Inflacja nie taka straszna, jak ją malują

opublikowano: 13-01-2020, 22:00

Szybkim wzrostem cen płacimy za szybkie tempo wzrostu gospodarczego. NBP nie interweniuje, żeby nie wylać dziecka z kapielą

Pierwszy pełny tydzień nowego roku przyniósł polskiej gospodarce przykrą niespodziankę — w grudniu inflacja konsumencka, a więc odczuwana przez każdego przeciętnego Kowalskiego na zakupach, wyniosła 3,4 proc., znacznie powyżej szacunków analityków makroekonomicznych oraz prognoz Narodowego Banku Polskiego. To niepierwsza informacja w ostatnich kilku miesiącach o rosnących cenach dóbr i usług. W wyniku suszy w 2018 i 2019 r. cukier, warzywa i owoce drożały przez większość minionego roku, zaś afrykański pomór świń prześladował hodowle nie tylko w Polsce, ale także w Chinach, skąd większość Europy importuje wieprzowinę.

Plagi i przepisy

Na te plagi nałożyło się wejście w życie licznych regulacji, które wymuszają wzrost cen. Skok płacy minimalnej w 2020 r. (o 15 proc.) oznacza wyższe koszty pracy, co przekłada się na podwyżkę cen usług, w których pracuje największy odsetek osób zarabiających najmniej. Z kolei zmiany w przepisach o zarządzaniu odpadami przełożyły się na podwyżki opłat za wywóz śmieci. Ceny energii, po zamrożeniu w wyborczym 2019 r., w końcu zostały uwolnione i w tym roku prąd będzie droższy przeciętnie o 12 proc. Podwyżka akcyzy o 10 proc. spowoduje zaś wzrost cen alkoholu i papierosów. Dlaczego Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie reaguje? Choć inflacja jest niekorzystnym zjawiskiem dla konsumentów, z perspektywy makroekonomii pożądane jest jej utrzymywanie na „zdrowym” poziomie. Wraz z utratą wartości pieniądza rosną wpływy do budżetu i skłonność przedsiębiorców do inwestowania.

Efekt uboczny

Szybki wzrost cen dotyczy nie tylko Polski, następuje w wielu krajach regionu — w Rumunii, na Węgrzech, Słowacji, w Czechach i Bułgarii. W najważniejszych państwach Europy Zachodniej — we Włoszech, Francji i w Niemczech — ceny rosną o ok. 1,5 pkt proc. wolniej. Piotr Bielski, dyrektor departamentu analiz ekonomicznych Santander Banku, podkreśla, że rosnąca inflacja jest niejako efektem ubocznym gospodarczej prosperity.

— Główna różnica między wschodem a zachodem UE jest taka, że w naszym regionie mamy szybszy wzrost gospodarczy połączony z szybszym wzrostem płac. Szczególnie ważny w tym kontekście jest fakt, że ten szybszy wzrost PKB oparty jest w dużej mierze na popycie konsumpcyjnym. W krajach naszego regionu gospodarka rośnie powyżej tzw. wzrostu potencjalnego, co w połączeniu z wymienionymi wcześniej czynnikami tworzy warunki sprzyjające wzrostowi inflacji. Na to nałożyły się w tym roku perturbacje pogodowe, takie jak susza, które w naszym regionie były bardziej dotkliwe niż w krajach starej Unii. Ważny wpływ na znacznie wyższą inflację w naszym regionie ma także dużo bardziej rozgrzany rynek pracy — podkreśla Piotr Bielski.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Niebezpieczne stopy

RPP może zareagować na wzrost inflacji przez podniesienie stóp procentowych, podwyższając w ten sposób cenę pieniądza na rynku międzybankowym. Typową reakcją rynków na taką decyzję jest jednak wyprzedaż aktywów, a przedsiębiorców — zahamowanie inwestycji. Dzieje się tak, ponieważ podwyższenie stóp procentowych jest z reguły utożsamiane z zabezpieczeniem gospodarki przed skutkami problemów makroekonomicznych dostrzeganych przez ekspertów RPP (np. bańki inwestycyjnej).

Reakcja jest szczególnie silna, jeśli rada działa nagle, nie zasygnalizowawszy tego na poprzednich posiedzeniach. RPP, która od początku kadencji podkreśla ambicje utrzymania obecnych stóp do końca kadencji (a więc do 2022 r.), nie chce ryzykować zaprzepaszczenia szansy na silny wzrost gospodarczy w 2020 r. Dlatego bardzo niechętnie spogląda na takie narzędzia.

Bezradni giganci

Polska i inne kraje regionu są w komfortowej sytuacji w porównaniu do największych gospodarek strefy euro, cierpiących na niski wzrost gospodarczy połączony z niską inflacją. W takich warunkach bank centralny zwykle obniża stopy procentowe, aby zachęcić do akcji kredytowej i pobudzić gospodarkę. Problem w tym, że referencyjna stopa procentowa Europejskiego Banku Centralnego wynosi... 0 proc., nie ma więc przestrzeni do konwencjonalnych działań. Ekonomiści podpowiadają zatem coraz to nowe niestandardowe sposoby i zachęcają rządy, by do pobudzania gospodarki zaprzęgły politykę fiskalną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy