Idzie ku wyborom

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-01-29 00:00

W tym tygodniu na czoło listy politycznych przebojów wskakuje ogłoszenie raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, wypierając takie hity, jak badanie kwasu deoksyrybonukleinowego Andrzeja Leppera czy ambicjonalny spór europosłów PO w Parlamencie Europejskim. Ale dla nas numerem 1 pozostaje bitwa o samorządy (niektóre), gdyż chodzi w niej nie tylko o igrzyska, lecz o chleb — czyli zarządzanie wielkimi finansami.

Na czynnej całą dobę warszawskiej poczcie głównej nie tylko 30 kwietnia, gdy upływa termin wysyłania PiT-ów, ale co dzień ustawiają się przed północą kolejki klientów z kancelarii prawnych, biur rachunkowych etc., którzy pisma sądowe czy podatkowe muszą nadać z konkretną datą, bo inaczej wszystko przepadnie. W ich ocenie niefrasobliwość Hanny Gronkiewicz-Waltz (według ostatniej wersji spóźniła się z oświadczeniem majątkowym męża Andrzeja o 10 godzin) dyskwalifikuje ją jako prawnika praktyka. Jeśli kiedyś zechciałaby założyć kancelarię, wspomnienie tej sprawy będzie dla klientów ostrzeżeniem. Nie dyskwalifikuje jej jednak jako polityka, dlatego Gronkiewicz-Waltz pozostaje na razie w pełni umocowanym prezydentem Warszawy. I będzie nim po wygranych ponownie wyborach — ale pewnie okołokwartalnej przerwy nie uniknie.

Wymuszone bezmyślnością kilkuset samorządowców powtórkowe wybory odbędą się bez względu na ich koszty, albowiem idea „taniego państwa” przyświecała Prawu i Sprawiedliwości tylko wtedy, gdy za wszelką cenę, dosłownie po prawnych trupach, dążyło do nieprzeprowadzania wyborów prezydenta stolicy po odejściu Lecha Kaczyńskiego. Podczas plenum w sobotę kierownicza partia potwierdziła twardy kurs walki ze „starymi układami na szczeblu wojewódzkim i niższych”. Oznacza to tyle, że budowniczowie IV RP nie mogą się pogodzić z odrzuceniem ich utopijnej idei w listopadowych wyborach lokalnych i kombinują, jakby tu błądzące samorządy „wyciągnąć z dołka” drogą ustawową.

Konkluzja jest następująca: spóźnialscy samorządowcy powinni przestać ronić dziewicze łzy i przywoływać na pomoc narodowych wieszczów, lecz uznać własną kompromitację i ponownie poddać się ocenie wyborców. Uwagi te w pierwszej kolejności dotyczą urzędującej pani prezydent stolicy. Z drugiej strony — jeśli przed powtórnymi wyborami ekipie PiS przyszłaby do głowy pilna nowelizacja ustawowa, zwiększająca możliwość ingerowania przez władzę rządową w sprawy samorządu, to nie byłoby to postępowanie „na granicy przestępstwa”, lecz dosłownie — konstytucyjne przestępstwo.