IDM: GPW nie poddała się wyprzedaży

Marek Druś
opublikowano: 2002-09-30 18:49

Tylko tym słowem można określić to, co się działo na GPW S.A. Spadek indeksu WIG20 o 1,8 % i kontraktów terminowych o 2,8% można potraktować, jako kosmetyczną korektę w kontekście sześcio i siedmioprocentowych spadków na Zachodzie. Czyżby jedynym powodem tak „dobrych” cen polskich akcji był koniec kwartału i utrzymywanie ich na stosunkowo wysokim poziomie celem osiągnięcia lepszych wycen bilansowych? Gdyby przesunąć dzisiejszą sesję nieco w czasie, tak aby to już dziś był 1 października, to jak przypuszczam futuresy powinny zmagać się z magicznym „tysiącem”, a tak trzeba będzie zaczekać niestety do jutra. W końcu już podczas dzisiejszego zamknięcia rynek pokazał, że z długimi pozycjami na noc zostawać nie chce. Zastanawia mnie tylko to, kto był skłonny płacić za te kontrakty piętnaście punktów więcej na 20 minut przed fixingiem kończącym sesję, ale w końcu niepoprawnych optymistów nigdy nie brakuje. Przy takiej koniunkturze ogólnoświatowej i słabych danych makroekonomicznych, tych co dzisiaj otwierali długie pozycje można określić jedynie twardzielami. No chyba że inwestycje są dokonywane za środki pieniężne społeczeństwa. Wtedy to, takie zakupy można robić z lekką ręką, nie przejmując się, czy akcje spadają dwa, trzy, czy dziesięć procent. Jedyna nadzieja tylko w tym, że za takie inwestycje ktoś kiedyś zapłaci, a nasze akcje będą kosztowały tyle ile są realnie warte. Obawiam się, że póki co, tylko my płacimy cenę naszych kochanych zarządzających.

Do przysłowiowego „tysiąca” na kontraktach serii grudniowej pozostało jedynie 21 punktów. Wszystko wskazuje na to, że „blackjacka” możemy zaliczyć już na jutrzejszym otwarciu, oby tylko nie przeszkadzały w tym OFE, które jak sądzę same już utrzymują kursy polskich akcji, nie pozwalając im spadać i w rezultacie tracą możliwość dokonywania zakupów w korzystnych cenach dla przyszłych emerytów.

Paweł Gołębowski