Resort gospodarki podzielił kontyngenty i rozdał pozwolenia na import wyrobów stalowych. Efekt na razie jest taki, że z nowej formy ochrony rynku hutniczego nie są zadowoleni ani producenci, ani dystrybutorzy.
Ministerstwo Gospodarki (MG) wprowadziło kontyngenty i cła na import wyrobów stalowych. Resort właśnie zakończył także przydzielanie odbiorcom pozwoleń na przywóz hutniczych produktów wolnych od dodatkowych opłat. Z działań podjętych przez MG nie są zadowolone ani huty, ani odbiorcy stalowych wyrobów, czyli strony, które znajdują się po dwóch stronach barykady.
Andrzej Ciepiela, dyrektor Polskiej Unii Dystrybutorów Stali, podkreśla, że po wprowadzeniu mechanizmów ochrony na rynku brakuje stali i wzrosły ceny. Z tą opinią nie zgadza się Romuald Talarek, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (HIPH).
— Wzrost cen wynika z trendów światowych. To także kwestia kłopotów z dostępem do wyrobów stalowych, które spowodowane są m. in. brakiem środków obrotowych — mówi Romuald Talarek.
Co ciekawe, jego zdaniem, przyznane przez resort gospodarki kontyngenty są zbyt hojne. Huty liczyły na bardziej restrykcyjne zasady ochrony rynku stalowego. Bariery nie powinny być dla importerów wielką zaporą w dostępie do stalowych wyrobów. Warto przypomnieć, że resort nałożył cła wysokości do 25 proc., a kontyngenty są liczone jako średnia obrotów importera z trzech lat plus 10-35 proc.
Dystrybutorzy nie są jednak zadowoleni z ochrony hut... i ich udziału w kontyngentach.
— Kuriozalny jest fakt przyznania krajowym hutom kontyngentów na bezcłowy import. Te same huty, na których wniosek wszczęto postępowanie ochronne, korzystają z ostatniej okazji sprowadzenia stali po niższej cenie. Czyżby huty działały na własną niekorzyść? — pyta Andrzej Ciepiela.
— Firmy takie jak Huta Pokój, Buczek, Florian czy Stalprodukt nie wnioskowały o ochronę taśm, które wykorzystują do wyrobu nie chronionych kształtowników. Huty mają pełne prawo korzystać z kontyngentów. Skoro produkty, których używają do wytwarzania wyrobów, są chronione, to nie należy dziwić się, że zabiegają o kontyngenty dla swojego rynku — ripostuje Romuald Talarek.
Dystrybutorzy obawiają się także zablokowania dostępu do tych wyrobów, które w naszym kraju nie są wytwarzane.
— Grupy towarowe objęte ochroną są oznaczone nieprecyzyjnymi kodami. W wielu przypadkach to samo oznaczenie jest wykorzystywane do określenia kilku rodzajów konkretnego wyrobu. To zaś prowadzi do nałożenia dodatkowych opłat na wyroby, których polskie huty nie wytwarzają. W Polsce nie produkuje się na przykład niektórych asortymentów blach walcowanych na gorąco, używanych do wyrobu butli gazowych, czy blach laserowych o podwyższonej wytrzymałości wykorzystywanych w przemyśle maszynowym i motoryzacyjnym — dodaje Andrzej Ciepiela.
— HIPH w trakcie analizy wprowadzenia środków ochrony rynku zauważyła problem szerokiego asortymentu kodów w przypadku niektórych produktów. Jako wnioskodawca widzimy więc potrzebę wyłączenia z ochrony ostatecznej wyrobów nie produkowanych w Polsce — wyjaśnia Romuald Talarek.