Zamieszanie wokół rynków wschodzących związane z ograniczaniem luzowania ilościowego przez Fed i problemami Turcji, RPA, Brazylii czyArgentyny, odbiło się rykoszetem na warszawskiej giełdzie. Choć solidnie oberwaliśmy za cudze grzechy, bo Polski nie dotyczą problemy np. związane z nadmiernym deficytem na rachunku obrotów bieżących, to jednak odpoczynek w zwyżkach był nam potrzebny — przekonują zarządzający z TFI. Ich zdaniem giełdowa korekta, która przetoczyła się przez rynek w grudniu i styczniu, była wystarczająco głęboka, by w tym roku kontynuować rajd i to bez większych przystanków.



— Spółki musiały się przecenić, aby zrobić miejsce na dalsze zwyżki. Uważam, że korekta była na tyle głęboka, że do końca roku indeksy będą rosły bez ryzyka większych spadków. Hossie sprzyjać będzie ożywienie w gospodarce i napływy do funduszy. Warto zwrócić uwagę, że ostatnia korekta nie zniechęciła klientów, bo wielkiej ucieczki nie było, a wręcz przeciwnie — kapitał wciąż płynie do TFI. Wydaje się jednak, że w przypadku niektórych firm inwestorzy nie są wstanie zaakceptować wyższych wycen i akcje tych spółek będą stały w miejscu mimo dynamicznej poprawy zysków — uważa Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI.
Przykładem takiej spółki jest LPP. Kurs akcji właściciela marek Reserved i Cropp już od pół roku znajduje się w trendzie bocznym, mimo że firma z kwartału na kwartał notuje wysoką dynamikię zysków. Podobny przystanek mogą zaliczyć także inne spółki, które w ubiegłym roku mocno zdrożały. Wśród nich jest np. CCC, CD Projekt, Intercars, Wawel i Medicalgorithmics.
— OFE zaczną konkurować o stopy zwrotu, więc nie będą chciały sprzedawać akcji, dlatego indeksy będą rosły przynajmniej do lipca. Warto jednak pamiętać, że choć otoczenie makro sprzyja, to jednak małe i średnie spółki podrożały w ubiegłym roku właśnie w oczekiwaniu na ożywienie. Teraz inwestorzy będą czekać, aż firmy te zaczną pokazywać wyniki. Dlatego motywem przewodnim na ten rok jest jeszcze większa selekcja — uważa Andrzej Lis, zarządzający z Noble Funds TFI.
Motorem napędowym indeksów zdaniem specjalistów będą banki, uznawane za najbezpieczniejsze w Europie, bo pozbawione ryzyka kredytowego. To, w połączeniu ze wzrostem gospodarczym, niższymi kosztami depozytów i poprawą marż zadziała jak magnes na zagranicznych inwestorów i wpłynie pozytywnie na kursy akcji. Eksperci uważają, że na nowej perspektywie unijnej skorzysta również część spółek budowlanych i wybrane firmy konsumenckie.
— Wycena polskich banków jest wymagająca, ale też nie bez powodu. Na przykład koszty ryzyka w takich bankach jak ING czy BRE są skrajnie niskie. Dziś trudno fundamentalnie uzasadnić możliwości poprawiania wyników bez wyraźnego wpływu czynników zewnętrznych. Jeśli jednak gospodarka znajdzie się w trwałym i wyraźnym wzroście, wówczas możliwa jest nawet powtórka z 2010 r., kiedy zyski banków wzrosły o 40 proc. r/r. Jest to jednak optymistyczny scenariusz — uważa Wojciech Juroszek, zarządzający z AgioFunds TFI.