Indykpol poprawi efektywność
Piotr Kulikowski, od kilku dni pełniący obowiązki prezesa olsztyńskiego Indykpolu, zapowiada, że spółka w widoczny sposób do końca roku poprawi swoją efektywność, a w przyszłości przejmie większą niż dzisiaj część polskiego rynku drobiu.
— Zamierzam doprowadzić do tego, aby w trudnych latach dla naszego sektora, spółka była w stanie wygenerować przyzwoity zysk, a w okresie korzystnej koniunktury osiągać maksymalne wyniki — deklaruje Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu.
Według niego spółka jest w stanie osiągać zysk na poziomie 1-1,3 mln zł miesięcznie. Oczywiście przy zastrzeżeniu, że będą sprzyjające warunki rynkowe.
Tegoroczne wyniki są jednak dalekie od oczekiwań zarządu. Indykpol w okresie styczeń-maj 1999 roku zanotował stratę 3,3 mln zł. Przychody ze sprzedaży pozostały na ubiegłorocznym poziomie i wyniosły 101,5 mln zł.
— Głównym powodem, który zdecydował o dotychczasowych stratach, jest zaangażowanie się firmy w kosztowną produkcję żywca drobiowego, podczas gdy na rynku żywy drób kosztował 20 proc. mniej. Do końca roku, zgodnie z ocenami ekspertów, w sektorze drobiarskim powinno się poprawić, ale minimalnie — wyjaśnia Piotr Kulikowski.
Kierownictwo Indykpolu mimo wszystko myśli o zwiększaniu produkcji. Obecnie olsztyńska spółka ma 27-proc. udział w rynku mięsa indyczego i jednocześnie 9-10-proc. udział w rynku drobiu w ogóle.
Indykpol niemal całą swoją produkcję kieruje na rynek krajowy. Na Wschód wysyła jedynie 3-4 proc. wytworzonych wyrobów (przed ubiegłorocznym kryzysem — około 10 proc.). Na zachód Europy olsztyński zakład kieruje nadwyżki własnego towaru.
— Bardziej zależy nam na utrzymaniu dotychczasowych kontaktów handlowych, niż sprzedaży na rynek UE większej ilości produktów. Powód jest prosty — w kraju sprzedaż jest bardziej opłacalna — podkreśla Piotr Kulikowski.
Na razie kierownictwo olsztyńskiego przedsiębiorstwa nie planuje nowych inwestycji, ale zapewnia, że już rozpoczęte będą zrealizowane.