Ile jeszcze wytrzyma konsument

opublikowano: 23-10-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Płace spadają, a sprzedaż detaliczna rośnie. Chyba już niedługo.

Kilka dni temu na jednej z konferencji dotyczących rynku fuzji i przejęć padła opinia, że wśród obarczonych podwyższonym ryzykiem w najbliższych kwartałach znajdą się sektory nastawione na sprzedaż dla konsumentów. Spadek płac wywołany inflacją zmniejsza potencjał zakupowy. To jak najbardziej racjonalne spojrzenie. Na razie jednak konsument trzyma się nieźle - płace spadają, a sprzedaż detaliczna wciąż rośnie.

Skąd ta odporność konsumenta? Potencjalnie są trzy wyjaśnienia. Migracja, redukcja oszczędności i cięcia podatków. Wszystkie trzy czynniki wkrótce wygasną, więc wkrótce popyt rzeczywiście może być słabszy niż obecnie.

W piątek GUS podał, że sprzedaż detaliczna liczona w cenach stałych wzrosła w Polsce we wrześniu o 4,2 proc., po wzroście o 5,1 proc. w sierpniu (dane zrewidowane w górę). To niezłe dane, szczególnie jeżeli zestawi się je z dynamiką płac. Ta jest ujemna - we wrześniu wyniosła -2,9 proc. rok do roku. Jak widać na załączonym wykresie, sprzedaż i płace zwykle podążają w podobnych kierunkach, ale tym razem tak nie jest.

Polska ma dziś o ok. 2,5 proc. więcej mieszkańców niż przed rokiem ze względu na obecność ok. 1-1,5 mln uchodźców. Sprzedaż przeliczona na mieszkańca rośnie więc wolniej, zapewne w tempie ok. 2 proc. Wciąż jednak dynamika jest dodatnia, mimo że przeciętne płace spadają, a dodatkowo konsumenci mają skłonność do przesuwania wydatków z towarów na usługi. Możemy więc mówić o odporności konsumenta.

Jakimś wyjaśnieniem wzrostu sprzedaży może być redukcja stopy oszczędności, czyli części niekonsumowanego dochodu. W czasie pandemii stopa rosła, a dziś jest bardzo niska. Część gospodarstw domowych wykorzystuje nagromadzone w latach 2020-21 aktywa finansowe na rzecz podtrzymania konsumpcji.

Jeszcze ważniejsze są prawdopodobnie cięcia podatków i nowe transfery fiskalne. Od lipca obniżony został podatek PIT, a z kolei w sierpniu i wrześniu wypłacana była tzw. 14. emerytura. Dodatkowo kredytobiorcy korzystają z tzw. wakacji kredytowych i część z nich przeznacza pozostałe w portfelu pieniądze na konsumpcję – zapewne ta część, która jest do tego zmuszona. Wszystkie te działania mogły zwiększyć ilość pieniądza do dyspozycji konsumentów nawet o ok. 2 proc. Jednocześnie warto pamiętać, że w warunkach wysokiej inflacji maleje realna wartość wielu transferów, takich jak 500+. Więc realna wartość stymulacji fiskalnej jest mniejsza, niż wynikałoby to z sumowania wartości obniżanych podatków.

Wszystkie wspomniane czynniki zaczną niedługo wygasać. Wpływ migracji na dynamikę konsumpcji jest z natury rzeczy przejściowy (dynamika migracji wkrótce będzie zerowa lub ujemna, chyba że napłynie nowa fala migrantów). Redukcja stopy oszczędności nie może być już głębsza niż do tej pory. Cięć podatków w nadchodzącym roku też nie należy się spodziewać. Chyba że… przed wyborami parlamentarnymi zobaczymy jakieś nowe fiskalne fajerwerki. Nie sądzę jednak, by był to wielki pokaz. Uwzględniając warunki panujące na rynku obligacji, rząd nie może pozwolić sobie na nadmierne zwiększanie deficytu.

Podsumowując, konsument trzyma się w tym roku dużo lepiej, niż po się nim spodziewano, ale wciąż czeka nas dolina recesji. Na pocieszenie można tylko powiedzieć, że każda dolina ma początek i koniec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Polecane