Huśtawka cen zabija transport

Dorota Wojnar, Marcin Bołtryk
opublikowano: 20-11-2008, 00:00

Drogie paliwo staje się przekleństwem firm branży transportowej. Ale bardziej niż drożyzna, dokucza im niestabilność cen.

Taniejąca ropa wcale nie musi oznaczać mniejszych wydatków

Drogie paliwo staje się przekleństwem firm branży transportowej. Ale bardziej niż drożyzna, dokucza im niestabilność cen.

Cena paliwa rządzi branżą transportową. I nie ma znaczenia, czy pod lupę weźmiemy firmy zajmujące się transportem drogowym, linie lotnicze czy przewoźników promowych. Dlatego zakup paliwa stanowi największy składnik kosztów, a trudność w oszacowaniu jego ceny spędza menedżerom sen z powiek. Ale, jak przyznają przedstawiciele firm przewozowych, w ostatnim roku ceny paliwa w tak szybkim tempie przekraczały kolejne granice, że dzisiejsze spadki nie szokują.

Pieniądze w baku

Dla linii lotniczych koszty zakupu paliwa stanowią około 30 proc. wszystkich kosztów. A jeszcze 4-5 lat temu w LOT wynosiły 18 proc., a w British Airways — 10 proc. (dziś 32 proc.). W 2008 r. brytyjskie linie zapłacą za paliwo około 3,1 mld funtów — o miliard więcej niż rok temu.

— Koszty paliwa nie zależą jedynie od ceny ropy, ale również od kursu funta szterlinga w stosunku do dolara, który od kilkunastu tygodni jest niekorzystny. Dlatego roczny rachunek BA za paliwo, regulowany w dolarach, faktycznie się nie zmniejszy — twierdzi Emilia Osewska-Mądry, dyrektor British Airways w Polsce.

Jeszcze więcej na paliwo musi wydać w tym roku Luft-hansa. Roczne zapotrzebowanie grupy wynosi ponad 8 mln ton. W dziewięć miesięcy tego roku firma wydała na nie 4 mld euro, co stanowiło 40 proc. wszystkich jej kosztów.

Zakup paliwa ma nieco mniejszy udział w ogólnych kosztach firm transportu drogowego. Ogólnie stanowi on około 20 proc., ale już w międzynarodowych przewozach całopojazdowych wynosi 25-30 proc. Jeśli zaś chodzi o przewozy promowe, udział kosztów paliwa określa się dla poszczególnych jednostek.

Nierówna reakcja

Cena ropy rośnie od wielu miesięcy. W listopadzie ubiegłego roku baryłka ropy Brent kosztowała 92 dol., a w lipcu 2008 r. — 132 dol. Wszyscy rwali włosy z głowy i na różne sposoby starali się zabezpieczać przed kolejnymi wzrostami, najczęściej wprowadzając różne opłaty paliwowe. Taki zabieg zastosowały m.in. Pekaes, Schenker i Raben. Nie inaczej zachowała się większość linii lotniczych.

— W rozliczeniach z klientami frachtowymi stosujemy, zmienianą co kwartał, dopłatę paliwową, opartą na średniej kwartalnej cenie baryłki ropy. Ze względu na zróżnicowaną długość poszczególnych tras promowych i proporcje udziału kosztów paliwa istnieją trzy poziomy tej dopłaty — dodaje Henryk Kałużny, menedżer frachtu na Polskę, Rosję, Białoruś i Ukrainę w Stena Line.

Dziś za baryłkę ropy trzeba zapłacić 55 dol., za litr oleju napędowego na polskich stacjach około 3,95 zł (w lipcu 4,71 zł), a za tonę paliwa lotniczego 690 dol. (w lipcu 1357 dol.). I co? Na razie nie widać gwałtownych spadków cen usług, choć niektóre linie lotnicze już zdecydowały się na obniżki.

— W połowie października 2008 r., kiedy cena baryłki ropy naftowej spadła do około 70 dol, British Airways wprowadziły redukcję dopłat paliwowych na dalekich trasach. Jeśli warunki rynkowe na to pozwolą, zrobimy to samo na trasach europejskich — obiecuje Emilia Osewska-Mądry.

Podobny ukłon w stronę pasażerów zadeklarował polski przewoźnik. Ściął opłatę paliwową na niektórych trasach do Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Austrii.

— Kluczowa dla podjęcia decyzji o obniżeniu lub podwyższeniu cen biletów jest stabilność rynku paliw, nie chwilowy wzrost lub spadek ceny ropy. Bilety LOT-u zdrożały mniej niż u innych przewoźników, mimo że ceny ropy szybowały w górę. Koszty z tym związane braliśmy na siebie, nie obciążając nimi pasażerów. Podobnie jak nie podejmowaliśmy pochopnie decyzji o podniesieniu cen biletów wtedy, tak teraz czekamy na ustabilizowanie się sytuacji na rynku, aby zdecydować o trwałym obniżeniu cen i uniknąć ponownych podwyżek — mówi Wojciech Kądziołka z LOT-u.

Dzięki niższej kwartalnej cenie baryłki ropy naftowej od stycznia przyszłego roku spaść winien także poziom dopłaty paliwowej w przewozach promowych.

Może będzie taniej

Przyszłość będzie znacznie lepsza niż mijające miesiące — twierdzą analitycy rynku. Nawet gdy wzrośnie cena ropy na giełdach, ceny na stacjach nie powinny gwałtownie poszybować w górę.

— Realny poziom średnich cen paliw do lutego przyszłego roku powinien utrzymywać się w przedziale 3,75–4,10 zł za litr. Spadek w długim okresie poniżej tego poziomu wydaje się mało prawdopodobny. Przeszkodą dla silnych redukcji cen paliw na rynku krajowym może okazać się słabszy złoty. Właśnie ze względu na mocne powiązanie między cenami ropy i kursem euro do dolara oraz duży udział obciążeń podatkowych na paliwa w kraju, skala spadku cen paliw na stacjach jest nieproporcjonalna do spadku cen ropy — wskazuje Urszula Cieślak, dyrektor marketingu BM Reflex.

— Ceny ropy naftowej w nadchodzących tygodniach mogą spaść, ale już w wolniejszym tempie niż w ostatnich kilku miesięcach, potem powinny się powoli stabilizować. Przy założeniu, że kurs złotego wobec dolara utrzyma się na poziomie zbliżonym do obecnego, oznacza to, że na stacjach ceny paliw jeszcze spadną, osiągając poziomy najniższe od jakichś dwóch lat — dodaje Szymon Araszkiewicz, analityk rynku paliw.

Spadek cen to dobra wiadomość, ale byłaby lepsza, gdyby się stabilizowały. Bo nie tylko droga ropa zabija branżę transportową — nawet gorsze od tego są ekstremalne wahania cenowe. Dlatego największe szanse na przetrwanie będą miały firmy elastyczne, szybko dostosowujące się do zmiennych wymagań rynku.

— Gwałtownie zmieniające się ceny ropy i osłabienie wzrostu gospodarczego zmuszają linie lotnicze do podejmowania radykalnych decyzji co do taryf. Ale zmiany zależą także od reakcji rynkowych na warunki makroekonomiczne, m.in. od tego, jak dalece pasażerowie będą musieli ograniczać koszty podróży i jak będą kształtowały się poszczególne rynki regionalne, które — rozwijając się w różnym tempie — mogą powodować różny popyt na przewozy — wskazuje Emilia Osewska-Mądry.

Dorota Wojnar

Marcin Bołtryk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar, Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu