Nie ma szans, żeby kapitał spekulacyjny nas ominął, jeśli zaczną się wzrosty na świecie. Zwłaszcza, że złoty jest bardzo mocny i nic nie wskazuje na to, żeby szybko osłabł.
Z Ameryki
W tym tygodniu indeksy amerykańskie zmieniły się niewiele, ale jednak DJIA wzrósł piąty tydzień z rzędu. Znowu ważne były dane makro, które malują ciekawy obraz sytuacji. Owszem, sprzedaż detaliczna wzrosła, ale znacznie mniej niż prognozowali analitycy. Konsumenci wcale nie pędzą do sklepów. Po początkowym okresie zakupów, kiedy zachłysnęli się przecenami i niską ceną kredytu, zaczęli się zastanawiać.
Następnym ostrzeżeniem, według mnie, był wzrost zapasów. Spotkałem interpretację mówiącą, że magazyny zapełniają się nową produkcją. Ja uważam, że zaczął się proces napełniania magazynów ze względu na mniejszą od prognozowanej sprzedaż. O tym zresztą mówił również Alan Greenspan, występujący w Honolulu.
Dane pokazały również, że rosła produkcja i nieco wzrósł stopień wykorzystania potencjału przemysłowego. Tym razem pomijam fakt, że wzrósł indeks nastrojów, bo to dane za początek marca, kiedy „enronitis” przycichła, dane makro były wspaniałe, a indeksy rosły. Wniosek według mnie jest prosty: producenci uwierzyli w ożywienie i zwiększają produkcję, która zaczyna zapełniać magazyny, bo popyt jest słabszy od oczekiwanego. Dlatego też nie rośnie inflacja u producentów: nie mają sił, żeby zwiększać ceny.
Teoretycznie inwestorzy powinni zacząć niepokoić się wzrostem cen towarów (CRB) i ropy, co w końcu wpłynie na inflację. Jednak, po pierwsze, wpływ wzrostu cen towarów będzie widoczny dopiero w końcówce drugiego kwartału. Po drugie, na początku inwestorzy wytłumaczą sobie ten wzrost jako normalny proces w czasie, kiedy gospodarka odżywa, a wzrost cen ropy na razie zlekceważą. Zlekceważą dlatego, że to niepokój o atak USA na Irak i sytuacja na Bliskim Wschodzie powodują wzrosty cen surowca. Jednak dopóki kraje arabskie nie opowiedzą się wyraźnie po stronie Iraku i Autonomii Palestyńskiej, inwestorzy nie będą widzieli niebezpieczeństw. Poza tym polityka USA wywołuje stopniowe przygotowanie do tego, że atak na Irak jest nieunikniony. Takie powolne przygotowanie powoduje, że nie będzie gwałtownych reakcji, kiedy ten atak już nastąpi. Pod warunkiem, że kraje arabskie nie ograniczą wydobycia ropy.
Staram się bardzo, żeby nie zwracać uwagi na to, co mówią rynkowi guru. Jednak, ponieważ jestem chyba jedynym analitykiem w Polsce, który nie widzi świetlanej przyszłości gospodarki USA, z chęcią korzystam z nielicznych, znanych nazwisk osób, które podzielają moją opinię, żeby udowodnić szanownym Czytelnikom, że nie mają do czynienia z oszołomem. Informuję więc, że legendarny Warren Buffet widzi 10 lat dekoniunktury na rynku akcji. A Stephen Roach, znany ekonomista Morgan Stanley, w artykule „Jak mogłem być taki głupi” pisze, że jest chyba jedynym ekonomistą w USA, który uważa, że możliwy jest wkrótce nawrót recesji. To jest nas przynajmniej dwóch na świecie.
W tym tygodniu ważne będzie przede wszystkim posiedzenie FOMC. Prawdę mówiąc wiadomo, co Fed zrobi ze stopami: pozostawi bez zmian. Nie wiadomo tylko, jakie będzie nastawienie do przyszłości. Według mnie będzie zmiana na neutralne. To powinno dobrze podziałać na rynki akcji, bo inwestorzy boją się zaostrzenia polityki monetarnej. Oprócz posiedzenia FOMC mamy dane makro, z których najważniejsze to raporty o budownictwie, inflacja i wyprzedzające wskaźniki (LEI) za luty. Uważam, że jedynym prawdziwym zagrożeniem są właśnie LEI, bo może się okazać, iż prognozy są zbyt optymistyczne.
W obrazie indeksów z punktu widzenia analizy technicznej nie ma zmian. DJIA od początku listopada jest w kanale trendu wzrostowego, którego górne ograniczenie jest w okolicy 10700 pkt. Sam indeks już od dziesięciu sesji nie może trwale pokonać oporu na 10600 pkt. Pokonanie tego poziomu wyzwoliłoby pokłady optymizmu, w sam raz do wygenerowania wzrostów, które mogłyby doprowadzić nawet do ataku na 11350 pkt. Taki scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny i uważam, że ewentualny wzrost nie powinien przekroczyć 10800 pkt., choć na rynku jest tyle kapitału, że wszystko jest możliwe. Dopiero zejście poniżej 10270 otwierałoby drogę w kierunku dolnego ograniczenia kanału. Bardzo podobnie wygląda S&P 500. Przełamanie 1175 pkt. otwiera drogę do 1220–1240 pkt. Wsparciem jest 1143, a potem 1120 pkt. Najgorzej wygląda NASDAQ. Zachowuje się bardzo słabo, a do wsparcia na 1830 pkt. jest dużo bliżej niż do oporu na 1930 pkt. Gdyby zostało przełamane wsparcie, to spadek może sięgnąć 1700 pkt. Jeśli pokonany będzie opór, wzrost może doprowadzić nawet do 2050 pkt.
Sytuacja na amerykańskim rynku akcji jest niezwykle skomplikowana od strony obrazu technicznego, ale jasna fundamentalnie. Akcje są za drogie. W przyszłym tygodniu zamyka się „window of opportunity”, w którym akcje mogły rosnąć. Zaczną się ostrzeżenia spółek przed końcem kwartału, a ostrzeżenia są gorsze niż same wyniki. Indeksy mają czas tylko od momentu zakończenia posiedzenia FOMC do końca tygodnia, żeby pokonać opory techniczne i wkroczyć piętro wyżej, potem powinniśmy być świadkami sporej korekty.
Z Polski
Mam problem z napisaniem czegoś sensownego o naszej giełdzie. Owszem, indeksy spadły, a zachowanie rynku było bardzo słabe, ale obroty były znowu znikome, co znacznie zmniejsza wagę zniżek. Spadek byłby dużo większy, gdyby nie informacja o 250 mln zł przelewu do ZUS, która dotarła na rynek pod koniec tygodnia. W tym momencie nie miało nawet znaczenia, czy OFE od razu przeznaczą te pieniądze na zakupy, czy nie — wystarczyło samo oczekiwanie, że mogą to robić, żeby wywołać odbicie. Nawiasem mówiąc uważam, że polityka zakupów „za całą kasę”, którą stosują najwyraźniej OFE, jest nierozsądna. Przychodzi moment taki jak obecnie, kiedy jest szansa podnieść wartości portfeli na fali światowych wzrostów, a nie ma kapitału, bo wszystko już zostało wydane.
Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że zakupy będą w sposób agresywny czynione. Fundusze mogą się zdecydować na powiększanie portfeli na spadkach i akumulowanie akcji. Drugim wnioskiem jest ciągle utrzymujący się brak zainteresowania ze strony kapitału zagranicznego naszym rynkiem. Dopóki mają możliwość zarobienia na szerokich rynkach zagranicznych, trzymają się z dala od naszej maleńkiej giełdy.
W całym polityczno–gospodarczym otoczeniu rynku nie zaszły żadne zmiany. Owszem, Sejm przyjął uchwałę skierowaną do RPP, ale to było już od dawna w cenach i niczego nie zmienia. Zresztą postawa Prezydenta jest tak wyraźnie określona, że z całą pewnością mocno zniechęci tych posłów, którzy chcieliby zmian w działalności rady. Wątpię również, żeby SLD chciał wdawać się w bijatykę z Prezydentem.
Ostrzeżenia ze strony MFW też robią swoje. Nawiasem mówiąc uważam, że MFW nie powinien się wtrącać do naszych, wewnętrznych spraw —powinni zająć się krajami, w których od lat bez rezultatu topią duże pieniądze. A stwierdzenie, że RPP nie powinna obniżać stóp, to już w ogóle nieporozumienie i takie same wywieranie nacisku na bank centralny, jakie uprawiają nasi politycy. Nie można się jednak dziwić MFW: w końcu największymi beneficjentami tego, że u nas są takie wysokie stopy procentowe, są zagraniczni inwestorzy, a przede wszystkim banki.
Wynik wszystkich tych działań jest oczywisty: może być jeszcze dużo słów ze strony Sejmu czy rządu, ale żadnych zmian nie będzie. RPP zbiera się pod koniec miesiąca i będzie musiała podjąć decyzję, która nie będzie prosta. Naciski polityczne są, inflacja nie rośnie. Stopy powinny być obniżone, ale podjęcie takiej decyzji rada może traktować jako ugięcie się pod presją. Z drugiej strony RPP wie już, że nic jej nie grozi, a Sejmowi pozostaje pusta retoryka. Decyzja jest w tej chwili nie do przewidzenia, ale jedno jest pewne: jeśli sytuacja na świecie nie pogorszy się, rynek podejmie grę pod obniżkę stóp i powinien zacząć ją w tym tygodniu.
Warto wspomnieć o dosyć tajemniczych słowach ministra skarbu Wiesława Kaczmarka, który, wypowiadając się o rynku kapitałowym, powiedział, że aby go ugruntować, konieczna jest bardzo głęboka ingerencja państwa, porównywalna z tą sprzed 10 lat, kiedy rynek tworzono, i że MSP pracuje nad pakietem konkretnych rozwiązań. Nie wiem i nie potrafię wymyślić, co szykuje MSP —nie ukrywam, że jestem głęboko zaintrygowany konkretami. Jakiekolwiek by jednak nie były, już sam fakt, że MSP dostrzega mizerię naszego rynku i chce coś robić, jest dobrym sygnałem. Gdyby te posunięcia były rozsądne, a jednocześnie szybko został rozwiązany problem zaległości ZUS wobec OFE i przy założeniu, że część kapitału, który chce w Europie Środkowej zainwestować największy amerykański fundusz emerytalny CalPERS trafi do nas, może się zrobić ciekawie. Oczywiście w tym tygodniu to wszystko nie będzie miało znaczenia, ale warto pamiętać na przyszłość.
W obrazie indeksów widzianym przez pryzmat analizy technicznej sytuacja ciągle jest bardzo dwuznaczna. Indeks cenowy jest o krok od wygenerowania bardzo mocnego sygnału: albo podwójny szczyt i spadek o 8 proc., albo podwójne dno i możliwość znacznych wzrostów. Ten obraz potwierdza wygląd WIG. Przełamanie 15000 pkt. dałoby spadek nawet do 14100 pkt. Pokonanie 15500 dałoby w konsekwencji wzrost, będący ruchem powrotnym do linii trendu, do 16000.
WIG 20 też nie odbiega wyglądem od omówionych poprzednio. Po pokonaniu linii trendu naturalny byłby spadek, będący korektą wzrostów z przełomu roku. Żeby tak się stało, niezbędne jest przełamanie 1330 pkt. Równie prawdopodobny jest jednak ruch powrotny do przełamanej linii trendu. Gdyby jednak indeks wrócił nad linię trendu i pokonał 1430 pkt., uważam, że możliwy jest wzrost do 1530 pkt.
Wszystko teraz zostaje „w rękach” rynków światowych. Powtarzam: nie ma możliwości, żeby kapitał spekulacyjny nas ominął, jeśli zaczną się wzrosty na świecie, szczególnie, że złoty jest bardzo mocny i nic nie wskazuje na to, żeby szybko osłabł. Wręcz przeciwnie – formacja RGR pokazuje, że kurs PLN/USD może zejść do 4,00. Pozostaje sytuacja na rynkach światowych i byki muszą trzymać kciuki za to, żeby DJIA pokonał 10600 pkt. i rozpoczął ostatnią fazę wzrostów. Jeśli jednak tak nie będzie to pozostanie testowanie 1285 pkt. na WIG 20.


