Indeksy rosną na przekór

Jarosław Augustynowicz
opublikowano: 28-10-2002, 00:00

To już trzeci miesiąc niedźwiedzie chodzą smutne — indeks największych spółek trzyma się z daleka od wartości trzycyfrowych. Trwający trzeci tydzień wzrost wyciąga coraz więcej osób z obozu pesymistów wspieranych merytorycznie przez realistów gospodarczych. Stabilność cen i dynamika październikowych wzrostów każe zastanawiać się, czy to koniec bessy czy jedynie dynamiczne odbicie.

Gdy weźmiemy pod uwagę pozytywy, jakie mogą tłumaczyć obecne wzrosty, to na czoło wysuwa się optymistyczny przebieg referendum w Irlandii i stanowisko rządu Holandii, mimo rozpadu koalicji rządowej. Złoty umacnia się, a oliwy do ognia dolewa Rada Polityki Pieniężnej zdecydowanie obniżając stopy procentowe. Zaskoczenie decyzją rady było przeogromne. Jeszcze dwa tygodnie temu RPP mocno krytykowała budżet podtrzymując swoje neutralne nastawienie (tak jak obecnie). Dosyć zabawne są niektóre wypowiedzi ekonomistów, którzy tonem skrzywdzonego dziecka zarzucają radzie wychodzenie przed szereg bez oglądania się na głosy analityków i czekania na pojawienie się presji ze strony polityków. Uzasadnienie prezesa NBP dla obniżki jest pesymistyczne. Twierdzi mianowicie, że nie grozi nam nawrót inflacji, zmniejsza się tempo wzrostu gotówki w obiegu, spada dynamika podaży pieniądza, mamy niską dynamikę pieniądza, a na dodatek pogarszają się perspektywy wzrostu gospodarczego na świecie, zwłaszcza u naszego sąsiada zza Odry.

Dlaczego więc rośniemy? My mamy na oku Unię, ale co mają Stany Zjednoczone lub Niemcy? Amerykanie i Niemcy kupują akcje jak by były towarem deficytowym nie zatrzymując się choćby na chwilę. Psychologicznie mamy objawy hossy — rośniemy mimo ciągle nowych złych informacji. Ciężko mi wytłumaczyć sobie, jak robią to Amerykanie, jak można interpretować stratę mniejszą od spodziewanej jako powód do zakupów. Okręgi informują o słabej aktywności gospodarczej, utrzymuje się niska sprzedaż detaliczna, a w segmencie motoryzacyjnym zanotowano solidny spadek. Przypomina mi to sytuację z 1999 roku, gdy mieliśmy niskie stopy, a wzrost PKB generował przemysł motoryzacyjny. Dziś widzimy, co pozostało z hossy na tym rynku. Zatem jeśli Stany są w tym miejscu, gdzie była Polska 3 lata temu, dobrze to nie wróży.

Do prognozowania perspektyw obecnych zwyżek pozostaje zatem analiza techniczna. Obrót, jaki zaobserwujemy na poziomie 1170-80 punktów, powie nam prawdę o kondycji naszego rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Augustynowicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Indeksy rosną na przekór