Imperialny kurczak

Stanisław Majcherczyk
opublikowano: 2008-09-12 00:00

Olimpiada w Pekinie narobiła nam smaku. Może niekoniecznie na złote medale. Ale zdecydowanie na coś z chińskiej kuchni, którą w dobrym wydaniu wręcz adorujemy. Jeżeli nie można wpaść do Pekinu, to San Francisco, Toronto czy Londyn zawsze stanowią bardzo atrakcyjne kontrpropozycje. Tym razem ze względów pozamerytorycznych zawęziliśmy się do Warszawy. Konkretnie do okolic placu Teatralnego. Zwabiła nas nazwa restauracji. Cesarski Pałac (bez aluzji do Teatru Wielkiego). Wnętrze, można powiedzieć, imperialne. Karta win już mniej. Miało się wręcz wrażenie, że ten, kto z nią kombinował, nigdy nie doświadczył chińskich kulinarnych wspaniałości.

Menu od razu przepatrzyliśmy pod kątem pierożków na parze. Były. Wypełnione krewetkami. Bez wahania zamówiliśmy. Niby w porządku, ale coś tam z nimi było nie tak. Żeby już dalej nie ryzykować, zaćwiczyliśmy klasyk. Kurczaka słodko-kwaśnego (33,9 zł) z ryżem rozmaitości (15,9 zł). Zaordynowaliśmy domowe wina. Od razu oba się z kurczakiem pokopały. Przyszło nam wtedy do głowy, by go zeswatać z chińskim piwem. Polano Tsingtao (15 zł). Kompozycja okazała się ciekawym orientalnym mariażem. Mimo że kurczak ostentacyjnie nosił się z polska (zimny talerz). Musi, że główny kucharz został jeszcze w Pekinie, aby dopingować paraolimpiadę.

Cesarski Pałac

ul. Senatorska 27

Warszawa