Igrzyskom grozi dziura w budżecie
Australijskie media narzekają na brak reklamodawców
Na kilka dni przed rozpoczęciem igrzysk olimpijskich w Sydney skrupulatnie wyliczony budżet jest zagrożony. Sprzedano zaledwie jedną trzecią planowanej liczby biletów na sportowe imprezy. Organizatorów nie rozpieszczają również reklamodawcy.
Do kas zajmujących się sprzedażą biletów wpłynęło na razie około 50 mln USD (około 217 mln zł). To tylko 33 proc. spodziewanych wpływów. Budżetową dziurę może pokryć częściowo finansowe wsparcie ze strony międzynarodowych organizacji olimpijskich wysokości około 140 mln USD (610 mln zł). Tradycyjnie znaczącym źródłem przychodów będą również wpływy z praw do telewizyjnych transmisji. Szacuje się, że wyniosą one około 1,3 mld USD (5,64 mld zł), z czego 60 proc. (czyli około 800 mln USD (3,47 mld zł) zasili budżet komitetu organizacyjnego. Jednak wstępne szacunki łącznych wydatków opiewają na blisko 2,5 mld USD (10,85 mld zł). Australijscy organizatorzy nie wpadają na razie w panikę.
-— Zgodnie z prognozą budżetową, przychody ze sprzedaży biletów powinny wynieść 150 mln USD (651 mln zł). Mamy nadzieję, że w ciągu trzech tygodni osiągniemy ten pułap — mówi Peter Knight, odpowiedzialny w australijskim rządzie za olimpiadę.
Nie będzie to możliwe bez przyrostu dynamiki sprzedaży.
— Na pewno nie sprzedamy biletów na wszystkie imprezy, ale tego nie udało się żadnemu organizatorowi dotychczasowych olimpiad — dodaje Peter Knight.
Na taki stan rzeczy częściowo wpływa specyfika australijskiej publiczności. Kompletów na widowni nie zgromadzą ani występy lekkoatletów, ani turniej koszykówki, które na świecie cieszą się sporą oglądalnością.
Korekta oczekiwań
Chyba jeszcze żadne igrzyska nie wzbudzały tylu negatywnych reakcji. Protesty Aborygenów i terroryści w elektrowni atomowej to tylko niektóre przykłady, które jednak układają się w bardziej ogólny obraz. Być może właśnie dlatego igrzyska nie cieszą się także zainteresowaniem reklamodawców. Na kilka dni przed inauguracją wszystkie stacje telewizyjne i australijskie gazety skarżą się na nie wykorzystane moce reklamowe. W efekcie konieczna staje się nieraz korekta oczekiwań. Stawki za emisję spotów w sieci Nine and Ten spadły już o 40 proc.
— Zaskakuje ilość dostępnego czasu reklamowego w porach wysokiej oglądalności — mówi Simon Rush ze spółki Optimedia.
Brakuje również innych symptomów przedolimpijskiej gorączki. Nie należy się spodziewać oczekiwanego boomu na rynku nieruchomości. Na razie ceny lokali na przedmieściach Sydney wzrosły zaledwie o 0,5 proc. Dla porównania — w Barcelonie w okresie od 1986 do 1993 roku nastąpił 240-proc. wzrost cen.
Efekt makro
Na ocenę realizacji organizacyjnego budżetu przyjdzie jednak poczekać. Nie można zapomnieć, że igrzyska wymykają się prostym kalkulacjom bieżących kosztów i wpływów. Bardziej istotne są bowiem długoterminowe korzyści, związane np. z prognozowanym wzrostem konsumpcji w latach 1994-2006, wzrostem zatrudnienia i inwestycjami w infrastrukturę. Gdy uwzględni się wszystkie te czynniki, wtedy okaże się, że organizacja igrzysk staje się dla regionu i kraju przedsięwzięciem opłacalnym.
CORAZ MNIEJ COUBERTINA: Olimpiady stają się coraz bardziej kosztowne. Nawet rosnące ceny za telewizyjne transmisje nie są w stanie pokryć nakładów finansowych.