Z opublikowanych we wtorek danych wynika, że ceny detaliczne rosły w USA w grudniu o 2,7 proc. w ujęciu rocznym. To taka sama inflacja jak w poprzednim miesiącu i zgodna z prognozami analityków. W porównaniu z listopadem wzrost cen wynosił 0,3 proc., jak oczekiwano.
Inflacja bazowa, która nie uwzględnia cen żywności i energii, wyniosła w USA w grudniu 2,6 proc., czyli tyle co w listopadzie. Oczekiwano wzrostu do 2,7 proc.
W ujęciu miesięcznym inflacja bazowa wyniosła 0,2 proc. Prognozowano 0,3 proc.
Ellen Zentner, główna strateg ekonomiczna Morgan Stanley Wealth Management z Nowego Jorku skomentowała dane stwierdzeniem, że "widzieliśmy już ten film".
– Inflacja nie rośnie, ale utrzymuje się powyżej celu. Nadal mamy jedynie niewielki wpływ ceł, ale dostępność mieszkań się nie poprawia. Dzisiejszy raport inflacyjny nie daje Fedowi podstaw do obniżenia stóp procentowych już w tym miesiącu - powiedziała Reutersowi.
Publikujące report Biuro Statystyki Pracy podało, że nastąpił pewien wzrost kosztów zakwaterowania, które były „największym czynnikiem” wpływającym na ogólny miesięczny wzrost cen. Zdrożała również odzież. Spadki cen odnotowano w kilku kategoriach, w tym w przypadku sprzętu AGD oraz używanych samochodów i ciężarówek. Koszty napraw pojazdów spadły najbardziej w historii.
Raport o inflacji w grudniu jest pierwszym pełnym po zakłóceniach wynikających z "zamknięcia" rządu USA, które rozpoczęło się 1 października i trwało do 12 listopada.
W pierwszej reakcji na dane rentowność obligacji 2-letnich USA wyraźnie zaczęła maleć. Obecnie spada o prawie 2 pkt bazowe do 3,52 proc. Spada, ale wyraźnie słabiej, również rentowność obligacji 10-letnich USA. Osłabł wyraźnie również wzrost indeksu dolara, pokazujący jego notowania wobec koszyka głównych walut.
