Imponująca kontynuacja dobrej passy na GPW

Waldemar Borowski
opublikowano: 06-01-2009, 17:02

Obecne zachowanie rynków można w większym stopniu nazwać kolejną odsłoną „efektu Obama” niż „efektem stycznia”. Możliwość szybkiego wdrożenia przez nowego prezydenta USA, pakietu stymulującego największą gospodarkę globu, zwiększa wiarę uczestników rynku w mocniejsze odbicie. Potwierdzeniem tego jest zmniejszanie się atrakcyjności amerykańskich obligacji skarbowych, a także powstrzymanie aprecjacji ceny złota, a to sugeruje przerzucanie kapitału na rynki towarowe i akcyjne, czego efekty obserwujemy na  ostatnich sesjach.

Inwestorzy zainteresowani zakupem akcji na GPW, już w początkowej fazie sesji, starali się dzisiaj nie zaprzepaścić szansy jaką otwierały przed nimi korekcyjne, niewielkie poniedziałkowe spadki za oceanem i kontynuacja dobrej passy na azjatyckich parkietach. Chwilowe zejście WIG20 do czerwonej strefy było tylko nieudaną próbą przejęcia inicjatywy przez podaż i kontra byków mogła zaimponować. Wyniosła ona nasz najważniejszy indeks powyżej bariery 1900 pkt., chociaż początkowo nie wiązało się to z wyraźnym zwiększeniem obrotów. Wsparcie tym razem, byki otrzymywały także ze strony rosnących, prawie wszystkich, europejskich giełd oraz futures w Nowym Jorku.

Dobrego klimatu w Europie nie popsuły dane jakie napłynęły ze strefy euro. Co prawda grudniowy indeks PMI, określający koniunkturę w sektorze usług, wyniósł 42,1 pkt., ale spadek w stosunku do poprzedniego miesiąca był niewielki. Za to zaskakująco niska okazała się inflacja, która w ujęciu rocznym obniżyła się do 1,6 proc., co jest najniższym rezultatem od października 2006 r. Inwestorzy doskonale zdają sobie sprawę z jaką determinacją banki centralne walczą z zagrożeniem deflacyjnym i wysiłkiem w przywróceniu inflacji do przedziału 2-3 proc., a to otwiera pole do dalszych obniżek stóp procentowych. Sytuacja w strefie euro nie powinna być bez wpływu na zbliżającą się decyzję Banku Anglii, a to zwiększa szansę na kolejne cięcie z jego strony o 50 pkt.  Może ona również wesprzeć gołębie w naszej RPP i obniżka stóp w Polsce o takiej samej wartości staje się coraz bardziej realna.

Na warszawskim parkiecie z firm wchodzących w skład indeksu blue chipów, zwyżkami wyróżniał się sektor surowcowy, który wykorzystywał polepszenie sentymentu na rynkach towarowych. Rósł PGNiG i to mimo kontynuacji zawirowań z dostawą gazu tranzytem przez Ukrainę. Niskie temperatury i zwiększony w wyniku tego pobór gazu przez odbiorców indywidualnych rekompensują ten stan. Do mocno drożejącego od wczoraj PKN Orlen, starał się tym razem dołączyć także Lotos. Z kolei zwiększenie się ceny miedzi, do najwyższej wartości od miesiąca, wykorzystywał KGHM, który w skali wzrostów dotrzymywał kroku notowanemu na LSE australijskiemu BHP Billiton, chociaż na tle zwyżkującej o 10 proc. szwajcarskiej Xstraty, wynik nie był już tak imponujący. Nad rynkiem surowców cieniem rzuca się Chiński Nowy Rok, ale wiara w poprawę koniunktury w czołowych gospodarkach w najbliższych miesiącach i tradycyjne wiosenne ożywienie budownictwa, powinny powstrzymać miedź przed większą deprecjacją.

Większy od oczekiwań spadek zamówień w amerykańskim przemyśle (-4,6 proc.) został zrekompensowany przez wyższy wskaźnik ISM dla sektora usług, a to one decydują o koniunkturze w USA. To podtrzymało impet kupujących i dzięki temu WIG20 zakończył wzrostem o 2,29 proc. Bardzo dobrze finiszował dzisiaj Getin, który ze składu blue chipów obok KGHM i groszowego Biotonu (zanotował bardzo duży wolumen), zaliczył najpokaźniejsze zwyżki. Cieszyc może wzrost obrotów powyżej 1,1 mld zł. oraz wysokość zleceń zakupu jakie zostały położone na fixingu.

GPW ma za sobą dwa dni intensywnego marszu na północ i rośnie obawa o korektę tego ruchu, ale kilka znaczących giełd dało przykład, że wzrosty mogą trwać nawet kilka sesji z rzędu. Przy stępionej agresywności ze strony podaży, wydaje się, że karty są po stronie popytu i to głównie od jego determinacji zależy osiągnięcie przez WIG20 pułapu 2000-2200 pkt. w tym miesiącu.  Zagrożeniem dla tego ruchu będzie sytuacja na amerykańskim rynku pracy oraz zbliżający się sezon raportów. Wydaje się jednak, że obecnie w centrum uwagi znajduje się pakiet stymulacyjny B. Obamy. 300 mld USD ulg fiskalnych w ramach tego projektu powinno zwiększyć dla niego przychylność ze strony Republikanów. Wbrew niektórym opiniom te pieniądze nie powiększą oszczędności Amerykanów. Ubiegłoroczny wzrost realnych dochodów, w połączeniu ze spadającym oprocentowaniem kredytów uzupełnił już braki i większość z tej kwoty zostanie przeznaczona na konsumpcję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Waldemar Borowski

Polecane