Huty nie wykorzystują wywalczonych limitów

Barbara Warpechowska
opublikowano: 2010-10-20 00:00

Polskie hutnictwo nie wykorzystuje w pełni otrzymanych limitów emisji CO2. Ale żadna firma nie sprzedała darmowych uprawnień.

Kupowanie uprawnień do emisji dwutlenku węgla okazało się zbyteczne

Polskie hutnictwo nie wykorzystuje w pełni otrzymanych limitów emisji CO2. Ale żadna firma nie sprzedała darmowych uprawnień.

Zgodnie z podziałem resortu środowiska hutnictwo w Polsce na lata 2008-12 otrzymało 11,08 mln ton rocznie. Każda branża walczyła o zwiększenie przyznanych limitów. Trzy lata temu energetycy straszyli, że plan ministra wywoła wysokie podwyżki cen prądu. Producenci cementu mówili o przenoszeniu fabryk na wschód. Hutnicy przypominali, że zredukowali emisję CO2 aż o 60 proc., a huty są nowoczesne i doszły do technologicznej ściany.

Kryzys wyrównał

Trzy lata temu Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa (HIPH) prognozowała, że do 2012 r. polskie zużycie wyrobów stalowych wzrośnie o jedną czwartą z 12 do 16 mln ton rocznie. Z tym musi się wiązać wzrost emisji CO2, bo w hutnictwie jego emisja ma charakter procesowy, czyli rośnie, gdy rośnie produkcja stali. Zbyt niski przydział uprawnień — w opinii HIPH — przekreślał szanse hut na rozwój.

Kryzys gospodarczy wywrócił wszystkie prognozy. Zamiast wzrostu nastąpił znaczący spadek produkcji. Miesięczna produkcja stali w Polsce w połowie 2007 r. przekraczała 900 tys. ton. W grudniu 2008 r. spadła o ponad połowę, osiągając 432 tys. ton. Koncerny zamykały poszczególne oddziały, wyłączały wielkie piece, zwalniały pracowników, cięły koszty, gdzie się dało. Wszystko pod hasłem restrukturyzacja. Tak się zresztą działo w całej gospodarce, we wszystkich branżach.

Nie sprzedajemy

Ucichły też dyskusje o zbyt niskich limitach CO2. Produkcja stali w Polsce spadła o 27 proc. To oznaczało również niższą emisję gazów. Jak wynika z danych HIPH emisja pyłów w krajowym hutnictwie stalowym maleje z każdym rokiem. W 2009 r. średnia emisja pyłów na tonę stali surowej była niższa o 26,3 proc. od zarejestrowanej w 2008 r. W strukturze zanieczyszczeń gazowych w przemyśle stalowym największy udział stanowi emisja CO2 (98,1 proc.). Reszta to: NO2, SO2 i CO.

Nic zatem dziwnego, że huty nie przekroczyły przyznanych im dotychczas praw do emisji. Deklarują, że niewykorzystane uprawnienia trzymają, czekając na wzrost produkcji.

Uprawnienia są ważne aż do 2020 r. i nie mogą zostać anulowane. Firmy mogą je sprzedać. Obecna cena prawa do emisji tony CO2 wynosi 14-15 EUR.

Oburzenie w branży wywołał niedawny raport brytyjskiej firmy Sandbag, która napisała, że główne koszty zmniejszenia emisji gazów wpływających na efekt cieplarniany ponoszą elektrownie, podczas gdy np. huty i cementownie zarobią na tym miliardy. Europejskie przedsiębiorstwa zaoszczędzą w latach 2008-12 około 1 mld uprawnień, czyli 10 proc. całej puli. Liderem wśród posiadaczy niewykorzystanych limitów jest ArcelorMittal. Jak podaje Sandbag, hutniczy gigant zgromadzi około 102 mln praw wartych łącznie ponad 1,4 mld EUR (według obecnych cen). Następne miejsca zajmują: Lafarge (cementownie), Corus (huty) i Cemex (cementownie), które razem mają około 78 mln praw.

Tylko, że jakoś do tej tezy o "tłustych kotach", jak ich nazywają brytyjscy analitycy, nie pasuje CEZ (energetyka), który zaoszczędził uprawnienia o wartości 196 mln EUR.

— Bez względu na to, jak będzie wyglądało zapotrzebowanie na stal, nie planujemy sprzedaży uprawnień. Jeżeli nie wykorzystamy ich w procesie produkcji stali, zainwestujemy je w projekty zwiększania efektywności energetycznej w naszych zakładach — zapewnia Sanjay Samaddar, prezes ArcelorMittal Poland.

Dodaje, że jako lider rynku, jego spółka zdaje sobie sprawę z tego, że jest odpowiedzialna za obniżenie emisji.

— W ArcelorMittal wyznaczyliśmy sobie cel ograniczenia globalnego poziomu emisji o 8 proc. do końca 2020 r. Inwestujemy w technologie, które umożliwią osiągnięcie tego pułapu. Jednak do chwili wdrożenia takiej technologii potrzebujemy uprawnień do emisji, aby utrzymać europejską część naszych operacji. Warto również zaznaczyć, że polityki rządowe, mające na celu przeciwdziałanie zmianom klimatycznym, powinny być planowane w skali globalnej, ponieważ stal produkowana jest na całym świecie — mówi Sanjay Samaddar.

Zmiany w 2013 roku

Z jednej strony mamy raporty o "tłustych kotach" i nawoływanie, aby zrezygnować z preferencyjnego traktowania sektorów, które są narażone na tzw. wyciek emisji, czyli przenoszenie produkcji poza Europę. Na opublikowanym w grudniu 2009 r. wykazie tzw. carbon leakage znalazł się m.in. sektor stalowy.

Z drugiej strony jest natomiast czytelne przypomnienie, że stal produkuje się na całym świecie. To oczywiście prawda. Przedsiębiorstwa hutnicze z rozwiniętą technologią, kapitałem i doświadczeniem są firmami globalnymi, które szukają surowców i biznesowych okazji. Integracja i globalizacja są już trwałym trendem przemysłu stalowego.

O co zatem chodzi? O liczbę bezpłatnych uprawnień do emisji w latach 2013-20. Nie będzie już krajowych podziałów limitów, lecz jeden obowiązujący w całej UE. Główną zasadą stanie się system aukcyjny. Branże narażone na przeniesienie produkcji będą w dalszym ciągu nieodpłatnie otrzymywać całość swoich uprawnień pod warunkiem wykorzystywania najskuteczniejszej technologii ograniczającej poziom emisji. Podstawą przydziału będą wskaźniki emisyjne (benchmarki). Do końca 2010 r. Komisja Europejska powinna przyjąć przepisy wykonawcze dotyczące ich poziomu i rozdziału. Na razie projekt wywołuje spory sprzeciw ze strony przemysłu.

Karuzela z CO2

Spór Polski z Komisją Europejską ciągnął się dwa lata. Polska na lata 2008-12 domagała się 284,6 mln ton uprawnień do emisji CO2, a dostała 208,5 mln ton rocznie. Nasz kraj wygrał w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu, ale w KE zażądał uwzględnienia nowych danych, w tym dotyczących wzrostu gospodarczego. W 2008 r. polskie zakłady wyemitowały 204,1 mln ton, czyli jeszcze poniżej oprotestowanego limitu.