

— Teraz jesteśmy na pograniczu recesji, ale wiele wskazuje na to, że po akcesie nastąpi ożywienie gospodarcze. Powinno ono spowodować wzmożony ruch w hotelach. Ponadto wielu inwestorów, jeśli udało się im zdobyć atrakcyjną lokalizację, jest gotowych inwestować nawet w trudnej sytuacji ekonomicznej. Lokalizacja hotelu często przesądza o powodzeniu obiektu — wyjaśnia Marek Dąbrowski.