Igor Ostachowicz wyszedł z cienia

opublikowano: 25-09-2014, 00:00

Spec od kreowania wizerunku premiera Tuska będzie odpowiadał za komunikację, pozyskiwanie unijnych pieniędzy i lobbing w PKN Orlen. Transfery z polityki do biznesu nie zawsze kończyły się źle

„Jeżeli urzędnik państwowy w randze sekretarza stanu napisał tak dobrą powieść, to być może rządzą nami ludzie lepsi, niż bylibyśmy skłonni przyznać” — tak zaczynała się jedna z recenzji książki „Nocy żywych Żydów” napisanej przez Igora Ostachowicza, określanego często szarą eminencją w kancelarii Donalda Tuska. Pochlebna opinia nie była odosobniona — książka została w 2013 r. nominowana do Nagrody Nike, najważniejszej nagrody literackiej w Polsce. Wydawało się więc, że po latach dbania o wizerunek premiera jej autor wybierze drogę artystyczną. Nic z tych rzeczy — wczoraj został członkiem zarządu PKN Orlen, największej firmy w Polsce (pod względem obrotów). Do zarządu wszedł po tym, jak skarb państwa skorzystał ze statutowego uprawnienia do nominowania jego członka. Co specjalista od kreowania wizerunku polityków będzie robił w paliwowym gigancie? W obszarze jego kompetencji będą „działania w zakresie komunikacji korporacyjnej, sprawy public affairs, pozyskiwanie funduszy rozwojowych, w tym funduszy unijnych, a także kwestie związane z bezpieczeństwem energetycznym” — czytamy w komunikacie Orlenu.

Zastanawiałem się nad takim zawodem, który mi da pieniądze, ale nie będzie wymagał całkowitego poświęcenia — mówił „Newsweekowi” o swoich pierwszych pomysłach na życie Igor Ostachowicz, wolny czas wykorzystałby wówczas na pisanie książek. Po latach pracy w marketingu spełniło się na pewno jedno — już jako PR-owiec Tuska napisał książkę. Urzędnik i gość od pomagania, jak o sobie mówił, teraz sprawdzi się w biznesie. Dużym.
Zobacz więcej

GURU PREMIERA:

Zastanawiałem się nad takim zawodem, który mi da pieniądze, ale nie będzie wymagał całkowitego poświęcenia — mówił „Newsweekowi” o swoich pierwszych pomysłach na życie Igor Ostachowicz, wolny czas wykorzystałby wówczas na pisanie książek. Po latach pracy w marketingu spełniło się na pewno jedno — już jako PR-owiec Tuska napisał książkę. Urzędnik i gość od pomagania, jak o sobie mówił, teraz sprawdzi się w biznesie. Dużym. [FOT. PAP — RADEK PIETRUSZKA]

Wizerunek i dotacje

Pod tymi szerokimi pojęciami kryją się konkretne zadania. Głównym zadaniem będą działania komunikacyjne i relacje z administracją na rynkach zagranicznych, na których Orlen poczyna sobie coraz śmielej — niedawno zainwestował w Kanadzie, od lat obecny jest w Czechach, Niemczech i na Litwie.

— To spec od komunikacji. Na dodatek w otoczeniu urzędników i polityków czuje się jak ryba w wodzie — mówi osoba dobrze znająca Igora Ostachowicza.

O tym, jak dużo potrafi w obszarze kreowania wizerunku, wielokrotnie rozpisywały się media. Stał się wręcz postacią mityczną, gdy mówiono, że premier Donald Tusk słucha tylko jego i bardzo liczy się z jego zdaniem. Czy umiejętności budowania wizerunku polityków wystarczą do kreowania wizerunku koncernu?

