PB: Ile musiałbym zapłacić za porządną trumnę?
Tomasz Kilarski: Przyzwoita trumna nie musi mieć wygórowanej ceny, choć jej wyprodukowanie jest czaso- i materiałochłonne. Sprawa jest zbyt indywidualna, żeby podać jedną kwotę. Niektórych zadowoli wyrób za 2 tys. zł, innych za 40 00 tys. zł. Są także osoby, które korzystają z kremacji i dla nich trumny są jeszcze tańsze. Można założyć, że nasze produkty nie wykraczają poza możliwości zwykłego śmiertelnika.
Zapewniacie jak najlepszy stosunek jakości do ceny?
Może wprowadzę teraz niejedną osobę w zdumienie, ale jest to branża jak każda inna i podlega takim samym prawom rynkowym jak inne sektory. Jako producent działający na międzynarodową skalę inwestujemy w technologie i kapitał ludzki oraz nieustannie dążymy do poprawy jakości produktów i warunków pracy, co ma przełożenie także na ceny. Przy ich ustalaniu bierzemy pod uwagę również sytuację ekonomiczną na danym rynku.
Czy moda na pochówki w urnach nie namieszała za bardzo w waszym biznesie?
To prawda — urny stają się coraz modniejsze, jednak sektor funeralny ewoluuje permanentnie, niepohamowanie i pod wieloma względami. Nowe trendy są inspiracją do poszukiwania nowych rozwiązań. Wzrost popularności kremacji w Europie wymusza na takich producentach jak my zmiany w sposobie myślenia, kreatywność, łamanie konwencji.
Trumna nie kojarzy się z produktem szczególnie innowacyjnym...
Odwiedzając nasz zakład, poczułby się pan jak w matriksie. Myślę, że nie byłoby panu łatwo odgadnąć na początku, co się u nas tak naprawdę produkuje. Dopiero na końcowym etapie produkcji można dostrzec, że chodzi o trumny. Jestem przekonany, że wyszedłby pan odmieniony.
Odmieniony, czyli zafascynowany waszymi technologiami i rozwiązaniami produkcyjnymi?
W gospodarce wolnorynkowej indolencja może okazać się gwoździem do trumny. My odrzucamy letarg, odrzucamy marazm. Skupiamy się na czynnym, kreatywnym wdrażaniu nowych produktów. Rynek ewoluuje w wyniku zmian społecznych, a to wymaga od nas niestereotypowych, postępowych i zwracających uwagę produktów.
Jakiś przykład?
Jesteśmy pionierem, jeśli chodzi o trumny drewniane, ale oklejone papierem. Wchodzimy także w segment wyrobów rzeźbionych, który w ostatnim czasie bardzo dobrze rozwija się na świecie, co wiąże się m.in. z dostępnością pewnych technologii.
Kto projektuje wasze produkty?
Trumny są projektowane u nas. Chociaż mamy dział projektowania, wszyscy pracownicy są zaangażowani w ten proces. Jeśli ktoś widzi potrzebę zmiany czegoś lub wdrożenia, znalazł sposób na usprawnienie produkcji czy ulepszenie produktu, zgłasza pomysł, a my go testujemy na gotowych produktach.
Zauważyłem, że innowacyjnym elementem waszej strategii marketingowej jest kalendarz z półnagimi modelkami pośród trumien. Co stoi za tym pomysłem?
Kalendarz ma na celu oswajanie ludzi z myślą o śmierci. Śmierć jest nieuniknionym elementem życia, a my dążymy do złagodzenia związanego z nią lęku. Przez taki reklamowy produkt chcemy pokazać w nieco innym świetle to, co nieuniknione w ludzkiej kondycji.
Wasze działania marketingowe wykraczają poza kontrowersyjne kalendarze...
Jak już wcześniej podkreślałem, branża rządzi się takimi samymi prawami rynkowymi jak każda inna. Kluczowe jest dostarczenie informacji potencjalnym klientom. Stąd nasze liczne obecności na targach, spotkania biznesowe czy reklamy w branżowych mediach. To wszystko jest niezbędne dla naszej działalności.
Ile osób obecnie zatrudniacie i czy doświadczacie trudności z rekrutacją, co jest obecnym problemem wielu firm?
Zatrudniamy od 240 do 245 osób. Jeśli chodzi o kwestie kadrowe, różnice zależą od regionu. W Wielkopolsce, gdzie się znajdujemy, bezrobocie jest niskie. Czasami zwiększone zapotrzebowanie na pracowników wynika z sezonowości pracy w naszej branży oraz obecnej sytuacji rynkowej. Na razie jednak nie mamy potrzeb rekrutacyjnych.
Na czym polega sezonowość w branży funeralnej?
Zimą umieralność jest wyższa niż latem. Obecnie mamy też do czynienia z wpływem pandemii na branżę, co rzutuje na zatrudnienie i równowagę między podażą a popytem.
Słyszałem, że trumny są polskim hitem eksportowym...
To na pewno jest mocny produkt. Polska dostarcza wiele trumien, głównie do Niemiec, Francji i Holandii. Te rynki są najważniejsze dla naszych eksporterów. Niemcy np. obecnie mniej inwestują w produkcję w tej branży.
Rozpoczynaliście ekspansję zagraniczną właśnie od Niemiec?
Tak, Niemcy są dla nas głównym rynkiem. Staramy się jednak rozwijać naszą dystrybucję także w innych krajach i poszerzać zasięg działalności. Skupiamy się na Skandynawii, Portugalii, Irlandii, Czechach, Austrii i Kanadzie. W sumie jesteśmy obecni na 17 rynkach.
Ile co roku produkujecie trumien i jaka część trafia na eksport?
W zeszłym roku wyprodukowaliśmy ich niemal 200 tys. Ponad 90 proc. wysyłamy za granicę.
Jak kultura i religia wpływają na design trumien?
Są duże różnice w preferencjach, choć z czasem tradycje ustępują nowoczesności. Klienci coraz częściej oczekują produktów spersonalizowanych, unikatowych i dopasowanych do ich potrzeb. Ludzie otwarcie mówią o swoich życzeniach dotyczących pochówku
Plany Lindnera na najbliższy czas?
Mamy wiele celów, głównie związanych z inwestycjami w naszą firmę. Chociaż nie mogę ujawniać szczegółów, planujemy inwestycje w nasz park maszynowy oraz rozwój sieci sprzedaży.
Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcasts, Podcast Addict lub w Twojej ulubionej aplikacji
w tym tygodniu: „Ile kosztuje pogrzeb”
goście: Marek Cichewicz — Grupa Klepsydra, Tomasz Kilarski — Lindner, Paweł Pakuła — eKlepsydra


