Partnoy twierdzi, że inwestorzy i regulatorzy nie powinni nadal posługiwać się ocenami pochodzącymi od skompromitowanych agencji ratingowych. Zamiast tego powinni powrócić do „staroświeckich” metod oceny wiarygodności kontrahenta.
- Nikt nie mylił się bardziej niż Moody’s i S&P – napisał Partnoy w artykule w The New York Times, którego współautorem jest Jerome S. Fons, były dyrektor zarządzający w Moody’s.
Partnoy i Fons wskazują, że agencje ratingowe dawały mniej niż rok temu wysokie oceny 11 spółkom finansowym, które wpadły w największe tarapaty, m.in. AIG i zbankrutowanemu Lehman Brothers. Najwyższe oceny miały także instrumenty strukturyzowane, które dziś określane są mianem „toksycznych”.
Partnoy i Fons zwracają uwagę, że wielu inwestorów decyduje się kupować lub sprzedawać, lub nawet jest zobowiązanych aby to robić, kiedy rating ulega zmianie. To może prowadzić do gwałtownych wyprzedaży, a nawet paniki.
- Jesteśmy w pułapce ratingów – pisze Partnoy. – W miarę jak regulatorzy i instytucje uzależniały działania od ratingów, agencje stawały się coraz mniej chętne do ich obniżania – podkreślili autorzy.
Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) planuje „okrągły stół” w kwietniu, podczas którego omówiono by zasady, którymi kierować się powinny agencje ratingowe. Szefowa SEC, Mary L. Schapiro, uważa, że sposób w jako opłacane są obecnie agencje, powoduje konflikt interesów.
Dotychczas to spółki płaciły agencjom za wystawiane ratingi dla emitowanych
obligacji.