Kolejna spadkowa sesja na warszawskiej giełdzie. Pomimo, że rynki zachodnie pomału odrabiają straty, u nas cały czas panuje bessa i wcale nie widać jej końca. Indeks WIG20 zniżkował 2,3%, a kontrakty FW20U2 2,1%. Wszystko to przy bardzo dużych obrotach: ponad 200 mln. na spocie i 15 tys. sztuk na futuresach, za sprawą w głównej mierze zagranicznych inwestorów i wysypywania przez nich akcji. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie widać końca tych spadków. Kontrakty straciły od ostatniego istotnego maksimum 200 pkt. i dzisiaj bez większych problemów zbliżyły się do wartości 1200 pkt., a nawet na chwilę ją przebiły.
Początek sesji ponownie nie zapowiadał takiego końca. Futuresy otworzyły się 10 punktów powyżej wczorajszego zamknięcia i zgodnie z tendencjami na Zachodzie. Niestety, wraz z otwarciem rynku akcji, zaczęto pozbywać się kontraktów, a raczej otwierać krótkie pozycje. Za sprawą wyprzedaży akcji przez zachodnich inwestorów, tuż po 10.00 przełamaliśmy 1240 pkt. by z biegiem czasu ustanawiać kolejne dołki. Zdarzały się momenty wytchnienia i ruchy powrotne w górę, ale po nich zawsze następowały kolejne fale spadków, jeszcze głębsze. W zasadzie przez całe dzisiejsze notowania kurs kontraktów poruszał się jednostajnie w dół. Swoje minimum ustanowił dwa punkty poniżej 1200 podczas gdy panicznie wyzbywano się akcji TP S.A. Kurs tej największej polskiej spółki telekomunikacyjnej spadł wtedy poniżej 11.00 zł. Ostatecznie zamknięcie ustalono po 1206 pkt.
Tak jak już pisałem w poprzednich komentarzach, tak i w tym muszę napisać, że sytuacja na GPW będzie rozgrywana pod dyktando zachodnich inwestorów. Dopóki oni nie przestaną wycofywać kapitału z polskiego rynku, dopóty na większe odbicie w górę nie ma co liczyć, a każdy wzrost dziesięciopunktowy należałoby uznać jako sygnał do zamknięcia długich pozycji. Z trendem nie ma co walczyć, należy mu się poddać.
Paweł Gołębowski