— Narzędzia i chwyty są takie same, ale trzeba mieć dużą inteligencję, wrażliwość, pokorę i doświadczenie, by wiedzieć, jak je stosować w tych dwóch różnych światach — mówi Jerzy Ciszewski, do niedawna właściciel czołowej agencji PR, były doradca premiera Marka Belki. Ale kreowanie wizerunku Orlenu to niejedyne jego zadanie — drugim obszarem będzie pozyskiwanie funduszy unijnych. Orlen niedawno powołał biuro projektów innowacyjnych, które ma podnieść technologiczny poziom koncernu. Niedawno takie zadanie dla spółek wyznaczył Włodzimierz Karpiński, minister skarbu. Docelowo biuro Orlenu ma stać się czymś na kształt funduszu venture capital, który będzie wyszukiwał i inwestował w obiecujące nowe technologie z obszaru podstawowej działalności koncernu, np. związane z wydobyciem ropy i gazu czy przemysłem petrochemicznym. Igor Ostachowicz ma szansę wykorzystać swoją znajomość procedur pozyskiwania unijnego wsparcia — w latach 2005-06, za rządów PiS, był doradcą Grażyny Gęsickiej, minister rozwoju regionalnego.

Powrót do korzeni

Wprowadzenia go do zarządu Orlenu trudno nie oceniać jako nominacji politycznej, wszak przez ostatnie siedem lat pracował w kancelarii Donalda Tuska. Z informacji „PB” wynika, że były premier chciał go zabrać ze sobą do Brukseli, ale on wolał przejść, a właściwie wrócić, do biznesu. W latach 2006-07 r. był dyrektorem marketingu w PGE — trafił tam po odejściu z gabinetu Gęsickiej, a odszedł, gdy zaczęła się sypać koalicja PiS-LPR- Samoobrona. Ma doświadczenie również z prywatnych, choć dużo mniejszych firm, w których pracował lub kierował działami marketingu — w latach 1996-2000 w Biovenie/Pol-Nilu (producent i dystrybutor farmaceutyków i kosmetyków), Zibi (dystrybutor zegarków), Unicolorze (producent kosmetyków) oraz Medlab-Products (dystrybutor farmaceutyków).

— Igor wie, jak funkcjonuje biznes. Na pewno nie jest rasowym politykiem, który przychodzi do państwowej spółki na emeryturę — mówi jeden z naszych rozmówców.

Polityczne transfery

Transferów osób związanych z polityką do państwowego biznesu jest sporo i dochodziło do nich za rządów wszystkich opcji. Jednym z najgłośniejszych przypadków była nominacja Stanisława Dobrzańskiego, byłego ministra obrony i polityka PSL, który w 2001 r. został prezesem Polskich Sieci Elektroenergetycznych, spółki kontrolującej wówczas praktycznie całą polską energetykę. Wiesław Kaczmarek, ówczesny minister skarbu, umotywował nominację słynnym hasłem „Staszek chciał się sprawdzić w biznesie”. Również PiS nie stroniło od takich ruchów, w 2007 r. np. doradcą prezesa PKO BP został Kazimierz Marcinkiewicz, były premier i polityk PiS, a wiceprezesem Banku Ochrony Środowiska został skarbnik tej partii — Stanisław Kostrzewski. Za rządów obecnej koalicji także było kilka spektakularnych transferów — najgłośniejszy to przejście Aleksandra Grada, byłego ministra skarbu, na stanowisko prezesa spółki jądrowej PGE, a potem do zarządu Tauronu. Inny przykład to przejście Adama Leszkiewicza, byłego wiceministra skarbu, do chemicznych ZAK czy objęcie funkcji prezesa Kompanii Węglowej przez byłą wiceminister gospodarki — Jolantę Strzelec-Łobodzińską. Takie transfery nie są zresztą jedynie polską specyfiką — Gerhard Schroeder, były kanclerz Niemiec, wszedł do władz Nord Streamu, spółki budującej gazociąg przez Bałtyk, kontrolowanej przez rosyjski Gazprom. Wyniki dziesiątek, jeśli nie setek, menedżerów, którzy do państwowych spółek trafili z politycznego nadania, są różne. Jedni koncentrują się na zachowaniu posady, ale nie brak również przykładów pozytywnych. Wystarczy przypomnieć Krzysztofa Kiliana, bliskiego współpracownika Donalda Tuska, który został prezesem PGE. Pod jego rządami spółka się rozwijała, a prezes nie chciał się zgodzić na budowanie na niekorzystnych dla niej warunkach elektrowni w Opolu i wszedł z premierem w konflikt, który kosztował go utratę posady.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu