Zapłacił 1 mln zł za list żelazny i odpowiada z wolnej stopy
Prokuratura zarzuca Krystianowi Poloczkowi kradzież i wypranie 12 mln zł. Właściciel IMC zapewnia, że jest niewinny.
Krystian Poloczek to znana postać w polskim biznesie: wiceprezydent Konfederacji Pracodawców Polskich, generalny importer samochodów marki Seat na Polskę i kilka krajów byłej Wspólnoty Niepodległych Państw oraz właś-ciciel Iberia Motor Company (IMC) — grupy około trzydziestu firm, działających w branży motoryzacyjnej, finansowej i ubezpieczeniowej. To także biznesmen, który przed sądem w Pruszkowie oskarżony jest o kradzież i wypranie ponad 12 mln zł. Odpowiada z wolnej stopy — dzięki listowi żelaznemu, za który musiał uiścić 1 mln zł. Zapewnia, że oskarżenia nie mają podstaw.
Ulotne ulotki
W latach 2001-02 Krystian Poloczek jako prezes IMC (dziś jest szefem rady nadzorczej spółki) podpisał z firmami Remtex i Sewind pięć umów, dotyczących druku i dystrybucji aż 6,5 mln ulotek i cenników samochodów marki Seat, za co IMC zapłaciła ponad 12 mln zł. Według prokuratury, zawierając te umowy, Krystian Poloczek "od samego początku zakładał ich fikcyjność. Zasadniczym celem zaś było wyprowadzenie z jej majątku [IMC — przyp. red.] znacznych kwot pieniędzy, które trafić miały do jego kieszeni".
— Akt oskarżenia jest nie- spójny i nielogiczny. Prokuraturze nie zależało na wyjaśnieniu sprawy, lecz jedynie na wniesieniu aktu oskarżenia. Ani w jego uzasadnieniu, ani w toku procesu prokuratura nie przedstawiła wiarygodnych dowodów na poparcie swoich tez. Jestem przekonana, że sąd prawidłowo oceni materiał dowodowy, w tym w szczególności pomówienia — mówi Beata Krzyżagórska-Żurek, adwokat Krystiana Poloczka.
Prokuratura oparła się m.in. na zeznaniach Włodzimierza T. i Jarosława Ż., odpowiednio: prezesa i dyrektora handlowego spółek Remtex i Sewind. Obaj dobrowolnie poddali się karze, zeznając wcześniej, że faktury dla IMC wystawione były na wyższe kwoty niż wartość faktycznie wykonanych usług, a pieniądze, które wpływały na rachunki spółek Remtex i Sewind, przelewano na konta innych firm, skąd — po wypłaceniu w gotówce — trafiały do Pawła J., pośrednika (ten miał zawozić do IMC).
Schowane w szafie
Głównym świadkiem oskarżenia jest jednak Edmund H., w latach 2001-03 członek zarządu i dyrektor finansowy IMC, który bezpośrednio kontaktował się z pośrednikiem. Również dobrowolnie poddał się karze (dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć, grzywna 10 tys. zł i zwrot nielegalnych korzyści wysokości 200 tys. zł). Potwierdził zawyżanie faktur (rzeczywistą wartość usług oszacował między 40 a 400 tys. zł) i zeznał, że o fikcyjności umów miał wiedzieć nie tylko on, ale także cały zarząd IMC. Jego słów nie potwierdzają pozostali członkowie zarządu IMC i adwokat właściciela spółki.
— W 2000 r. rozpoczął się kryzys na polskim rynku motoryzacyjnym, który nasilił konkurencję i walkę cenową. W takich warunkach masowa dystrybucja materiałów reklamowych wręczanych w centrach handlowych dawała tak dobre rezultaty, że inna działalność reklamowa IMC została ograniczona. Ta akcja była bardzo skuteczna. W 2001 r. udział rynkowy marki Seat w Polsce wzrósł niemal o połowę: z 2,2 do 3,2 proc., a w 2002 r. został utrzymany — mówi Beata Krzyżagórska-Żurek.
Prokuratura zdecydowała się jednak oskarżyć Krystiana Poloczka. Dlaczego? Zgodnie z aktem oskarżenia Edmund H. zeznał, że pieniądze, które wracały do IMC w gotówce (według niego, 85 proc. wartości netto faktur), miał przekazywać Poloczkowi, który "chował je gdzieś do szafy, czasami zaś polecał wpłacać na różne, należące do niego, konta w bankach". W takiej sytuacji — czytamy w akcie oskarżenia — rozbijano wpłacane kwoty tak, by nie przekraczały 40 tys. zł.
— Prokuratura nie przedstawiła żadnych dowodów ani wyliczeń na poparcie twierdzeń jedynego świadka w sprawie. Wykonanie prostych obliczeń prowadzi do wniosku, że mój klient nie miał żadnego interesu w udziale w tym procederze — mówi Beata Krzyżagórska-Żurek.
Więcej pytań
Według Edmunda H., Krystian Poloczek pozytywnie przyjął propozycję powiększenia kosztów, bo miał twierdzić, że IMC ma zbyt wysokie zyski, co może spowodować cofnięcie umowy importerskiej przez Seata.
— Umowa importerska z Seatem nie stwarzała możliwości jej wypowiedzenia ze względu na zbyt wysokie zyski IMC. Poza tym spółka była skutecznie zachęcana przez centralę do inwestowania na nowych rynkach (Ukraina, Rosja), co nie byłoby możliwe bez tych zysków — odpowiada Beata Krzyżagórska-Żurek.
Zapewnia też, że centrala Seata wie o całej sprawie. Próbowaliśmy to potwierdzić, ale IMC odmówiła przekazania pytań do koncernu, a e-mail wysłany do biura prasowego w Hiszpanii pozostaje (na razie) bez odpowiedzi.
Zdaniem prawników, z którymi konsultowaliśmy sprawę, pytań bez odpowiedzi jest więcej. Na przykład: dlaczego w akcie oskarżenia jest mowa o kwocie brutto (choć nawet Edmund H. zeznał, że do IMC miało wracać 85 proc. wartości faktur), a nie netto? I dlaczego prokuratura zdecydowała się na postawienie Krystianowi Poloczkowi zarzutu kradzieży pieniędzy ze spółki, której jest właścicielem, lecz nie zdecydowała się na wdrożenie postępowania karnoskarbowego, dotyczącego uszczuplenia podatku dochodowego na szkodę skarbu państwa? Zapytaliśmy. Prokuratura odmówiła odpowiedzi.
Wielkie pranie
Akt oskarżenia przeciw Krystianowi Poloczkowi to tylko część większego śledztwa, które — z zawiadomienia Generalnego Inspektora Informacji Finansowej — prowadził wydział przestępczości zorganizowanej Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Dotyczyło ono prania pieniędzy przez kilkadziesiąt spółek, które dokonywały rzekomych transakcji na wielką skalę, a de facto prowadziły działalność gospodarczą w małych rozmiarach lub były typowymi "firmami-słupami".
Niemal 30 zaangażowanych w proceder osób prawomocnie skazano wyrokami sądowymi przez dobrowolne poddanie się karze. W tej grupie byli Włodzimierz T. i Jarosław Ż., prezes i dyrektor handlowy spółek Remtex i Sewind. Za wypranie prawie 140 mln zł pierwszy dostał 5 lat więzienia w zawieszeniu na 10, grzywnę 72 tys. zł i 10-letni zakaz działalności gospodarczej. Drugi — trzy lata w zawieszeniu na pięć, grzywnę 60 tys. zł i 7-letni zakaz. Pawła J., pośrednika między nimi a IMC, skazano na 4 lata w zawieszeniu na 10 lat i grzywnę 100 tys. zł
Jestem niewinny, i to udowodnię
Akt oskarżenia jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem i opiera się jedynie na pomówieniach byłego pracownika. Mój udział w tej sprawie zaczął się od zeznań w charakterze świadka w 2003 r. Zarzuty usłyszałem dopiero w 2007 r. Łączę to z moją aktywnością w Konfederacji Pracodawców Polskich, organizacji zwalczanej przez ówczesne władze w ramach tzw. polowania na czarownice. Nikt chyba w Polsce nie ma wątpliwości, że organy prokuratury nie były w tym czasie w pełni niezależne. Ja ich nie mam.
Masowa akcja marketingowa oparta na bezpośrednim dotarciu do milionów klientów była wielkim sukcesem mojej firmy. W latach 2001-02 na polskim rynku doszło do załamania sprzedaży nowych samochodów. Właśnie dzięki milionom rozdanych materiałów reklamowych wręczanych w centrach handlowych Seat utrzymał poziom sprzedaży, co przy spadkach odnotowywanych przez konkurentów pozwoliło marce zdobyć większy udział w rynku. Dla mnie to powód do dumy, a nie zarzutów prokuratorskich.
Wszystkie transakcje IMC były przedmiotem wnikliwej kontroli skarbowej. Urzędy nie dopatrzyły się powodów kontynuowania czynności kontrolnych. Nie rozumiem, dlaczego opinie agend państwa mających czuwać nad poprawnością rozliczeń podatkowych nie są brane pod uwagę przez prokuraturę. Wierzę, że uwzględni je sąd, podobnie jak zeznania świadków, którzy potwierdzają prawdę, a nie absurdalne oszczerstwa przedstawione przez prokuraturę. Jestem niewinny. Udowodnię to przed sądem.
Krystian Poloczek