W państwowych hurtowniach klient pokornie pytał i najczęściej słyszał: nie ma. U nas będzie inaczej — postanowił Andrzej Kakareko.
Elkond jest największą hurtownią materiałów elektrycznych w północno-wschodniej Polsce. Na początku lat 80. Andrzej Kakareko pracował w katowickiej Elektrobudowie. Przed stanem wojennym koledzy wybrali go na przewodniczącego Solidarności. Okazało się, że miało to decydujący wpływ na jego drogę zawodową.
— Kiedy sytuacja zrobiła się nieprzyjemna, postanowiłem poszukać sobie innej pracy. Okazało się jednak, że mimo moich starań tej pracy dla mnie nie było. Bardzo możliwe, że zadziałała jakaś negatywna opinia z góry — podejrzewa Andrzej Kakareko.
Firma w teczce
Wtedy postanowił, że będzie działał prywatnie jako elektryk. W 1983 r. mógł to urzeczywistnić tylko w formie zakładu instalatorstwa elektrycznego. Tak też zrobił.
— Trudno było wtedy prywatnej osobie dostać zlecenie, dlatego działałem w ramach spółdzielni rzemieślniczej. W ten sposób dużo łatwiej zdobywałem umowy —tłumaczy Andrzej Kakareko.
Wspomina, że założenie prywatnej działalności nie było wtedy trudne, ale już zamiar jej rozwinięcia napotykał przeszkody.
— Wówczas się mówiło, że najlepiej, jeżeli firma mieści się w teczce, którą można zawsze wyrzucić przez okno i o niej zapomnieć. Jeśli ktoś decydował się na mocne rozwinięcie firmy, musiał liczyć się z wieloma kontrolami finansowymi, a czasem z poważnymi konsekwencjami — opowiada Andrzej Kakareko.
Przez pewien czas miał firmę „w teczce”, ale zdecydował, że założy hurtownię materiałów elektrycznych.
— Pomysł wziął się z obserwacji działania państwowych hurtowni. Wyglądało to tak: klient stawał pod okienkiem i grzecznie zadawał pytanie, na które sprzedawczyni i tak najczęściej odpowiadała: nie ma. Postanowiłem, że u nas będzie inaczej — mówi Andrzej Kakareko.
Założył spółkę cywilną, w skład której weszli także Mirosław Olszewski i Wacław Panas. Szefują jej wszyscy do dziś. W 1991 r. wspólnie otworzyli hurtownię materiałów elektrycznych.
— Pierwsze lata były najlepsze. Wysoka marża i prawie bez konkurencji. Zaopatrzenie? Jeśli ktoś wiedział, gdzie szukać towaru i miał za co kupić, to nie było dla niego problemu — dodaje Andrzej Kakareko.
Bezużyteczna granica
Firma szybko rozszerzała działalność. Pierwszą siedzibą miała w małej budce przy ul. Octowej. Po kilku latach Elkond przeprowadził się na działkę o powierzchni 4 tys. mkw., z czego 1,2 tys. zajmowały magazyny. Dziś ma trzy sklepy w Białymstoku i oddział w Łomży.
— Ostatnie lata to czas stabilizacji, zarówno jeśli chodzi o marżę, zysk, obroty, jak i o kadrę. Jeżeli są tu zmiany, to rzędu najwyżej 5-10 proc. rocznie. Dziś już trudno o rewolucję — mówi Andrzej Kakareko.
Elkond jest zdecydowanym liderem w swojej branży w północno-wschodniej Polsce. Współpracuje z nimi większość działających na tym terenie instalatorów, przedsiębiorstw budowlanych i zakładów przemysłowych. Odbiorcami są też najwięksi projektanci i architekci.
— Czasem żałuję, że jesteśmy tak odcięci od wschodnich sąsiadów. Działamy przy granicy, za którą niewiele się dzieje. A przecież moglibyśmy wozić do nich swój towar — stwierdza Andrzej Kakareko.
I przyjemnie, i zdrowo
Przyszłość branży widzi w łączeniu się polskich firm.
— Chciałbym, aby kilka hurtowni wielkości mojej połączyło się w jeden organizm. Wtedy moglibyśmy zdobyć dominującą pozycję na rynku polskim czy nawet w Europie Wschodniej. Ale to wymaga woli wielu stron. Trzeba tylko przełamać pewne bariery psychologiczne, bo fachowością kadry i obsługi oraz zaangażowaniem już teraz możemy konkurować z największymi firmami z Zachodu — podkreśla Andrzej Kakareko.
A że nie brakuje mu zaangażowania i systematyczności, najlepiej widać po jego hobby.
— Codziennie jeżdżę rowerem. W dzień roboczy — 20-30 km, a w wolny, jak się rozkręcę, to nawet 40-50 km. To wymaga zacięcia i czasu, ale daję radę. Najważniejsze to dobra organizacja — jak w firmie. A przy okazji i przyjemnie, i zdrowo — dodaje Andrzej Kakareko.
