Incognitus

opublikowano: 30-08-2017, 22:00

Chucherko zlało Tysona. Ale ja i tak bardziej za Tysonem jestem. Idę nadmuchać bicepsy.

Widziałem film w internecie. Jeden z tych, po których obejrzeniu — a nawet już w trakcie — rośnie w człowieku złość. Poczucie niesprawiedliwości i żądza zemsty. Otóż na owym obrazie czterech (bo piąty filmował) chłystków drwiło ze starszego mężczyzny. Zaczepki słowne szybko przerodziły się w fizyczne. Oblano staruszka piwem, obrzucano resztkami kebaba. Wytykano wiek. Starzec znosił to z godnością. Wstał z ławki i próbował odejść. Młodzieńcy ani myśleli jednak mu na to pozwolić. Zabawa trwała w najlepsze. Jeden z opryszków nikczemną posturą zagrodził starszemu człowiekowi drogę.

BMW M140i jest jedyną „jedynką” z sześciocylindrowym silnikiem pod maską.
Mimo mocnego serca, drapieżnego charakteru i niebagatelnych osiągów nie chwali
się umiejętnościami. Z wyglądu to najnormalniejsza seria 1.
Wyświetl galerię [1/5]

Sekret.

BMW M140i jest jedyną „jedynką” z sześciocylindrowym silnikiem pod maską. Mimo mocnego serca, drapieżnego charakteru i niebagatelnych osiągów nie chwali się umiejętnościami. Z wyglądu to najnormalniejsza seria 1. ARC

Dla podkreślenia swojej przewagi począł ofierze przed oczyma wywijać figury a’la Bruce Lee, wyzywając do walki. Był oczywiście pewien zwycięstwa. Wywijał chudymi kończynami, aż jedna dosięgła starszego jegomościa. I wtedy… napastowany jednym ciosem powalił napastnika. A trzema kolejnymi ruszających mu na pomoc kompanów. Piąty uciekł. Okazało się, że ów starzec to były komandos, biegły w sztuce samoobrony. A do tego emerytowany bokser. Taki śpioch! Żaden z wyrostków nie przypuszczał, że w starcu drzemie jakakolwiek siła.

Tymczasem ten ich dosłownie zdmuchnął. Płynie z tego m.in. taka lekcja, że jeśli już masz moc, to nie musisz jej demonstrować. Jak w powiedzeniu, że pies, który dużo szczeka, raczej nie gryzie. Ostatnimi czasy w motoryzacji pojawia się coraz więcej takich „psów”. Auta wyglądają na szybsze niż są w rzeczywistości. Do niemal każdego można (już w fabryce) dokupić pakiet wizualnie „przyspieszający”. Na drogach pełno jest odzianych w spojlery, skrzydła i wydechy aut z silniczkami o pojemności trzech, góra czterech puszek coca-coli i mocy trzech, góra czterech kosiarek. Jest ekonomicznie i ekologicznie. I zgoda. Tylko po co to „machanie witkami”?

W USA mówią na taki wizualny tuning przy jednoczesnym zachowaniu podmaskowego rozsądku: „all show and no go”, co można przetłumaczyć jako nasze: „duża klatka, mały ptak”. Ale można też odwrotnie, czyli „all go and no show”. W życiu to jak z tym obrażanym staruszkiem. A w motoryzacji to „sleeper”, czyli śpioch. Nie, nie chodzi o umieszczonego gdzieś szpiega, czekającego na sygnał do wykonania misji. Tym mianem określa się też auta, które aparycją nie zdradzają potencjału. Tacy mocarze incognito. Wysokie osiągi i skromny wygląd. Ogromna siła i brak jej widocznych symptomów. Przykłady? BMW M140i. To motoryzacyjna „turbolaska”, która nie używa podkreślających jej wdzięki… wdzianek. Co nie znaczy, że wdzięków nie ma.

Spis zalet

Zaleta pierwsza: to najprawdziwszy hot hatch. Tym terminem zwykło się określać usportowione wersje kompaktowych samochodów osobowych z 3- lub 5-drzwiowym nadwoziem typu hatchback. M140i ma odpowiednie nadwozie, trzylitrowy, rzędowy, sześciocylindrowy, turbodoładowany silnik benzynowy o mocy 340 KM, ogromnego „kopniaka” w postaci umiejętności wytworzenia momentu obrotowego 500 Nm, możliwość wybrania napędu na tył lub obie osie (w tej grupie aut to wyjątek), obniżone (o centymetr) sportowe zawieszenie, doskonałe prowadzenie i wzmocnione hamulce. Esencja hot hatcha.

Zaleta druga: właśnie esencja. Poza tym, co w tym aucie najważniejsze (osiągi), nie ma zbędnych ozdobników. Jakichś dyfuzorów, lotek czy ogromnych (często prowadzących donikąd) wlotów powietrza. Jest to, co być musi, i ani grama więcej. W efekcie tylko wprawne (bardzo wprawne) oko dostrzeże, że to inna „jedynka”.

