Ceny znowu wyrwały się spod kontroli Rady Polityki Pieniężnej. Główny winowajca to słaby złoty.
Inflacja w Polsce nie poddaje się kryzysowi. Chociaż popyt słabnie i konkurencja w sklepach rośnie, ceny drugi miesiąc z kolei przyspieszają. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), w marcu były o 3,6 proc. wyższe niż przed rokiem, a jeszcze w styczniu rosły w tempie 2,8 proc.
Informacje GUS zaskoczyły analityków. Spodziewali się dynamiki 3,3-3,4 proc. Ministerstwo Finansów szacowało marcową inflację na 3,5 proc. Zaskoczyły przede wszystkim produkty spożywcze.
— Ceny żywności i napojów bezalkoholowych były o prawie 5 proc. wyższe niż rok wcześniej i o 2 proc. wyższe niż przed miesiącem. Taki wzrost można tłumaczyć osłabieniem złotego, które podbiło ceny produktów importowanych — mówi Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.
Podwyżki w tej kategorii wywołała też zmiana przepisów UE dotycząca cukru.Jego cena w samym marcu wzrosła o niemal 13 proc.
Niepokojący jest fakt, że inflacja znowu wymyka się spod kontroli Radzie Polityki Pieniężnej. W marcu wyszła poza przedział dopuszczalnych odchyleń (1,5-3,5 proc.) od celu inflacyjnego wynoszącego 2,5 proc. A to może znaczyć, że nie ma wiele miejsca na dalsze luzowanie polityki monetarnej i nieprędko zobaczymy kolejne obniżki stóp procentowych.
— Wyraźny wpływ słabego złotego na inflację jest argumentem za przerwą w cyklu cięć stóp. Zwłaszcza że radzie trudno będzie zdecydować się na obniżkę głównej stopy poniżej poziomu inflacji, a tylko taki ruch może być brany pod uwagę — mówi Piotr Piękoś, ekonomista Banku BPH.
Obecnie główna stopa wynosi 3,75 proc. O tym, że rada kończy z cięciami, mówiła wczoraj Halina Wasilewska-Trenkner, członkini RPP.
— Powinniśmy dążyć do ustabilizowania parametrów na obecnym poziomie — powiedziała ekonomistka w TVN CNBC Biznes.
W poniedziałek na łamach "PB" w tym samym duchu wypowiadali się Dariusz Filar i Marian Noga, inni członkowie rady.