Nie potwierdziły się obawy, jakoby inflacja miałaby podciąć skrzydła światowej gospodarce. Poza jedyną niespodzianką w Wielkiej Brytanii (inflacja konsumencka w kwietniu skoczyła do 3 proc. r/r), odczyty były zgodne z prognozami rynku lub od nich niższe.
W USA wskaźnik inflacji konsumenckiej (CPI) spadł do 3,9 proc. r/r i 2,3 proc. r/r w ujęciu bazowym (czyli bez uwzględnienia zmian cen żywności i energii). Okazało się, że ceny energii w Stanach Zjednoczonych nie zmieniły się w relacji do marca, a benzyny spadły o 2 proc. Niemniej w ujęciu rocznym ceny energii wzrosły o 15,9 proc.
Wielu inwestorów odetchnęło z ulgą. Wyższa inflacja mogłaby podciąć budujący się trend wzrostowy na rynkach akcji, a także ochłodzić poprawiające się nastroje wokół rynków wschodzących. Jednocześnie wczorajsze dane nie wykluczają kolejnych obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
To negatywne informacje dla dolara, który w kolejnych dniach powinien powrócić do trendu spadkowego. I to niezależnie od napływających danych sugerujących możliwość poprawy w amerykańskiej gospodarce w drugim półroczu. Te powinny pomóc rynkom akcji.
Wśród inwestorów coraz popularniejszy jest pogląd, że system bankowo-finansowy w USA najgorsze ma za sobą, a inwestorzy — jak wiadomo — dyskontują przyszłość. Czy czeka nas zatem kilka tygodni majowej hossy? To całkiem prawdopodobne.
Marek Rogalski
FIT DM
www.fitdm.pl