Dla reszty M140i nie różni się niczym od, powiedzmy, 120d z tzw. M pakietem. Sam tego doświadczyłem na autostradzie (120d próbowała stanąć w szranki) i podczas testu RBL*, gdy żaden spotter nawet nie uniósł aparatu. Cała konkurencja, czyli Mercedes A 45 AMG, Audi RS3, a nawet Honda TypeR wespół z Fordem Focusem RS, mogą uchodzić za „podrywaczy spotterskich aparatów”. Testosteron kapie z ogromnych lotek, dyfuzorów, felg i sportowych foteli z inicjałami. Z BMW M140i nic nie kapie. Zgoda, wymienione auta potrafią równie wiele co M140i. Biją tak samo mocno.

Możesz się jednak tego po nich spodziewać. A po M140i nie. To tak, jakbyś stał przed Tysonem, któremu chwilę wcześniej obraziłeś matkę. Oceniasz szanse po gabarytach i szybko zdajesz sobie sprawę, że będzie bolało. Lecisz z przyspieszeniem godnym Mercedesów AMG czy BMW M, ale przecież na długo przed tym, jak straciłeś przytomność, wiedziałeś, że wytykanie mamie boksera jakichkolwiek wad było błędem. A teraz inaczej. Stoisz naprzeciwko spokojnego cherlawego karła. Obrażasz jego kota, ojca czy całą nację. I jeśli ów karzeł ukarze cię ciosem i ów cios okaże się silny, to do bólu dołączy zdziwienie. I to jest właśnie wyjątkowość BMW M140i. Nieoceniony wyraz twarzy kogoś, komu właśnie skopałeś tyłek. No kartą MasterCard za to nie zapłacisz. A umówmy się: M140i bije mocniej niż jego dużo bardziej umięśnieni bracia. Tacy jak M3, M4 czy nawet M6!

Odtajniony agent

Teraz poważnie. Jestem pewien, że bohater opisanego na początku filmu sam zgłosił się na policję. Przecież użył siły. Zrobił to świadomie i świadomie poniósł konsekwencje. Choć we mnie tryumfowało poczucie sprawiedliwości, w nim zapewne nie. Umiał wiele. Ale coś mi się wydaje, że nie umiał poradzić sobie z przegraną, którą było wykorzystanie tych umiejętności.

Dlaczego tak myślę? Bo najpierw próbował uciec. A mógł przecież zakończyć sprawę od razu. Być może uszkodził któregoś z napastników. Być może za to zapłacił. Tak czy inaczej był (mam nadzieję, że jest) odpowiedzialnym gościem. I to dla takich są takie auta jak BMW M14oi. Auto, które w niespełna dwie sekundy rozpędza się od zera do mandatu, a w nieco ponad cztery sekundy — do utraty prawa jazdy, nie tylko daje frajdę. Stwarza również niebezpieczeństwo. Szczególnie w rękach osoby przyzwyczajonej do „all show no go”.

I tak sobie jeżdżę po mieście. I co chwilę zadziwiam nieświadomych niczego uczestników ruchu. Mam piekielnie szybką maszynę, która nie drze się z wydechu, kiedy nie trzeba, której aparycja nie spycha z lewego pasa i którą… wszyscy olewają. I żałuję. Żałuję, że w głębi duszy nie jestem jak ten staruszek, lecz bardziej jak oprych machający łapami. Chcę, by na mnie patrzono, podziwiano i robiono mi zdjęcia. Miejsce w RLB jest zatem ważne (nie bez kozery nosi moje nazwisko).

Chcę, by widziano, żem szybki. Ale to ma wystarczyć. Niekoniecznie chcę to udowadniać. Wystarcza mi tzw. szacunek wzrokowy. Ale wstyd mi. Bo to trochę tak, jakbym pompował sobie sztuczny biceps, by zrobić wrażenie na plaży. I dlatego M140i nie trafi na moją listę „chcę to”. No chyba, że po gruntownym optycznym tuningu. I jeszcze jedno. Byłbym najgorszym tajnym agentem na świecie. Bo zamiast dumy z tego, że nim jestem, oczekiwałbym, żeby wszyscy o tym wiedzieli.

*RLB — Ranking Lansu Bołtryka. Badanie prowadzone przez dziennikarza „Pulsu Biznesu” Marcina Bołtryka, by sklasyfikować samochody pod względem siły oddziaływania na otoczenie. Polega na potrójnym okrążeniu warszawskiego placu Trzech Krzyży (rano, o 16 i wieczorem) i liczeniu zdjęć wykonanych przez przesiadujących tam tzw. carspotterów. BMW M140i uzyskało wynik zero. Liderami są ex aequo: Rolls Royce Dawn i Audi R8 plus — po siedem fotek. &

 

30 WEEKEND WRZESIEŃ 2017

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARCIN BOŁTRYK

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Incognitus