Hucpa anty-TVN trafiła do kosza

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2021-12-27 20:00

Słowo stało się ciałem – Andrzej Duda nie wykorzystał całego czasu przysługującego mu do 10 stycznia 2022 r. i już w poświąteczny poniedziałek ogłosił decyzję podpisową w sprawie ustawy z 11 sierpnia o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji.

Zwrócił ją do Sejmu w celu ponownego uchwalenia większością kwalifikowaną 3/5 głosów, która dla PiS jest absolutnie nieosiągalna. Tym samym prezydenckie weto ostatecznie już kończy wielomiesięczną hucpę, której wyłącznym powodem była nienawiść obozu władzy i osobiście Jarosława Kaczyńskiego wobec krnąbrnej stacji TVN. We wrześniu, po odrzuceniu ustawy przez Senat, zakładałem, że do prezesa jednak coś tam dotarło i lex anty-TVN utknie w Sejmie przysypana kurzem. A jednak 17 grudnia trup z szafy został nagle wyjęty – oczywiście z pogwałceniem procedury – i ponownie uchwalony 229 głosami, przy koniecznym progu 227, czyli ledwie. Zagrywka prezesa zdumiewa, ponieważ gdyby nieukończona ustawa po cichu poszła w zapomnienie – szkoda polityczna dla PiS byłaby zdecydowanie mniejsza.

W kadencji 2020-25 prezydent odpępnił się od matki partii drugi raz. Rok temu zawetował obszerną ustawę o działach administracji rządowej. W pierwszej kadencji 2015-20 odmówił podpisania pięciu ustaw, w tym dwóch głośnych sądowych. Statystycznie wychodzi więc na to, że wychowanek PiS robi prezesowi kuku średnio raz na rok. Od czasu do czasu po prostu tak musi ze względów sanitarnych, akurat hucpa anty-TVN nadawała się do tego celu idealnie. Od samego początku była przecież bublem, nawet gdyby weszła w życie – amerykański koncern Discovery znalazłby różne sposoby obejścia jej zapisów, dzięki czemu ani o cent nie zmieniłaby się struktura własnościowa stacji TVN. Dlatego naprawdę zasadne jest pytanie – po co w ogóle Jarosław Kaczyński wywołał cały konflikt, który przyniósł mu same straty, bo co do skutków prawno-kapitałowych był przecież z definicji przegrany.

Andrzej Duda nie daruje PiS zawłaszczania jego uprawnień, a w lex anty-TVN tak właśnie się zdarzyło – przez zbędną wrzutkę nie na temat autorstwa Konfederacji. Fot. Przemysław Keler / KPRP

Starając się uzasadnić ideologicznie lex anty-TVN, władcy wygłosili masę głupstw. Dla mnie numerem jeden pozostaje wątek ciut poboczny, mianowicie szkodliwe wynurzenia premiera Mateusza Morawieckiego na temat państw Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Opozycja wnosiła, żeby ustawa zrównała w uprawnieniach kapitał z Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz z OECD. Ta światowa superliga liczy obecnie 38 członków (w tym 22 z 27 państw UE), Polska właśnie obchodziła srebrny jubileusz członkostwa, w 1996 r. wprowadził nas wicepremier Grzegorz Kołodko. Obecny premier z jednej strony pęczniał z dumy z powodu naszego udziału w OECD, a z drugiej szkodliwie nadawał w tym samym czasie „no, zobaczcie sami, kto należy do tego OECD, czy naprawdę chcielibyście, żeby do takich właścicieli należały polskie media!”. Ze wstydu nie śmiał wymienić żadnego wrażego państwa, dlatego do tej pory nie wiem, kto z OECD jako hipotetyczny właściciel telewizji mógłby Polakom zagrażać – Islandia, Nowa Zelandia, Chile, Kolumbia czy Kostaryka, może Szwajcaria lub Wielka Brytania, no i te najważniejsze Stany Zjednoczone? Lex anty-TVN w koszu, tematu niby już nie ma, pytanie stało się czysto retoryczne – chociaż nie całkiem…